Wisła zatopiła Surmę…

  • Redakcja

Wisła Kraków znalazła się w centrum uwagi mediów za sprawą afery stadionowej. W kulminacyjnym momencie sporu z władzami miasta wydawało się, że zdobywca trzynastu tytułów mistrza Polski swoje mecze rozgrywać będzie w Niecieczy. Ostatnie doniesienia wskazują jednak, że udało się osiągnąć kompromis i kibice Białej Gwiazdy dalej będą mogli oglądać swoich ulubieńców na obiekcie przy ulicy Reymonta. Nie oznacza to natomiast, że w byłej stolicy naszego kraju zapanował spokój – spore zamieszanie wzbudziła rezygnacjo – odwołanie Łukasza Surma. Były kapitan Legii Warszawa miał pełnić rolę trenera drużyny Centralnej Ligi Juniorów. Problem w tym, że w Krakowie zjawił się on ledwie na cztery dni, po czym został odwołany ze stanowiska – a wszystko NIBY dzięki Stowarzyszeniu Kibiców Wisły Kraków. 

Rekordzista pod względem występów w Ekstraklasie (559) swoją karierę rozpoczynał właśnie w zespole Wisły Kraków. Surma treningi w młodzieżowych zespołach Białej Gwiazdy rozpoczął w wieku 9 lat. Jako osiemnastolatek został włączony do kadry seniorskiej drużyny. Podczas trzyletniego pobytu w krakowskim zespole zdołał wystąpić łącznie w 70 spotkaniach. Z powodu zwiększonej rywalizacji spowodowanej kilkoma transferami Surma po sezonie 97/98 musiał opuścić Wisłę. Wybór padł na Ruch Chorzów, gdzie udało się się rozegrać 117 meczów i wypracować nazwisko na boiskach polskiej ligi. Dobra postawa Surmy zaowocowała transferem do Legii Warszawa, gdzie osiągnął zdecydowanie największy sukces – sięgnął po mistrzostwo Polski w sezonie 2005/06. Później były niezbyt udane wojaże zagraniczne najpierw w Izraelu, a następnie Austrii. W przerwie zimowej sezonu 2008/09 wrócił w rodzime strony rozpoczynając atak na rekord występów w krajowej elicie piłkarskiej. Karierę zakończył w Ruchu Chorzów, gdzie rozegrał ponad 200 meczów i stał się rekordzistą pod względem występów w Ekstraklasie. Piękna kariera, rozegranie ponad 100 spotkań w trzech, różnych zespołach – nieocenione doświadczenie, które z chęcią przyjąłby każdy, polski klub. Idealny kandydat na młodzieżowego trenera, prawda? No nie bardzo, bo PRZECIEŻ BYŁ KAPITANEM LEGII, WIĘC NIE MOŻEMY GO WPUŚCIĆ DO NASZEJ DRUŻYNY. Zacytujmy zatem całą treść oświadczenia:

„Większość kibiców Wisły nie popiera zatrudnienia Łukasza Surmy na stanowisku trenera drużyny CLJ.

SKWK stoi na stanowisku, że osoba, która nie szanuje barw Białej Gwiazdy, a także w ostentacyjny i prowokacyjny sposób okazuje brak szacunku do macierzystego klubu (całował herb Legii w meczu Legia – Wisła) nie powinna pracować w Wiśle.

Naszym zdaniem osoba odpowiedzialna za szkolenie młodzieży powinna nie tylko cechować się umiejętnościami i warsztatem, ale także reprezentować odpowiednią postawę w stosunku do klubu i być przykładem dla swoich podopiecznych kształtując w nich lojalność do trójkolorowych barw. Boiskowe zachowania Surmy są zaprzeczeniem powyższych założeń”  [za SKWK]

Najbardziej uderza mnie tutaj zdanie w nawiasie (CAŁOWAŁ HERB LEGII W MECZU LEGIA – WISŁA). Właściwie to oświadczenie można było spłycić do dwóch zdań: nie chcemy Łukasza Surmy w naszym klubie, bo kiedyś tam pocałował herb Legii. Jestem w stanie, w jakimś stopniu, zrozumieć, że takie oświadczenie wystosowują najzagorzalsi kibice Białej Gwiazdy i poza kuriozalną treścią wyróżniającą pewien klub z Warszawy, naprawdę rozumiem, dlaczego zdecydowali się oni na takich ruch. Bardziej zastanawia mnie, dlaczego zarząd Wisły Kraków zwolnił trenera młodzieżowej drużyny jeszcze szybciej niż załatwił miejsce, gdzie 13 – krotny mistrz Polski będzie rozgrywał swoje mecze. Teorie mogą być dwie – pierwsza jest taka, że w klubie średnio zadziałała analiza ryzyka. Arkadiusz Głowacki, jako dyrektor sportowy Wisły, dobrze wiedział, kim jest Łukasz Surma, zatem uznał, że doskonale sprawdzi się on w roli trenera drużyny CLJ – problem w tym, że niespecjalnie zadał sobie trud, aby pomyśleć, że takie rozwiązanie nie spodoba się paru karkom spod Wawelu. Czy powinien się tym przejmować? W normalnych warunkach raczej nie.  Możemy brać to pod uwagę, ale z drugiej strony, czy nie powinno  być tak, że o zatrudnianiu swoich pracowników zawsze i wszędzie decydują WŁADZE? Dochodzimy zatem do wariantu nr 2, o wiele bardziej smutnego – Wisła Kraków uległa presji ze stresy SKWK. Nie wiem, który scenariusz jest jeszcze bardziej tragi – komiczny: ten, w którym zarząd prowadził rozmowy z kibicami, ale ci nie mieli zbytniej ochoty tego słuchać, czy ten, w którym klub niespecjalnie spodziewał się takiej reakcji, więc nie zrobił nic, a tym czasem Stowarzyszenie wbiło mu nóż (hehe) w plecy. Jakikolwiek obrót wydarzeń nie miałby miejsca, uważam, że winę za rezygnacjo – zwolnienie Łukasza Surmy ponosi w stu procentach Wisła Kraków, a nie SKWK.

Bo jeżeli uznamy, że to grupa „kibiców” ma władzę odwoływać trenera jednej z drużyn juniorskich, to do czego dojdziemy dalej? Może damy im prawo do wyboru trenera pierwszego zespołu, zatrudniania piłkarzy, a wreszcie wychodzenia na boisko? Pojmuję, że w trakcie kryzysu stadionowego potrzebna jest niesamowita konsolidacja obydwu środowisk, dlatego tym bardziej nie mogę zrozumieć logiki takich działań. Czym innym jest wsparcie na linii zarząd – kibice, a kompletnie inna parę kaloszy stanowi podkładanie świni władzom klubu i kompromitowanie go na skalę ogólnopolską. Nie można tego usprawiedliwić działaniem na rzecz utrzymania stadionu przy ulicy Reymonta – jest to szczytna akcja, ale jej przeprowadzenie nie daje władzy absolutnej i nawet biorąc pod uwagę tak pozytywne działania, musimy powiedzieć, że może być to pierwszy krok w stronę przewrotu na szczytach władz Wisły Kraków. Kolejnego, zresztą, w ostatnich latach.

W normalnych warunkach każdy klub z pocałowaniem ręki wziąłby trenera znającego dany klub, a do tego osiągającego sukcesy na polu ligowym, w innych zespołach. Najznakomitszym przykładem jest dla mnie Patrick Vieira, który po pięknej karierze w Arsenalu jest szykowany na stanowisko pierwszego trenera Manchesteru City. Tutaj nikomu nie przeszkadza, że w przeszłości był on kapitanem Kanonierów i wielokrotnie dawał wyrazy miłości wobec klubu z północnego Londynu. Nasza liga, po raz kolejny, pokazała jednak, że jest „wyjątkowa”. Niestety, nie w takim znaczeniu, jakiego życzyliby sobie tego postronni fani futbolu. Zwolnienie Surmy może się wydawać błahostką, bo przecież mówimy ledwie o trenerze zespołu Centralnej Ligi Juniorów, aczkolwiek pamiętajmy, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i skoro SKWK poczuło, że może mieć decyzyjność w takiej kwestii, na pewno nie odpuści i będzie naciskać na jeszcze poważniejsze rzeczy. Niespecjalnie chciałbym być teraz w skórze zarządu Wisły Kraków…

Karol Czyżewski