Chwile nieulotne #8 – Złoto MŚ siatkarzy Stephane’a Antigi

  • Redakcja

Na niecały tydzień przed rozpoczęciem Mistrzostw Świata na boiskach Włoch i Bułgarii (mecz otwarcia Włochy vs. Japonia w niedzielę) postanowiliśmy przypomnieć triumf Polaków z 2014 roku. Czy nasi siatkarze po wielu zmianach personalnych są w stanie powtórzyć swój wielki wyczyn z turnieju rozgrywanego w naszym kraju? Eksperci, w tym nasz redakcyjny kolega Dominik Senkowski, mają co do tego szereg wątpliwości. Broniący tytułu Polacy rozpoczną tegoroczny mundial pojedynkiem z Kubą 12 września w Warnie. Dziś i jutro w ostatnich testach zmierzą się towarzysko z kadrą Belgii.

Co wiemy o naszych siatkarzach po Memoriale Wagnera?

Zanim przedstawimy Państwu drogę naszych reprezentantów po mistrzowski puchar cztery lata temu, chcielibyśmy skupić się na kilku sprawach w pewnym oddaleniu od siatkarskiego parkietu. Kibice do dziś wspominają swoje wzburzenie, jakie towarzyszyło decyzji Polsatu o zakodowaniu (poza meczem otwarcia) mistrzostw. Dostęp do wszystkich meczów MŚ mieli abonenci Cyfrowego Polsatu oraz te osoby, które wykupiły specjalny siatkarski pakiet m.in. w jednej z sieci kablowych. Później, sytuacja – o czym poniżej – delikatnie się zmieniła, co jednak wcale nie zatarło fatalnego wrażenia. Szef Polsatu Sport Marian Kmita w wywiadzie dla „Polski The Times” odsłonił kulisy negocjacji ze sponsorami i powody swojej decyzji: „Sponsorami miała być grupa spółek Skarbu Państwa, które tradycyjnie wydają pieniądze na siatkówkę i kilka innych. Jedna z nich [Orlen – przyp. red.] miała zostać nawet sponsorem strategicznym, a w umowie gwarantowała nadanie meczów Polaków na antenie otwartej (…).Za odmową współpracy spółek Skarbu Państwa z Polsatem przy organizacji mistrzostw świata w siatkówce stał osobiście premier Donald Tusk. Rozmawiałem z politykami z wielu frakcji Platformy Obywatelskiej. Tych protuskowych i tych przeciw. Wszyscy potwierdzili – to była jednoosobowa decyzja premiera” – powiedział Kmita (sport.dziennik.pl). Słowom tym zaprzeczyła ówczesna rzecznik rządu Małgorzata Kidawa-Błońska, nazywając tę wypowiedź „wziętą chyba z księżyca”.

To zresztą nie jedyny polityczny aspekt tamtych mistrzostw. W listopadzie 2014 roku doszło do zatrzymania prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej (PZPS) Mirosława Przedpełskiego przez Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA). W lutym 2015 roku Przedpełski zrezygnował z kierowania związkiem, obecnie zasiada w zarządzie FIVB. Proces w sprawie przyjęcia łapówek w kontekście MŚ z 2014 roku nadal trwa. Były prezes oraz inny zamieszany w aferę działacz PZPS Artur Popko twierdzą, że są niewinni. Zostawmy to i przejdźmy do spraw znacznie bliżej sportu.

Organizacja mistrzostw w Polsce była zewsząd bardzo chwalona. Miała niespotykaną oprawę, była najbardziej widowiskowym i najchętniej oglądanym na żywo mundialem w dziejach siatkówki. Dość powiedzieć, że mecz otwarcia naszej reprezentacji przeciwko Serbii (wygrana 3:0) na Stadionie Narodowym w Warszawie obejrzało na żywo prawie 62 tys. (!) kibiców. Sygnał z ceremonii otwarcia imprezy i premierowego samego spotkania powędrował do 168 krajów świata. Polsat w transmisji wydarzenia zastosował nowatorskie rozwiązania techniczne m.in. widok z kamery typu spidercam, podwieszonej na linie pod dachem areny. Były jednak i minusy. Jakie? Ot, choćby absurdalnie wysokie ceny biletów (250 zł) za miejsca w dolnych rzędach trybun, skąd widoczność była naprawdę fatalna.

Po pewnym zwycięstwie w możliwie najbardziej efektownym miejscu, Polacy przez pierwszą część turnieju przeszli w huraganowym stylu. Bez straty seta zwyciężyli w kolejnych spotkaniach przeciwko Australii, Wenezueli oraz Argentynie, a 3 do 1 pokonali Kamerun. Z pierwszego miejsca awansowali do drugiej fazy grupowej. Tu już tak łatwo i przyjemnie nie było, o czym zawodnicy trenera Stephane’a Antigi przekonali się już w pierwszym spotkaniu tej rundy w Łodzi przeciwko Stanom Zjednoczonym. Porażka 1:3, choć po fantastycznym spotkaniu, na pewno zabolała. „Rywale grali wyśmienicie przede wszystkim w końcówkach. Powinniśmy o tym jak najszybciej zapomnieć, to dopiero nasza pierwsza porażka. Musimy skupić się na następnym spotkaniu” – powiedział kapitan biało-czerwonych Michał Winiarski.

W kolejnych meczach Polacy nie dali szans Włochom (3:1) i, dopiero po pięciosetowej walce, Iranowi. W spotkaniu z Persami Winiarski doznał bolesnej kontuzji pleców, ale na szczęście przyjmujący zdołał jeszcze wrócić do gry w turnieju. Siatkarze Antigi przypieczętowali awans do trzeciej fazy grupowej triumfem – także po tie-breaku – nad Francuzami. Polacy po zwycięstwie z „Trójkolorowymi” trafili do kluczowej, niezwykle wymagającej „grupy śmierci”. O półfinał imprezy mieli walczyć z fenomenalną Brazylią oraz silną Rosją. Za każdym razem w obecności 12 tys. fanów w łódzkiej Atlas Arenie nasi reprezentanci dokonali absolutnie wyjątkowej rzeczy: wygrali oba te spotkania po dramatycznych, pięciosetowych meczach! Bezapelacyjnym bohaterem spotkania z „Canarinhos” był Mariusz Wlazły, późniejszy MVP oraz najlepszy atakujący całego turnieju. Wlazły zdobył aż 31 punktów. „To nie ma znaczenia, kto ile zdobywa punktów. Liczy się zwycięstwo” – przyznał skromnie po meczu. Euforyczny nastrój w naszym kraju miał swój ciąg dalszy, po wygranej, jak to określił Piotr Nowakowski „na skrzydłach” z reprezentacją Rosji. Nic dziwnego, że do półfinału z Niemcami biało-czerwoni przystępowali jako faworyci. I nie zawiedli.

Jeszcze przed kapitalnym zwycięstwem (3:1) nad naszymi zachodnimi sąsiadami, kibice zostali poinformowani, że jeżeli Polacy awansują do finału, wówczas Polsat odkoduje najważniejszy mecz MŚ. Decyzja zapadła po spotkaniu właściciela stacji Zygmunta Solorza-Żaka z ówczesnym Prezydentem RP Bronisławem Komorowskim.

W finale mundialu siatkarze Antigi znowu stanęli naprzeciwko Brazylijczykom. I… zobaczcie (przypomnijcie) sobie Państwo sami, co wówczas zdarzyło się w katowickim Spodku:

Ogromny sukces polskich siatkarzy z 2014 roku nie byłby możliwy nie tylko bez plejady fantastycznych graczy, ale i trenera Antigi. Francuza można porównać – choć na pewno nie ze względu na metody treningowe – do legendarnego Huberta Jerzego Wagnera. Dlaczego? Z dwóch od razu narzucających się powodów. Po pierwsze, obaj przejmowali obowiązki w reprezentacji Polski świeżo po zakończeniu karier zawodniczych i mieli w związku z tym od razu mnóstwo oponentów. Po drugie, obaj ze swoimi drużynami sięgnęli po tytuł Mistrzów Świata, z tym, że Antiga mierzył się z przeogromną presją polskich trybun. Drużyn z 1974 i 2014 roku nie da się porównać. Grano na różnych szybkościach, inna była taktyka oraz technika. Od tego czasu dokonano też wiele ważnych zmian w przepisach. Można tylko dodać, że obie ekipy były najlepsze na świecie”– powiedział genialny zawodnik ekipy Wagnera, Stanisław Gościniak (siatka.org).

Czy siatkarze trenera Vitala Heynena zbliżą się choć trochę do niebotycznych osiągnięć sprzed czterech i czterdziestu czterech lat?