Dyrektor Crveny Zvezdy Belgrad w jedynym wywiadzie dla polskich mediów!

  • Redakcja

Kilka dni temu mieliśmy okazję spotkać się ze Stefanem Pantoviciem, dyrektorem serbskiego klubu Crvena Zvezda Belgrad. Zachęcamy do lektury wywiadu!

Co Pana sprowadza do Warszawy?

Przyjechałem na spotkanie Europejskiego Stowarzyszenia Klubów (ECA). Od marca tego roku jestem przedstawicielem Crveny Zvezdy Belgard do zarządu tego Stowarzyszenia. Moje pierwsze zebranie ECA, w którym uczestniczyłem jako reprezentant klubu, miało miejsce w Rzymie właśnie w marcu. Z niecierpliwością czekam już na kolejne spotkanie, a także na możliwość spędzenia czasu z kolegami z innych klubów.

Pański klub Crvena Zvezda Belgrad odzyskał niedawno mistrzostwo w Serbii po rocznej przerwie. Jakie są cele Crveny na najbliższe lata? 

Naszym strategicznym celem jest zrównoważony rozwój w nadchodzących latach. Wiemy jednak, że abyśmy mogli się rozwijać i mieć plany, musimy w danej chwili znać swoją pozycję. Uważam, że nasza sytuacja z przeszłości jest dobrą ilustracją tej zależności. Pięć lat temu byliśmy nieco zagubieni w kontekście naszej strategii. Nie byliśmy pewni, co dokładnie chcemy zrobić i jak to realizować. Po wnikliwej analizie doszliśmy do wniosku, że jesteśmy poniekąd zmuszeni do działalności w dziedzinie wychowywania zawodników i późniejszej sprzedaży młodych talentów.

Ponad 70 procent naszego budżetu pochodzi z transferów graczy. Dlatego, abyśmy wiedzieli, gdzie chcemy być w przyszłości, musieliśmy ponownie ocenić nasz stan i opracować plan na przyszłość. Obecnie przechodzimy fazę modernizacji, w której to stawiamy na kreowanie i sprzedaż wychowanków aż do chwili, gdy będziemy w pełni zdolni do wywiązania się z naszych bieżących zobowiązań finansowych.

Jeśli spojrzy się na to z historycznego punktu widzenia, to udało nam się sprzedać z przyzwoitym zyskiem najmłodszych graczy, którzy mieli najlepsze lata jeszcze przed sobą. To wszystko dlatego, że nie byliśmy w stanie zagwarantować im w tamtym momencie lepszego rozwoju. Takiego, jaki mogliby osiągnąć w zachodnich klubach. Ale stopniowo wprowadziliśmy pewne ulepszenia na poziomie naszej akademii piłkarskiej, a także w zakresie obserwacji rozwoju danego piłkarza. Myślę, że powoli takie podejście zaczyna nam przynosić wymierne korzyści. Przypuszczam też, że za 3 do 5 lat będziemy posiadać wiele dodatkowych źródeł przychodów, w tym nawet parki rozrywki wraz z obrotem nieruchomościami. Planujemy jeszcze silniejszy wzrost, by w przyszłości dołączyć do ścisłej europejskiej czołówki.

W Serbii i w Polsce wciąż zdarzają się chuligańskie wybryki na stadionach. Jaki mają Państwo pomysł na rozwiązanie tego problemu?

Cóż, do pewnego momentu musimy ich edukować [fanów – przyp. red.] oraz z nimi rozmawiać. Ostatnio mój kolega, który pracuje w belgijskim klubie, powiedział, że uważa relacje między kibicami a klubem za wspólną sprawę. Nawet jeśli fani jednego dnia robią wiele rzeczy, których nie można uznać za szczególnie pozytywne, np. pirotechnika na stadionie – kolejnego dnia będziesz jako właściciel klubu musiał i tak z nimi usiąść przy jednym stole i wspólnie omówić kwestie dotyczące przyszłości klubu. W konsekwencji faktem jest, że nikt nie może pójść na całość i kompletnie zapomnieć o drugiej stronie. Musimy rozmawiać ze sobą, aby wspólnie podejmować różne inicjatywy. Z drugiej strony kwestia problemów na stadionie nie zależy wyłącznie od klubu. Policjanci, którzy nadzorują mecz też muszą czynić więcej. Chuligańskie wybryki zdarzają się na serbskich stadionach i nie może być tak, żeby tylko kluby były odpowiedzialne za zapobieganie takim zachowaniom.

Słyszałem, że jest Pan jednym z założycieli sekcji E-sportu w Crvenie. Jaką generalnie przyszłość widzi Pan dla E-sportu?

E-sport znajduje się u nas w początkowej fazie. Chodzi o to, że zgodnie z prawie wszystkimi badaniami, nowe pokolenie – milenialsi – które powoli zaczyna pojawiać się w naszym klubie, ma krótszy czas skupienia [ang. attention span], dlatego faktem jest, że E-sport staje się coraz bardziej popularny w ich kręgu. Aby uchwycić tę część fandomu, musieliśmy się tym zająć. Częściowo była to moja inicjatywa. Właściciele również bardzo pomogli na początku rozwijania tej sekcji w naszym klubie.

Jakie ma Pan zdanie na temat VAR-u (Video Assistant Referee)? Czy sprawi on, że futbol będzie bardziej sprawiedliwy?

VAR nie jest jeszcze w 100% gotowy do wdrożenia, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. Jest we mnie pewna nostalgia, jeśli chodzi o VAR. Odnosi się ona do dawnych czasów, gdy debatowałem z kolegami przez 4 dni po meczu, czy sędzia podjął właściwą decyzję. Będę za tym tęsknił, ale myślę, że jest duża presja, ponieważ właściciele klubów ryzykują swoje pieniądze. Z racjonalnego punktu widzenia jest to zrozumiałe, że istnieje potrzeba by było jak najuczciwiej.

Na mundialu w Rosji reprezentacja Serbii znalazła się w grupie E z Kostaryką, Brazylią i Szwajcarią. Jakie są oczekiwania kibiców przed tym turniejem?

Oczekiwania są zawsze na najwyższym poziomie. Myślę, że ​​możemy wiele zrobić, ale historycznie rzecz biorąc Serbia gra znacznie lepiej z drużynami, które są faworytami, niż z zespołami, które nie są w czołówce rankingu FIFA. Dlatego ciężko przewidzieć, jak nam pójdzie w Rosji.

Ale serbska drużyna może wyjść z grupy?

Wszystko zależy od pierwszego meczu.

Ostatni raz reprezentacja Serbii występowała na wielkim turnieju piłkarskim 8 lat temu w RPA. Dlaczego?

Bardzo trudno jest stworzyć homogeniczny zespół. Myślę, że problemy naszej kadry sprowadzają się głównie do tego zagadnienia. Niemniej jednak, gdybym znał na to przepis, prawdopodobnie ubiegałbym się o stanowisko trenera reprezentacji narodowej.

W serbskim zespole jest dwóch graczy z Crveny: Milan Rodić i Nemanja Radonjić. Jest Pan z nich dumny?

Oczywiście. Szkoda trochę, że nie mamy ich więcej, bo zaliczyliśmy naprawdę fantastyczny sezon. Uważam, że był to jeden z najlepszych sezonów, odkąd w 1991 roku wygraliśmy Puchar Europy Mistrzów Krajowych. Szczerze? Myślę, że być może zasłużyliśmy na jeszcze jednego zawodnika w drużynie narodowej, ale to nie zależy od nas. To trener reprezentacji decyduje, kto jedzie na mistrzostwa, a kto zostaje w domu.

Jednym z serbskich piłkarzy, którzy pojadą do Rosji jest Aleksandar Prijović. Prijović występował kiedyś w Legii Warszawa, w której wciąż gra Miroslav Radović. Czy słyszał Pan o tych graczach?

Nie mam z nimi kontaktu, ale słyszałem o nich. Radović grał w zespole naszego rywala i wiem, że jest bardzo życzliwą osobą. Z tego co kojarzę, to kibice Legii go uwielbiają. Niestety nigdy nie miałem okazji spotkać się z Aleksanadarem Prijoviciem, ale wiem, że znajduje się w dobrej formie i życzę mu udanego występu w Rosji.

Pana zdaniem, wśród obecnych młodych serbskich piłkarzy, kto będzie największą gwiazdą w ciągu najbliższych kilku lat?

Najmłodsi serbscy gracze, którzy mają największy potencjał, opuszczają nas dość wcześnie.

Dużo za wcześnie?

To zależy od danej sytuacji. Na przykład w przeszłości Crvena miała trudności finansowe, więc gdybyśmy nie sprzedali niektórych zawodników, najprawdopodobniej nie zdołalibyśmy uzyskać licencji UEFA do występowania w europejskich pucharach. Wiemy, że wciąż istnieją pewne aspekty rozwoju młodego piłkarza, w których możemy być lepsi, szczególnie z perspektywy psychologicznej i technologicznej.

W Polsce mamy podobny problem. Wielu młodych graczy, np. z Legii Warszawa, wyjeżdża do zachodnich lig, by grać dla większych i lepszych drużyn. Często po pewnym czasie wracają.

To w dużej mierze indywidualna kwestia danego zawodnika. Niektórzy z nich są naprawdę silni psychicznie, dzięki czemu mogą przejść do mocniejszego zachodniego klubu w bardzo młodym wieku i uzyskiwać tam znakomite wyniki. Inni niestety są mniej odporni psychicznie. Niemniej jednak każdy jest kowalem własnego losu i wybiera to, co jest dla niego najkorzystniejsze w danej sytuacji.

Rozmawiał: Dominik Senkowski