Bartosz Zmarzlik powtórzy triumf na szwedzkiej wsi?

  • Redakcja

Niecały miesiąc temu cykl Grand Prix wyłaniający najlepszego zawodnika świata gościł na imponującym stadionie Millennium w stolicy Walii, Cardiff. Jutro zaś żużlowa kawalkada zawita do… szwedzkiej wsi. Malilla według danych z 2015 roku liczy sobie zaledwie 1348 mieszkańców. Stadion w okolicy pól, czy lasów to w speedwayu nic nowego. Trzeba zaznaczyć, że obiekt w Malilli nie jest jakąś beznadziejną miniaturą. G&B Arena może pomieścić aż 15 tys. kibiców, a trybuny są niczego sobie. Oczywiście na drugim łuku można klapnąć na przyniesionym ze sobą składanym krzesełku, bo tam akurat na wale rośnie sobie trawa. Ale taki jest właśnie urok żużla w Szwecji, gdzie nie traktuje się go z aż takim zadęciem, jak w Polsce. Z drugiej strony – sponsorem głównym tegorocznej rundy w Malilli jest…polska firma Betard.

Patrząc z jeszcze innej strony na szwedzki luz wokół żużla, trzeba dodać, że tam nadal czekają na następcę Tony’ego Rickardssona (heh, w sumie trochę tak, jak my na sukcesora Tomasza Golloba). Na starcie tego sezonu wydawało się, że pewniakiem do tytułu mistrzowskiego jest Fredrik Lindgren. 32-latek jeździ ostatnio bez początkowego błysku. Nic zatem dziwnego, że i w Malilli Szwed nie jest uznawany za faworyta. Takim jest natomiast Tai Woffinden, aktualny lider cyklu. Dopaść go w „generalce” będzie niezwykle trudno, bo nad Lindgrenem już ma aż 20 punktów przewagi. Nie znaczy to, że nie sposób z nim wygrać, co ostatnio można było zobaczyć podczas PGE Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostwach Ekstraligi w Gdańsku. A i w Grand Prix w Cardiff przed swoją publiką pokonał go przecież Bartosz Zmarzlik, co w jakimś stopniu na pewno go ukłuło, na ambicję wjechało. Ale ucieszyło obecnych w stolicy Walii Polaków.

Właśnie: Zmarzlik. To nazwisko doskonale jest znane w Malilli. Wszak właśnie tam reprezentant Polski i Stali Gorzów w kapitalnym stylu wygrał swój drugi turniej Grand Prix w życiu. Przed rokiem w finałowym biegu piekielnie szybki pokonał ulubieńców miejscowych fanów, czyli Antonio Lindbaecka i wspomnianego wyżej Lindgrena, a także kolegę z kadry biało-czerwonych, Macieja Janowskiego.

Janowski – podobnie jak Zmarzlik – także jest w tym roku „w gazie”. Już po sobotnich zawodach jest w stanie przeskoczyć Lindgrena w klasyfikacji i stanąć na czele „peletonu” goniącego za Woffindenem. Wrocławianinowi może pomóc znajomość szwedzkiego toru. Janowski jest zawodnikiem miejscowej Dackarny, a na torze w Malili ma znakomitą średnią 2,4 pkt/bieg. Dobrze, dobrze, ale żużlowcami Dackarny są także Patryk Dudek i Greg Hancock.

„Wiadomo, że to mój domowy tor, ale na Grand Prix jest przygotowywany zupełnie inaczej. Nie ma też przy sobie kolegów z drużyny albo ludzi z klubu. Zostaje się samemu z mechanikami i własnym kręgiem ludzi. Nie chcę myśleć, że mam tu jakąś przewagę. Chcę traktować tę imprezę po prostu jako kolejną Grand Prix. Zdobywałem tam w tym roku niezłe ilości punktów, mam więc dobre przełożenia. Ale to tak jak z każdymi zawodami, trzeba pojechać i sprawdzić, jak to wszystko zagra” – powiedział Amerykanin (speedwaygp.com).

Oby tylko w „zagraniu” (lub nie) nie przeszkodził brytyjski duet: Phil MorrisCraig Ackroyd. Temu pierwszemu życzymy stworzenia dogodnych do wspaniałej rywalizacji warunków torowych. Ostatnio w Landshut (nie tylko tam), mówiąc delikatnie, po całości skopał widowisko, przed samymi zawodami dosypując świeżej nawierzchni, a to wręcz podręcznikowy błąd…

Ackroydowi zaś życzymy, by z wieżyczki sędziowskiej nie próbował zagrać pierwszoplanowej roli. Żużlowi sędziowie są na cenzurowanym – zbyt często podejmują (także w Polsce) dziwne decyzje, w znacznej odległości od fair-play.

Kursy forBET na Grand Prix Skandynawii – kto zwycięży (top 8):

T. Woffinden – 4.75

B. Zmarzlik – 5.75

M. Janowski – 7.00

J. Doyle – 9.00

G. Hancock – 10.00

A. Łaguta – 10.00

E. Sajfutdinow – 11.00

F. Lindgren – 12.00