Marcin Rosłoń: „Salahowi będzie trudno powtórzyć taki sezon”

  • Redakcja

Jednym z bohaterów kończącego się powoli sezonu 2017/2018 jest Mohamed Salah. Egipcjanin został królem strzelców Premier League. 26 maja zagra wraz z kolegami z Liverpoolu w finale Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt. Rywale porównują go do Leo Messiego, jak choćby bramkarz Romy Alisson Becker, który w wywiadzie dla Gazzetta Dello Sport powiedział: Messi to najlepszy piłkarz przeciwko któremu grałem, ale Mo Salah wzbudza teraz taki sam respekt jak Argentyńczyk. O Salaha postanowiliśmy zapytać Marcina Rosłonia, który na co dzień komentuje rozgrywki ligi angielskiej w stacji Canal+.

Czy zaskoczył Pana taki wystrzał formy Salaha w tym sezonie?

Myślę, że to wszystkich zaskoczyło. Byłem na meczu półfinałowym Ligi Mistrzów w Rzymie i nawet kapitan Romy był w szoku. Otwarcie przyznał, że nie spodziewał się, że Egipcjanin może być w ogóle gwiazdą Premier League ani królem strzelców tych rozgrywek. Na pewno przed transferem reprezentanta Egiptu liczono w Liverpoolu na to, że będzie zawodnikiem zwracającym uwagę. W końcu odchodził ze stolicy Italii po udanym sezonie, w którym zanotował sporo asyst i trochę goli. Ale jednak bez porównania z tym, co osiągnął teraz na Wyspach.

Wydawało się, że to będzie wzmocnienie The Reds, ale jednocześnie martwiono się wtedy głównie o odejście Coutinho. Podkreślano też, że brakuje Liverpoolowi takiego napastnika z prawdziwego zdarzenia. A potem okazało się, że po pierwsze, świetnie wystrzelił sam Salah. A po drugie, że znakomicie rozumie się on z Firmino i z Mane.

Czy Egipcjanin to najlepszy piłkarz świata w ostatnich tygodniach? Można się spotkać z takimi opiniami. Niektórzy nawet twierdzą, że wygra kolejną Złotą Piłkę.

To wszystko jest uwarunkowane tym, jak w jego wykonaniu będzie wyglądało drugie półrocze. Bo w tych wszystkich plebiscytach najważniejsze jest chyba mimo wszystko to, co się dzieje na samym końcu. Oczywiście pamięta się o wielkich sukcesach piłkarzy z pierwszej części roku, ale jednak to, co dzieje się później ma większe znaczenie. Odbędą się też mistrzostwa świata, na których Egipt pewnie nie ma takich szans, jak Portugalia czy Argentyna – jeśli mówimy o głównych konkurentach Salaha do zdobycia Złotej Piłki.

Jego wyczyn jest niewątpliwie spektakularny. Niezapomniany. 32 bramki w Premier League, przy takiej konkurencji, w drużynie, która nie zdobyła mistrzostwa kraju, to jest to naprawdę wybitne osiągnięcie.

Są tacy, co bardziej doceniają takie 32 gole Salaha w Anglii od nawet większej liczby trafień Messiego czy Ronaldo, ale zgromadzonych w La Liga. Wraca tym samym odwieczny dylemat, która z tych lig jest silniejsza.

Można się o to sprzeczać. Natomiast pamiętajmy, że Mo Salah niedawno przyszedł do Liverpoolu. Że w tym premierowym sezonie zdobył prawie tyle samo goli, co przez 2,5 roku w Serie A w Fiorentinie i w Romie. I to pokazuje, jak niesamowity był to wybuch jego dyspozycji. Zobaczymy też, jak on będzie kontynuował grę w Premier League w następnych rozgrywkach. Wyróżniało Egipcjanina też to, w jaki sposób celebrował bramki. Cały czas się uśmiechał, było widać, jaką mu to sprawia satysfakcję. Zdobywał sympatię nie tylko fanów The Reds, ale również i innych drużyn.

A Pana zdaniem Mohamed Salah będzie bohaterem jednego sezonu czy na stałe zacznie być zaliczany do wąskiego grona najlepszych piłkarzy świata? Żeby można było chyba szczerze powiedzieć, że jest na poziomie Ronaldo czy Messiego, to musiałby powtórzyć swój obecny wyczyn. To co bowiem odróżnia dobrych graczy od najlepszych, to powtarzalność.

Była taka statystyka, która wskazywała, że nawet gdyby Salah strzelał regularnie po tyle goli, co teraz, do końca swojej kariery przez następne 15 lat, to i tak nie przebiłby Cristiano Ronaldo. Zatem Portugalczyk jest nie do złapania. Zawodnikowi Liverpoolu będzie trudno powtórzyć taki sezon. Bo łatwiej jest coś zdobywać, niż to potem potwierdzać. Nie wiemy też, jakie zmiany swojej ekipie zafundują właściciel The Reds i Jurgen Klopp. Jak zmieni się ten zespół, czy będzie grał w podobnym stylu. Czy nasycenie trudnymi bieżącymi rozgrywkami nie wpłynie negatywnie na piłkarzy i czy nie pojawi się u nich „dołek” formy. Nie wiadomo, w jakiej dyspozycji będą kluczowi zawodnicy po mistrzostwach świata. Ciężko to wszystko przewidzieć.

Trudno w tej chwili zakładać, że Mo Salah jest w stanie przebić w następnym sezonie to, co osiągnął w tym bieżącym. Mam na myśli jego indywidualne dokonania. Właściwie ostatnie miesiące przeszedł bez kontuzji. Grał regularnie. Wyprzedził Harry’ego Kane’a, który był przez pewien czas murowanym kandydatem do zdobycia korony króla strzelców. Ostatnio Salah trochę się pozacinał, ale być może trzyma moc na finał Ligi Mistrzów.

A czy według Pana Egipcjanin może już latem odejść z Anfield? Podobno chce go Real Madryt, inni chętni zapewne też się znajdą.

Widzimy, jak ten rynek zaczyna funkcjonować. Salah jest na pewno młodszy od kilku wielkich, którzy dobijają lub dobili już do 30-stki. Wybuch jego formy nastąpił właściwie teraz. Oczywiście w Romie też się dobrze prezentował – był tam taką strażą przyboczną Edina Dzeko. 13 asyst przy golach Bośniaka. Takich piłkarzy jest niewielu na świecie. Jak wybuchają, to trzeba ich po prostu szybko zgarniać, nawet jeśli cena będzie krociowa. Bo to się przekłada na sukcesy klubowe, na sprzedaż koszulek itd. Można sobie te niebotyczne kwoty w jakiś sposób odbić. A takich zawodników jest mało.

Widzimy na przykład wahania dyspozycji Edena Hazarda. On jest przecież piłkarzem porównywalnej klasy, co Mo Salah, ale znacznie obniżył loty i to z całą drużyną. Mówiło się o Belgu w kontekście transferu do Realu. To nie wypaliło raz, drugi. Teraz być może będzie taka sama historia z reprezentantem Egiptu. Wiadomo, że przyjemniej jest mieszkać w Madrycie, gdzie można zarabiać podobne pieniądze, walczyć o trofea na podobnym poziomie niż żyć w Liverpoolu, gdzie są miłe doki, miasto Beatlesów i znacznie gorsza pogoda, troszkę inna kuchnia i styl życia w porównaniu z Hiszpanią.

Natomiast myślę, że na razie Salah pozostanie na Anfield na następny sezon. I być może dojdzie do podobnego sprzężenia, jak z Coutinho – załóżmy zimą przyszłego roku. Wtedy może być bardzo kuszony przez Real czy przez inny wielki klub i historia potoczy się zupełnie podobnie. Zobaczymy, czy Jurgen Klopp będzie w stanie kogokolwiek wymyślić w miejsce Egipcjanina.

Jak Pana zdaniem The Reds zagrają z madrycką ekipą w finale Champions League? Czy zaprezentują taką ofensywną piłkę, do której ostatnio przyzwyczaili, czy jednak bardziej wyrachowaną i wycofaną?

Pamiętajmy, że ich gra jest oparta na wysokim pressingu, którego akurat w starciu z Romą w rewanżu było niedużo, a także na wyjściach z kontratakami. A Real też za wszelką cenę nie stara się dominować, rozgrywać – nie ma mentalności Guardioli.

Tak się składa, że w finale spotykają się dwie drużyny, które bardziej wolą grę z kontry.

I zobaczymy co z tego wyniknie. Jeśli obie zagrają zachowawczo, to będziemy mieli spotkanie, w którym może zadecydować jeden gol. Ale też ta jedna bramka może otworzyć mecz. Więc jeśli miałaby paść, to najlepiej na samym początku pierwszej połowy. Jeśli chodzi zaś o atak pozycyjny, to bardziej stawiam na „Królewskich”. Mają piłkarzy, którzy lepiej potrafią sobie poradzić w takim tłoku. Chociaż wytypowanie wyjściowego składu Realu wciąż jest zagadką. Z kolei w Liverpoolu, jeśli nie będzie jakiś kontuzji, to raczej wszystko odnośnie składu jest jasne.

Rozmawiał: Dominik Senkowski