Wreszcie to się stało – rodzimy hokej na lodzie powrócił na antenę TVP Sport. Pretekstem, by stało się to jeszcze w 2018 roku jest rozgrywany w Tychach turniej o Puchar Polski.

Jeśli chodzi o poziom realizacji transmisji, to właściwie bardzo trudno doczepić się do czegokolwiek. Była to solidna robota, wykonana przez doświadczoną w tym aspekcie telewizję publiczną. Oczywiście, fajerwerków próżno było szukać, niemniej poziom zaangażowania był odpowiedni. Najlepiej świadczy o tym mini-studio tuż przy tafli lodowiska, w którym po każdej tercji rozmawiali ze sobą Anna Kozińska oraz były reprezentant Polski Grzegorz Piekarski. Mówili krótko, ale z sensem, bez zbędnego zadęcia.

Podobnie zresztą, jak komentujący mecze Jacek Laskowski i Wojciech Tkacz. Ten pierwszy znany jest głównie z pracy przy spotkaniach piłkarskich. Ten drugi zaś to były hokeista – m.in. olimpijczyk z Albertville ’92. Laskowski, jak się wydaje, z większym przejęciem i barwniej (czasem zbyt barwnie…) komentuje piłkę nożną. Przy hokeju był jednak jak zwykle bardzo dobrze przygotowany, sypał, ale nie zasypywał informacjami, ciekawostkami. I – nieco inaczej niż przy piłce – pozwalał widzom oglądać mecz, nie przeszkadzał w tym. Uwagi Tkacza były nader celne, bo z perspektywy byłego hokeisty, co zawsze przyjemnie jest posłuchać.

Czymś, co może nie przeszkadzało, ale było ograniczeniem, to ujęcia tylko z jednej kamery, umiejscowionej na środku hali. Szkoda, bo akurat hokej na lodzie jest bardzo dynamiczną, siłową grą, która zyskuje na efektownych zbliżeniach. Tych zabrakło.

Nie zabrakło za to dość zaskakujących rozstrzygnięć sportowych. W pierwszym półfinale niespodziewanie Tauron KH GKS Katowice przegrał po rzutach karnych z JKH GKS-em Jastrzębie. Jest jakiś problem w zespole z Katowic. Po 22 wygranych z rzędu w PHL przyszły bowiem dwie porażki: z Gdańskiem i u siebie aż 0:3 z Toruniem. Teraz przegrana z JKH. Czyżby problemem był brak na ławce trenera Toma Coolena? Kanadyjczyk wrócił do swojej ojczyzny na święta, co było ponoć konsultowane z szefostwem klubu. Trochę to nieodpowiedzialne i, jak można wywnioskować po wynikach drużyny, nie pozostało bez wpływu na postawę jego hokeistów.

Jastrzębie w dzisiejszym finale Pucharu Polski powalczy z TatrySki Podhalem Nowy Targ. Zespół trenera kadry Tomka Valtonena nie dał większych szans gospodarzom turnieju, ekipie GKS-u Tychy. Trafienia Kacpra Guzika, Krzysztofa Zapały i Krystiana Dziubińskiego pozbawiły tyszan nadziei na zgarnięcie przed własną publicznością Pucharu. Nowotarżanie zaś są uznawani za faworytów w dzisiejszym finale. „Jesteśmy bardzo z siebie zadowoleni. Zrobiliśmy to, co sobie założyliśmy. Przystąpiliśmy do półfinału z dużą pokorą, odpowiedzialnością i przede wszystkim wiarą, że jesteśmy dobrą drużyną. Na pewno szybko zdobyty gol nam pomógł, ale to też była konsekwencja naszej dyscypliny i dobrego przygotowania do meczu. Bramki, jakie zdobyliśmy może nie były przepiękne, ale na pewno wypracowane. Teraz mamy kilka godzin na odpoczynek, a później walczymy w finale, gdzie nie ma faworyta. Zdecyduje dyspozycja dnia” – powiedział gracz Podhala Marcin Kolusz (hokej.net). Początek transmisji na antenie TVP Sport od godziny 19.30

Kursy forBET na finał Pucharu Polski: JKH GKS 2.70, Podhale 2.10, remis 4.30.