Quo Vadis, Radwańska?

  • Redakcja

Ostatnie miesiące nie należą do najlepszych w karierze Agnieszki Radwańskiej. Polska tenisistka przeżywa zauważalny kryzys. Czy i w jaki sposób może z niego wyjść?

7-6. Tak wygląda stosunek wygranych spotkań do przegranych w bieżącym sezonie w wykonaniu krakowianki. Szału nie ma. W dodatku Polka odpadła kilka dni temu już w drugiej rundzie w Indian Wells (przegrała wyraźnie z 20-letnią Naomi Osaką). Poprzednim razem tak szybko wyleciała z tego turnieju w … 2007 roku. Australian Open 2018? Porażka w trzeciej rundzie z 32-letnią Tajwanką Su-Wei Hsieh. Najwyżej w zeszłym roku w Wielkim Szlemie „Isia” była na Wimbledonie – w czwartej rundzie. Niedawno miała też sporo kontuzji. Efekt? Obecnie Radwańska jest 32. w rankingu WTA.

Pal sześć punkty i pozycję. Najbardziej martwi sama gra naszej tenisistki. Bez blasku, bez pomysłu. Piękne, delikatne zagrania, dropszoty, loby – to wszystko przestaje działać. Styl gry polskiej zawodniczki jest wszystkim przeciwniczkom znany. I starsze wiedzą jak z nią grać, i te młodsze również. Krakowianka przez wiele lat miała swój sposób na niewygodne, mocno bijące rywalki: wyczekać, aż się wystrzelają i zaczną popełniać błędy. Ale to już nie te czasy, gdy większość tenisistek próbowała stłamsić „Isię” uderzając bardzo mocno, popełniając przy tym masę błędów, dzięki czemu Polka wygrywała mecze. Taki scenariusz już coraz rzadziej obowiązuje. Radwańska albo już nie dobiega do kolejnej z piłek, albo sama psuje. Nie dostaje już tyle prezentów od przeciwniczek, co kiedyś, a sama zaś więcej takich rozdaje.

Jeśli „Isia” chce jeszcze wrócić do gry na najwyższym poziomie – musi coś zmienić. 6 marca skończyła 29 lat, to dobry moment by wprowadzić jakiś plan B. W innym wypadku pozostanie jej tylko walka o nagrody za zagrania miesiąca lub roku. Miłe wyróżnienia, aczkolwiek tenis to nie łyżwiarstwo figurowe. Tu nie (tylko) liczy się styl, ale przede wszystkim skuteczność.

Wielu kibiców twierdzi, że Agnieszka po prostu się wypaliła. Że nie ma już motywacji, że to kwestia mentalna. Mnie takie teorie nie przekonują. Jest zawodową tenisistką, niedawno była w pierwszej 10-tce rankingu WTA, nawet na podium. Poświęciła całe życie grze w tenisa. I teraz miałaby się poddać? Myślę, że po prostu chwilowo zatraciła koncepcję tego, jak dalej prowadzić swoją karierę. Czy zmieniać trenera? Wszak układ z Tomaszem Wiktorowskim mógł już się wypalić. Postawić na bardziej agresywny styl gry? Czas leci, Polka będzie miała coraz mniej sił, by biegać od lewej do prawej. Może to jest jakiś pomysł? Grać szybciej, wykorzystywać to, że akurat przy siatce Radwańska potrafi się odnaleźć. Dropszoty, woleje – to dla niej bułka z masłem.

Przy okazji słabszej formy krakowianki przypominany jest przypadek Caroliny Woźniackiej. Dunka polskiego pochodzenia miała niedawno także gorszy okres. Spadła około 80 miejsca w rankingu. Wydawało się, że to już po niej. A teraz? Wreszcie wygrała pierwszego szlema w życiu – triumfowała w Australian Open 2018. Tylko, że Woźniacka miała świadomość, że dłużej nie jest w stanie jechać na tym sposobie gry, który od lat prezentowała. Zaczęła grać bardziej agresywnie. Już nie tylko pięć metrów za kortem, stopami zahaczając o bandy. Czy wyjście z defensywy to także przepis na powrót do tenisowego świata żywych dla Radwańskiej? Czy polska tenisistka może odwrócić złą kartę? Czy może samą ciężką pracą to uczynić? Te i inne pytania zadałem Pawłowi Ostrowskiemu, byłemu trenerowi m.in. Angelique Kerber.

Agnieszka Radwańska spadła na 32. miejsce w rankingu WTA. Czy Polka jest w stanie jeszcze wrócić do światowej czołówki?

Na pewno stać ją na powrót. Natomiast pytanie, jak tego dokonać. Od lat jest związana ze swoim stałym sztabem szkoleniowym. Ma do niego pełne zaufanie. I teraz jest taki dylemat – czy zrobić zwrot, postawić na jakieś zmiany, czy też zostawić tak, jak jest. Angelique Kerber współpracowała z Torbenem Beltzem i dwa lala temu miała bardzo dobre wyniki. Potem przyszedł kryzysowy rok. Zmieniła sztab i teraz znów poszła do przodu. Natomiast nie jest to regułą, czasami takie decyzje bardziej szkodzą, niż przynoszą pozytywny efekt. Myślę jednak, że w przypadku Agnieszki trzeba się zastanowić nad nowymi bodźcami.

Z drugiej jednak strony, czy w przypadku Radwańskiej może być jeszcze gorzej? Nie chodzi nawet o jej miejsce w zestawieniu tenisistek, ale bardziej o styl gry.

Największy jej problem polega na tym, że nie potrafi się przeciwstawiać zawodniczkom, które grają ofensywniej. A takich jest coraz więcej, także w młodszym pokoleniu. Skoro przez tyle lat nie była w stanie z obecnym sztabem wypracować jakiegoś planu, jak bronić się przed takimi rywalkami, to czy teraz się to uda? Wydaje mi się, że powinna spróbować poszukać nowego sztabu, nowych ludzi.

Przez długi czas pomysł w meczach z takimi przeciwniczkami był następujący: czekamy aż zaczną psuć i tak wygrywamy punkty, aż w końcu całe spotkanie. Tylko, że ta taktyka już przestaje działać, bo krakowianka jest coraz starsza, a rywalki też już wiedzą, jak z nią grać.

Po prostu w tych mocnych uderzeniach zaczęły być trochę bardziej cierpliwe. Ja to nazywam takim żargonem tenisowym: „cierpliwość w ataku”. Właśnie taką strategię zaczęły inne dziewczyny stosować w pojedynkach z Radwańską. Czyli nie na „jeden strzał”, tylko powiedzmy na pięć takich mocniejszych, ale jednak kątowych, rozrzucających uderzeń. Po którymś już takim zagraniu Agnieszka nie ma sił ani pomysłu na odegranie.

Ona potrzebuje czegoś w kontrach, żeby się przeciwstawić. Ja z Angelique pracowałem jakiś czas temu, wtedy również była bardziej defensywnie usposobioną zawodniczką. Zaczęliśmy z nią wprowadzać taką „agresywną obronę”. By nie tylko piłkę przebić, ale starać się zagrać na tyle mocno, kątowo, żeby przeciwniczki miały utrudnione zadanie w dalszym kontynuowaniu ataku. I widzę, że Angelique potrafi dziś odegrać jeszcze agresywniej. Dzięki temu tenisistki z nią grające są ostrożniejsze, nie atakują „na hura”. Natomiast Agnieszce wciąż brakuje siły ognia w obronie.

Z czego to wynika?

Z pewnych technicznych niedoskonałości. Wszyscy mówią o siłowni, której ja akurat specjalnym zwolennikiem nie jestem. Wypływa to bardziej z techniki. „Isia” bardzo dużo rotuje te piłki, przez co jej kontry są wolniejsze, trochę bardziej przewidywalne.

Wyczytałem gdzieś w Internecie takie zdanie: „jeśli Radwańska chce wrócić do ścisłej czołówki, to musi wzbogacić swój tenis wzorem Woźniackiej czy Kerber, które kiedyś grały głównie defensywnie, a teraz uderzają mocniej.” Zgodzi się Pan z takim stwierdzeniem?

Oczywiście, że tak. One kiedyś też cierpiały na brak agresji w grze. Zawodniczki typu Serena Williams czy Petra Kvitova spychały je do tyłu. Samo bieganie za końcową linią nie wystarczało. Trzeba się umieć odgryźć, zaryzykować, przyśpieszyć. W dzisiejszych czasach czekanie tylko na błąd rywalki już nie wystarcza. Pytanie zatem tylko, czy Agnieszka ma wdrażać nowe rozwiązania z obecnym sztabem? Albo jeśli już wdrażają, to dlaczego nie może się przebić z tym na korcie? Bo może na treningach to wychodzi, a w trakcie spotkania niekoniecznie? Może to trenuje, ale ma kłopot, by to w grze wykorzystywać? Albo nie trenuje. Tego nie wiemy – to pozostaje ich słodka tajemnica. Fakty są jednak takie, że gdy rywalki Agnieszkę atakują, to nasza tenisistka jest często bezradna.

Wydaje się, że sama ciężka praca w przypadku obecnego kryzysu Radwańskiej może nie być wystarczająca.

Może to być już trochę za mało. Ciężko porównywać z innymi dyscyplinami sportu, ale przykładowo Łukasz Kruczek miał swego czasu bardzo dobre wyniki z naszymi skoczkami. Potem nastąpiła stagnacja, przyszedł Stefan Horngacher i nagle jest dwa razy lepiej niż było nawet za Kruczka.

A może Radwańska powinna wziąć przykład z Woźniackiej i wrócić pod skrzydła swojego ojca?

To też jest możliwe. Ważne są uwarunkowania psychologiczne. Kobiecy tenis jest na tyle skomplikowany, że zawodniczka musi mieć też komfort poza kortem. A to często nie jest łatwe. Widać, że Agnieszka ma taki spokój psychiczny – dlatego nie chce zmian. Odnoszę wrażenie, że jest z tego po prostu w jakiś sposób zadowolona. Ale czy kontynuować to? Czy może jednak wyjść z tego, ja bym nazwał, „układu cieplarnianego”? Funkcjonował on do tej pory prawidłowo. „Isia” wygrała kończący sezon turniej Masters, zwyciężyła w wielu turniejach. Ale teraz wyników nie ma. I pojawia się pytanie: czy w takim obecnym układzie, gdzie ma swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa poza kortem i na korcie, trwać? Czy też lepiej zaryzykować z kimś nowym? Z kimś, z kim musiałaby się od nowa „ułożyć”. A to na pewno nie będzie proste, gdyż Radwańska też ma charakter.

Pamiętamy jej współpracę z Martiną Navratilową, krótką i niezbyt udaną. Między obiema paniami nie było chyba chemii.

Właśnie o to chodzi. Czy nasza zawodniczka byłaby w stanie zgadać się z nowym sztabem, zaufać mu? To są wszystko indywidualne przypadki. Woźniackiej powrót do taty wyszedł na dobre. Ale mieliśmy wiele przykładów na świecie na to, że z ojcami tenisistkom szło jeszcze gorzej. Przez tyle lat Flavia Pennetta nie mogła wygrać Wielkiego Szlema. Nagle jej narzeczony pojawił się na trybunach i Włoszka akurat wtedy wygrała swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy. Następnie kończy karierę, zakłada rodzinę i żyją wszyscy długo i szczęśliwie. Historia jak z bajki. „Isia” w zeszłym roku wyszła za mąż, powinna pójść na fali, ale stało się inaczej. A inna zawodniczka w jej sytuacji, gdyby wzięła ślub, to mogłaby się na korcie bardzo rozwinąć. Niezbadane są wyroki tenisa żeńskiego (śmiech).

Na Twitterze pojawił się wśród dziennikarzy i kibiców pomysł, że może Radwańska powinna postawić na debel, by w ten sposób wygrać jakikolwiek turniej Wielkiego Szlema? Co Pan o tym sądzi?

Wątpię w takie rozwiązanie. Po pierwsze, musiałaby znaleźć stałą partnerkę. Po drugie, skoncentrować się na deblu. Ciężko jest bowiem łączyć grę w singla z grą w parach. Coś musiałoby być kosztem czegoś. A czy warto ryzykować, żeby wygrać koniecznie w deblu Wielki Szlem? Ponadto wątpię, by Agnieszkę taki sukces usatysfakcjonował. Ale tak jak mówię, póki co widzę, że jeśli „Isia” jest zadowolona w sprawach poza-kortowych, to ciężko jest jej podjąć jakieś ryzykowne kroki.

 

Dominik Senkowski