Ciekawe starcie w NBA: Minnesota Timberwolves vs. Golden State Warriors

  • Redakcja

Liga NBA co tydzień sprawia prezent swojej wielomilionowej rzeszy europejskich fanów serwując mecze o atrakcyjnej, „ludzkiej” porze. O godzinie 20.30 czeka nas wyborna koszykarska uczta: Minnesota Timberwolves podejmie u siebie drużynę mistrza ligi Golden State Warriors.

Goście tego szlagierowego pojedynku to finaliści play-offów z trzech ostatnich sezonów i dwukrotni zwycięzcy całych rozgrywek. To drużyna kompletna, która może dominować jeszcze przez kilka najbliższych lat. Zespół z Minneapolis jest w zupełnie innej fazie rozwoju. Wygląda na to, że po 13 latach bez awansu do kluczowej fazy sezonu „Leśne Wilki” w końcu znajdą się w najlepszej ósemce konferencji zachodniej, a dla ich kibiców liga nie skończy się już na początku kwietnia.

Timberwolves to zespół oparty na dwóch „jedynkach” draftu z 2014 i 2015 r. – Kanadyjczyku Andrew Wigginsie i reprezentancie Dominikany Karlu-Anthonym Townsie. Choć Minneapolis nie było nigdy wymarzonym miastem dla zarabiających dziesiątki milionów dolarów rocznie gwiazd ligi, to do drużyny udało się ściągnąć świetnych graczy, którzy nie widząc szans na sukces w swoich dotychczasowych klubach postanowili spróbować szczęścia u boku młodych „wilczków”.

Gdy przed tym sezonem do Timberwolves dołączyli Jeff Teague i Jimmy Butler stało się jasne, że w NBA wykształciła się kolejna drużyna będąca bardzo ciekawą kombinacją młodości z doświadczeniem. Mająca aspiracje do włączenia się do walki o prymat na Zachodzie.

W bieżącym sezonie będzie to już trzecia konfrontacja Timberwolves i Warriors – dwie pierwsze zakończyły się zwycięstwem gospodarzy z Oakland po ofensywnej grze obu drużyn (wyniki 126:113 i 125:101). To jednak nie oznacza, że ekipę mistrzów czeka łatwe zadanie. „Leśne Wilki” od początku tego roku przegrywają na własnym parkiecie jedynie z potentatami – porażki z Houston Rockets i niedawna z Boston Celtics nie były zaskoczeniem.

Drużyna z Kalifornii zaś będzie chciała zrehabilitować się za porażkę w ostatnim meczu z Portland. Co ciekawe, była to już druga przegrana Golden State w tym mieście na przestrzeni miesiąca.

Przewagą Minnesoty Timberwolves, prowadzonej przez Toma Thibodeau, będzie z pewnością szerszy skład, okrojony tylko brakiem jednego koszykarza. Trzeba jednak trafu, że to ich najlepszy strzelec, Jimmy Butler.

Jeszcze większy ból głowy ma Steve Kerr, bowiem przez kontuzje na jego połowie szachownicy zabraknie przede wszystkim „króla” Stepha Curry’ego, a także prawdopodobnie dwóch „wież”- weteranów Andre Igoudali i Davida Westa. To oznacza więcej gry dla koszykarzy, z których Kerr korzysta dość rzadko, jak np. Kevon Looney. Jego obecność na parkiecie silni podkoszowi Minnesoty będą starali się wykorzystać do maksimum. Z kolei jak dużym osłabieniem jest brak Curry’ego pokazuje wspomniany wyżej mecz z Portland, w którym zastępujący go Quinn Cook zupełnie nie poradził sobie tym z ambitnym zadaniem. I na nic zdało się aż 40 punktów Kevina Duranta.

Pomimo absencji wielu graczy gwarancją emocji powinien być fakt, że obie drużyny mają swoje bardzo konkretne cele do osiągnięcia przed play-offami. „Wojownicy” przez ostatnie lata przyzwyczaili nas, że w sezonie zasadniczym właściwie nie walczą z rywalami z konferencji, a gonią za rekordami. W tym sezonie to Houston Rockets są nieznacznie przed GSW, a jak wiadomo przystąpienie do decydującej batalii o mistrzostwo ligi z pierwszego miejsca to nie tylko potencjalna przewaga własnego parkietu, ale także spory zysk finansowy związany z organizacją jednego meczu więcej we własnej hali.

W tym kontekście, jeszcze bardziej na wygranej powinno zależeć gospodarzom (forBet wycenia zwycięstwo Minnesoty na 2.70, a GSW na 1.50). Obecnie z bilansem 38 zwycięstw i 29 porażek zajmują 6. miejsce w konferencji zachodniej. Jeśli jednak zanotują serię kilku wygranych mogą pokusić się nawet o atak na 3. lokatę. Seria porażek zaś może ich zepchnąć nawet na 10. pozycję. A to będzie oznaczać kolejny rok marazmu.