Trener Brzęczek robi krzywdę Kubie i reprezentacji

  • Redakcja

Z bólem piszę ten tekst, gdyż Jakub Błaszczykowski od lat należy do moich ulubionych piłkarzy. Tym bardziej jednak apeluję do selekcjonera Jerzego Brzęczka, by przestał go powoływać do kadry. Robi tym krzywdę samemu zawodnikowi i drużynie narodowej.

Z miłości do Kuby zostawmy go w spokoju. Niech walczy o miejsce w składzie Wolfsburga. Ewentualnie zimą w końcu zmieni otoczenie albo nawet ligę i spróbuje odbudować swoją formę w innym klubie. Obecna sytuacja nie służy nikomu. Jakub Błaszczykowski zagrał w obu ostatnich spotkaniach naszej reprezentacji, ale w niczym nie przypomina piłkarza, który przez lata był liderem biało-czerwonych. Żal patrzeć na to, jak bardzo chce, a jak bardzo mu jednocześnie nie wychodzi. Dokładności w podaniach, szybkiego myślenia, szybkości – tego wszystkiego aktualnie mu brakuje. Widać, jak mu nieregularność występów w drużynie klubowej przeszkadza.

Rozumiem poniekąd intencje, jakie stoją za tym, co Brzęczek próbuje zrobić z Błaszczykowski. 80 minut z Włochami i 80 minut z Irlandią miały dać Kubie pozytywnego kopa. Czy w istocie dały? Trudno w to uwierzyć. W ataku niestety niewiele wnosił, bo zatracił wyczucie gry. Jego obrońcy przekonują, że mimo słabej formy przydaje się reprezentacji w defensywie ze względu na doświadczenie. Ten argument ostatnio również runął. Z Italią Kuba sprokurował karnego. Z Irlandczykami dał się minąć w dziecinny sposób, po czym poszło dośrodkowanie, a z niego padł gol dla gości.

Wojna o Kubę!

Z szacunku dla kuzyna Jerzy Brzęczek powinien przestać go tymczasowo powoływać do kadry. Nie ciągnąć na siłę za uszy do ekipy narodowej, tylko właśnie odpuścić. Dać mu się odbudować w klubie – bez względu na to, w jakim. Reprezentacja to nie akcja charytatywna reanimacji czyjejś kariery. Mówię to z bólem serca, bo Błaszczykowskiego cenię bardzo wysoko. Przez jego trudne dzieciństwo, wiele kontuzji, efektowny styl gry i masę radości, jakich dał nam swoimi występami w zespole biało-czerwonych. Pamiętam taki czas, gdy właściwie tylko Kuba ciągnął naszą kadrę. Był dla niej ważniejszy niż obecnie jest Robert Lewandowski. Te czasy jednak minęły na tyle, że aktualnie obecność Błaszczykowskiego bardziej drużynie narodowej szkodzi, niż pomaga.

Kuba wyrównał przedwczoraj rekord występów z orzełkiem na piersi należący do Żewłakowa. Tylko, czy na pewno jest się z czego cieszyć? Czy ostatnie występy przypadkiem nie psują jego wizerunku wybitnego reprezentanta Polski? To wielki piłkarz dla naszej kadry, jej legenda. I niech tak zostanie. Nie niszczmy jego legendy wystawiając go bez formy. Takie występy, jak z Włochami i Irlandią, szkodzą mu bardzo w oczach kibiców. Podobnie jak pamiętna jego zmiana w meczu z Japonią podczas mundialu w Rosji, gdy aż trener Adam Nawałka kazał symulować Kamilowi Grosickiemu, by Kuba mógł wejść na boisko.

Kocham Kubę i dlatego pytam: po co mu to robić? Tym bardziej, że on ma taki charakter, że nigdy nie odmówi. Jeśli dostanie powołanie, to przyjedzie na reprezentację i będzie chciał spróbować jeszcze raz. I jeszcze raz i jeszcze raz.

Obecna sytuacja z Błaszczykowskim jest szkodliwa dla samego piłkarza, bo z ikony naszej reprezentacji przeistacza się on w zawodnika, którego selekcjoner-wujek na siłę wpycha do drużyny narodowej. Podśmiechujek na ten temat jest w internecie całe mnóstwo. A to żarty, że Łukasz Piszczek zrezygnował z kadry na rzecz klubu, a Jakub Błaszczykowski z klubu na rzecz kadry. A to słynne już memy z Kubą z podpisem adresowanym do Brzęczka „Dej powołanie”. Ktoś inny złośliwie zauważył, że w ostatni piątek „Błaszczu” powinien być nie w Bolonii, a razem z Piszczkiem w Dortmundzie na benefisie Romana Weidenfellera, który zakończył tego dnia karierę.

Oceny po meczu Polska – Irlandia: słabi i słabsi

To było oczywiste, że po tym jak Jerzy Brzęczek został wybrany na trenera Polaków, będzie ciągle pytany o Kubę. Relacje między nimi będą szeroko opisywane, wszelkie decyzje dotyczące piłkarza w kadrze gorąco komentowane. Tym bardziej, że w dniu pierwszej swojej konferencji prasowej w roli selekcjonera Brzęczek powiedział w wywiadzie dla TVP, że:

Kuba będzie powoływany, gdy będzie grał.

 

I co z tego zostało? Puste słowa, bo mimo braku występów w klubie, powołał Kubę na mecze z Włochami i Irlandią. Uczynił to jako selekcjoner, ale jest też jego wujkiem, więc nie da się uciec to oskarżeń o nepotyzm. Po prostu się nie da. Nie uważam, że Kuba musi być od teraz dwa razy lepszy od innych polskich skrzydłowych, by mógł grać w kadrze, bo prowadzi ją jego bliski. Ale też nie może być w aż tak słabej formie i dostawać powołania, bo zwyczajnie na to nie zasługuje.

Do reprezentacji nie trafia się za zasługi, bo inaczej kończy się to tak, jak polska drużyna na ostatnich mistrzostwach świata. W naszym składzie było wielu zawodników bez formy, bez ogrania, którzy pojechali do Rosji bardziej ze względu na to, co kiedyś dawali drużynie, niż z uwagi na ówczesną dyspozycję. Ta droga prowadzi donikąd i dobrze się o tym przekonaliśmy.

Ktoś powie, że przecież przed Euro 2016 Błaszczykowski też prezentował się słabo, a jednak na turnieju we Francji był najlepszym naszym piłkarzem. Zgoda, tylko, że to było dwa lata temu, a po drodze mieliśmy nieudany mundial, na którym Kuba był jednym z najsłabszych. Nie można żyć ciągle przeszłością.

Wystawiając Jakuba Błaszczykowskiego w pierwszym składzie krzywdzimy także naszą reprezentację. Nie dziwmy się, że nie mamy zmienników na skrzydłach w drużynie narodowej, skoro nie próbujemy ich nawet w meczach towarzyskich. Przemysław Frankowski dostał przedwczoraj od selekcjonera DZIESIĘĆ MINUT. Dziesięć minut w SPARINGU U SIEBIE Z IRLANDIĄ. To gdzie i kiedy mamy go wprowadzać do kadry, „budować” jego pewność siebie w koszulce z orłem, jak nie w takich spotkaniach?

Bożydar Iwanow po meczu z Włochami: ciekawy nowy rozdział. Ale książka jest w trakcie tworzenia.

Nie jest też prawdą, że jesteśmy na Kubę skazani. Na żadnego polskiego zawodnika (prócz Roberta Lewandowskiego) nie jesteśmy skazani. Zamiast „Błaszcza”, który ostatnio jest wystawiany na obu skrzydłach, na reprezentacyjnych bokach pomocy mogą występować Rafał Kurzawa, Damian Kądzior, wspomniany Frankowski albo Paweł Wszołek. Każdy z nich jest młodszy i każdy (prócz Kurzawy) gra regularnie w swoim klubie. A pamiętajmy też o tym, że na skrzydle można ustawić Macieja Rybusa (obecnie kontuzjowany) i Dawida Kownackiego (w ostatnich dniach występował w młodzieżówce). Jest więc w kim wybierać – nawet jeśli Macieja Makuszewskiego skreślamy z uwagi na ciągłe urazy, Kamila Grosickiego z uwagi na całokształt, a Sebastiana Szymańskiego z powodu wyhamowania w rozwoju. Nie jesteśmy na Błaszczykowskiego skazani, a wystawiając go nawet w meczach towarzyskich, tracimy okazję do wypróbowania zmienników, innych graczy, którzy mogą pokazać się z dobrej strony na skrzydłach.

Dlatego mam krótki apel do selekcjonera Jerzego Brzęczka: z miłości do Kuby proszę nie powoływać go w najbliższym czasie do reprezentacji. Dla dobra jego i nas wszystkich.

Dominik Senkowski