Leszek Orłowski: Hiszpania odpada z grona faworytów mundialu

  • Redakcja

Mistrzostwa świata w piłce nożnej startują za kilka godzin! Z tej okazji postanowiliśmy porozmawiać z dziennikarzem „Piłki Nożnej” i NC+ Leszkiem Orłowskim na temat reprezentacji Hiszpanii i drużyn południowoamerykańskich.

Po tym jak wyszła na jaw informacja, iż Julen Lopetegui będzie nowym trenerem Realu Madryt, działacze hiszpańskiego związku zwolnili go wczoraj z funkcji selekcjonera reprezentacji. Co Pan o tym sądzi?

Myślę, że Hiszpania odpada z grona faworytów do wygrania mistrzostw. W kraju jest wielka awantura. Piłkarze chcieli, żeby Lopetegui pozostał na stanowisku, prowadził zespół podczas turnieju. A prezes federacji zdecydował się go wyrzucić. Atmosfera wokół kadry narodowej Hiszpanii jest w tej chwili fatalna. Nie wiadomo co będzie dalej, ale można przypuszczać, że nic dobrego. Może zabraknąć ducha w tej drużynie, a zawodnicy nie będą potrafili się skoncentrować na futbolu.

Kto jest winnym tego całego zamieszania?

To sytuacja, w której tak naprawdę nie ma winnych. Real dba o własne interesy, chce mieć trenera. Nie może czekać półtora miesiąca z ogłoszeniem nazwiska nowego szkoleniowca. To wbrew interesowi klubu. Skoro uznali, że Lopetegui jest optymalny, to trzeba jak najszybciej ogłosić jego wybór. I to z nim konsultować transfery itd.

Samemu trenerowi trudno się dziwić, bo propozycję objęcia Realu Madryt otrzymuje się zwykle raz w życiu. Mimo wszystko jest to jeszcze bardziej prestiżowa posada niż selekcjonera reprezentacji Hiszpanii. Trudno się też dziwić szefowi federacji, który twierdzi, że takie historie nie mogą mieć miejsca. Jego zdaniem w tym przypadku był tylko jeden tryb postępowania – natychmiastowe rozstanie z trenerem. Ta sytuacja ma wszelkie cechy sofoklesowej tragedii antycznej. Po prostu nie ma tu dobrego wyjścia. Odejście Zidane’a to był kamyk, który uruchomił lawinę, która przeora cały hiszpański futbol.

Kto jest teraz Pana głównym faworytem do zdobycia tytułu mistrza świata? Brazylia?

W aktualnym numerze tygodnika „Piłka Nożna” dokonałem analizy mocnych i słabych stron poszczególnych kandydatów do wygrania mundialu. Przyznawałem tam punkty w różnych kategoriach: bramkarz, atak, trener itd. I wyszło, że najmocniejsza jest Brazylia. Zgarnęła w tym zestawieniu najwięcej punktów. Zatem kierując się tą rozbudowaną analizą, powiedziałbym, że to Brazylijczycy powinni wygrać. Tym bardziej, że za kadencji trenera Tite ich drużyna zmieniła swoje oblicze.

Wiele osób uważa Brazylię za głównego faworyta mistrzostw. Z kolei legendarny Pele powiedział niedawno o brazylijskim zespole: „Indywidualnie każdy z zawodników jest bardzo dobry, ale nie jesteśmy drużyną”. Czy to nie za surowa opinia?

Takie przemyślenia należy uszanować, poważnie przeanalizować. Może nie jesteśmy w stanie dostrzec tego, co widzi Pele. Ale z analizy spotkań Brazylijczyków wynika, że oni wreszcie stali się zespołem. Że nawet Neymar nie może robić wszystkiego, również jest podporządkowany taktyce. Warto w tym miejscu przywołać słowa angielskiego dziennikarza Jonathana Wilsona, z którym niedawno rozmawiałem w Polsce. Nazwał on Tite pierwszym nowoczesnym selekcjonerem reprezentacji Brazylii. Być może w całej jest historii, a przynajmniej od bardzo wielu lat.

Od czasu Luiza Felipe Scolariego?

Wilson ocenił Tite nawet wyżej niż Scolariego. Jego zdaniem jego on pierwszym trenerem Brazylijczyków do wielu lat, który nie jest dogmatykiem. Nie dostosowuje składu do taktyki, tylko wręcz odwrotnie. Dopasowuje sposób gry, uwzględniając umiejętności wszystkich piłkarzy. I rzeczywiście jego reprezentacja wygląda jak zespół, w którym zsumowane są umiejętności wszystkich zawodników. Ich wyjątkowe cechy, walory nie są nigdzie gubione po drodze.

W Hiszpanii wiele kontrowersji wywołało niepowołanie Sergiego Roberto do kadry na mundial. Co Pan uważa na ten temat?

Sergi Roberto brany był pod uwagę do reprezentacji jako prawy obrońca. W środku pola nie miałby szans na grę. Natomiast on nie jest typowym prawym defensorem. Jest obrońcą dopasowanym do stylu Barcelony, z którego reprezentacja Hiszpanii czerpie, ale go nie powiela. Gdyby był Sergi Roberto, a dalej jakaś pustynia, to rzeczywiście z braku jego powołania można byłoby się dziwić. Natomiast w kadrze są Dani Carvajal, Alvaro Odriozola. Na tej pozycji mogą też zagrać César Azpilicueta i Nacho. Możliwości jest kilka. Nie powołany został także Hector Bellerin, znakomity w Arsenalu.

A kto Pana zdaniem zagra w ataku Hiszpanii? Czytałem na Twitterze, że wolałbym Pan w kadrze hiszpańskiej zobaczyć Alvaro Moratę zamiast Rodrigo. To jednak snajper Valencii jedzie na mundial – czy może on na nim występować od pierwszej minuty?

Zaczął mecz z Tunezją. Natomiast wszedł za niego potem Diego Costa, który zaliczył asystę. Na murawie pojawił się też Iago Aspas, który strzelił gola. Wydaje się, że Rodrigo jest najsłabszym z tej trójki. Jakoś nigdy nie potrafiłem się do niego tak do końca przekonać. Uznać go za zawodnika światowej klasy. I raczej ustępuje on formatem piłkarskim Moracie. Ale formą być może obecnie go przewyższa. Wszystkie liczby w reprezentacji sugerują, że to Aspas powinien być podstawowym napastnikiem Hiszpanów. Jest niezwykle efektywny.

Według Pana Kolumbia jest faworytem naszej grupy?

Myślę, że to są cztery równe drużyny i żadne rozstrzygnięcie nie będzie sensacją. Ktokolwiek z tej grupy wyjdzie. Wszystkie zespoły są zbliżone do siebie klasą. Nie ma żadnego bitego faworyta.

Ostatnio kontuzji doznał kolumbijski obrońca Frank Fabra. Czy to jest problem dla Kolumbijczyków? A może nie, biorąc pod uwagę, że jego miejsce zajmie najpewniej Johan Mojica z Girony?

Ten Mojica jest bardzo niebezpiecznym piłkarzem. Oglądałem go wiele razy w akcji. Nie wiem czy Kolumbia ostatecznie nie wyjdzie z tym nawet lepiej, jeśli zastąpi on kontuzjowanego kolegę. Ma niesamowite pokrętło, świetnie dośrodkowuje. Ma może mniejsze doświadczenie, ale to nie musi być żaden minus. To na pewno mniejszy problem dla Kolumbii, niż dla nas kontuzja Kamila Glika. Jak wiemy, nasz stoper jedzie na mundial, ale nie wiadomo, kiedy na nim zagra.

A z pozostałych drużyn południowoamerykańskich – która z nich może Pana zdaniem najbardziej namieszać na tegorocznych mistrzostwach świata?

Zawsze kibicowałem Urugwajczykom. Są waleczni, a w dodatku od paru lat znów świetnie grają w piłkę. Za kadencji Oscara Tabareza stali się ponownie zespołem liczącym się na świecie. Urugwaj może namieszać, tak jak w 2010 roku. Ma bardzo silną ekipę z mocnym kręgosłupem w postaci środka obrony, środka pomocy i napastników. Trochę gorzej wyglądają tam skrzydła. Urugwajczyków na pewno nikt w Rosji łatwo nie pokona. Natomiast przed Peru, Meksykiem czy innymi zespołami ze strefy CONCACAF nie widzę większych perspektyw. Zagadkowa jest Kolumbia, która doszła cztery lata temu wysoko. Zaprezentowała się w Brazylii bardzo dobrze. Nie widać teraz jakiś ubytków w kolumbijskiej reprezentacji – nie można powiedzieć, żeby była słabsza od tej z 2014 roku. Ale jeśli dwukrotnego mistrza świata można w ogóle uważać za „czarnego konia”, to właśnie Urugwaj obstawiałbym jako zespół, który zrobi na mundialu dużą karierę.

Rozmawiał: Dominik Senkowski