Jak pewien dziennikarz nie rozumie praw rynku i obraża piłkarzy

  • Redakcja

Uwielbiamy, gdy dziennikarze niezajmujący się na co dzień sportem od wielkiego dzwonu komentują wydarzenia sportowe. Mamy dzięki temu dużo śmiechu, bo zwykle się kompromitują. Tak jak Rafał Ziemkiewicz ze swoją teorią na temat reklam, w których występują siatkarze i piłkarze.

Dziennikarz ten napisał na Twitterze:

Reklamy z lekkoatletami czy siatkarzami nie sprzedają w Polsce produktów. Sprzedają te z piłkarzami. Po prostu Polacy wolą nieudaczników, bumelantów i pierdołów od ludzi sukcesu – i tyle.

Rozumiemy, że na fali sukcesów reprezentacji Polski w siatkówce każdy chce zabłysnąć, ale są jakieś granice śmieszności. A może ich nie ma? Teoria stworzona przez Ziemkiewicz kupy się nie trzyma. Siatkarze reklamują od dawna różne produkty. Były słynne reklamy Monte z Bartoszem Kurkiem, a Karol Kłos, Andrzej Wrona i Stéphane Antiga występowali w reklamówce Plusa. Trudno więc uznać, że siatkarscy zawodnicy„nie sprzedają w Polsce produktów”. Rzeczywiście są obecni w reklamach rzadziej niż piłkarze, ale wynika to wyłącznie z ich mniejszej rozpoznawalności.

Piłkarze w Polsce grają słabo, więc należy ich oskubać z kasy?

Dla Ziemkiewicza krótka lekcja: niech Pan sobie wyobrazi, że prowadzi Pan jakąś firmę i oferuje swoje produkty/usługi. Ma Pan też odłożoną odpowiednią kwotę na zareklamowanie swojej działalności w mediach. Chce Pan, by w reklamach Pana produktów/usług uczestniczyła znana osoba – np. sportowiec. Na kogo konkretnie się Pan zdecyduje – na piłkarza, który ma na Instagramie 120 tyś. obserwujących, czy na siatkarza, który ma ich jedynie 75 tyś? Chyba jednak na tego, który jest bardziej rozpoznawalny, prawda? Inaczej zatrudnianie do reklam znanych postaci świata sportu nie miałoby sensu.

Nie przypadkowo podajemy powyższe liczby, bo 120 tyś. followersów ma akurat Krzysztof Piątek, który jest dopiero na początku poważnej kariery piłkarskiej, a 75 tyś. Bartosz Kurek – nowy mistrz świata w siatkówce, najlepszy zawodnik mistrzostw świata, który jednak nie wypłynął na wielkie sportowe wody wczoraj, bo ma już 30 lat i na koncie wiele sukcesów indywidualnych i drużynowych. Mimo to Piątek bije go w sieci na głowę. A to tylko Piątek – Roberta Lewandowskiego obserwuje 13 milionów ludzi! 170 razy więcej osób niż Kurka! Trudno więc się dziwić tym, którzy odpowiadają w Polsce za reklamy, że częściej angażują do nich piłkarzy, niż siatkarzy.

Kluczem jest więc rozpoznawalność, a nie zamiłowanie Polaków do – jak to ujął Ziemkiewicz – „nieudaczników, bumelantów i pierdołów”. Można by się takiej teorii doszukiwać w autobiografiach sportowych w naszym kraju (Janczyk, Sypniewski, Kowal – sami zawodnicy z problemami), ale nie w kontekście reklam. Zwłaszcza, że nasi piłkarze, mimo fatalnego występu na mundialu w Rosji, nie są nieudacznikami. Produkty/usługi reklamują chociażby Lewandowski czy Kamil Glik. To są te „pierdoły”, o których pisze Ziemkiewicz? Litości.

Jesteś tyle wart ile ktoś jest w stanie za Ciebie zapłacić

Ostatni lament na temat zarobków siatkarzy i piłkarzy staje się coraz bardziej irytujący. Jeszcze, żeby głos zabierali sami zainteresowani.. Ale nie – robią to zwykle osoby trzecie, które mają nikłą wiedzę na temat sportu. Prawo popytu i podaży oraz potencjał rozpoznawalności to najprostsze rozwiązania zagadki, którą próbuje rozwikłać Ziemkiewicz. Polacy nie są jakimś wyjątkiem na skalę światową, że postawili sobie za honor, by kupować tylko takie produkty, które są reklamowane przez sportowych przegrywów.

Gdyby siatkarze byli bardziej popularni, to częściej występowaliby w reklamach. A nie są, bo siatkówka cieszy się większym zainteresowaniem jedynie podczas mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich. Kto z Was zna skład podstawowej szóstki Zaksy Kędzierzyn Koźle? Jeśli szanowny redaktor chciałby, by siatkarze mieli w Polsce większy fejm, to niech zacznie od siebie i swojego otoczenia – zachęca ludzi do oglądania siatkówki na co dzień, wszystkich spotkań PlusLigi, a nie tylko meczów kadry. To jedyna droga, by siatka w naszym kraju miała większą siłę oddziaływania, zawodnicy byli bardziej rozpoznawalni i dzięki temu występowali w większej liczbie reklam. Wszelkie inne teorie są śmieszne i tylko kompromitują ich autorów.