Bakocevic: To jedyny rewanż, jaki w życiu stoczę. Walka z Irokezem jest moją obsesją

  • Redakcja

Vaso Bakocevic to czarnogórski zawodnik MMA, który jest doskonale znany wszystkim polskim kibicom. 15 czerwca w Ostródzie podczas gali FEN 25 po raz pierwszy w swojej bogatej w sukcesy karierze stoczy pojedynek rewanżowy. Jego starcie z Maciejem Jewtuszko będzie walką wieczoru, a „Psychopata” cieszy się, że będzie mógł wziąć odwet za to, co wydarzyło się 4 października podczas gali KSW 28.

Niespełna 30 lat na karku, a już 55 stoczonych pojedynków. Wśród nich zero rewanżów. Czekasz na pierwszy.

Vaso Bakocevic: Czekam na pierwszy rewanż w mojej karierze. Prawdopodobnie Maciej Jewtuszko to jedyny zawodnik, z którym przyjdzie mi się zmierzyć dwukrotnie. Nie wyjaśniliśmy sobie wszystkiego z Irokezem, czas zrobić coś, co siedzi mi w głowie od bardzo dawna.

Uściślijmy – przegrałeś walkę, którą wygrywałeś. W trzeciej rundzie, przed czasem.

VK: Dokładnie. Przegrałem, aczkolwiek byłem lepszy. Dużo lepszy przez dwie rundy. Trafiłem Irokeza w pierwszej odsłonie, był zamroczony. Dzięki charakterowi był w stanie dotrwać do przerwy. Potem trochę odetchnął, ale dalej miałem przewagę. Zagapiłem się, pach, poszło. Skończył przed czasem. Nie mogłem pogodzić się z tym werdyktem, bo wiem, że miałem przewagę. Drugi raz na pewno nie dałbym się tak zaskoczyć. Zwycięstwo miałem w garści.

Zwycięzców się jednak nie sądzi, nie podważa ich triumfów.

VK: Ja też tego nie robię. Widziałeś walkę, nie? To wiesz, jak ona wyglądała. Wiesz, jak się skończyła. Irokez był wtedy lepszy. Może inaczej – nie był lepszy, ale wygrał. Zwyciężył. Ale ja tego tak nie zostawię. Powtórny pojedynek chodzi mi po głowie od bardzo dawna, w końcu do niego dojdzie. To jest starcie, które musi się odbyć, które już niedługo się odbędzie. To spełnienie moich marzeń.

Jak widzisz ten pojedynek?

VK: Chciałbym, żeby to była walka w stójce. Od początku do końca. Choć nie przewiduję, żeby wyszła poza pierwszą rundę. Skończę Jewtuszko szybciej. Mam bardzo ciężką rękę. Ona dużo waży. Jestem silny, doświadczony, z każdym pojedynkiem coraz mocniejszy, a walczę co chwilę. Mam 29 skończeń przed czasem, z czego 20 przez nokaut, bardzo często ciężki. Irokez jest dobrym rywalem, ale ma już swoje lata. Lepszy już nie będzie. Na pewno nie jest lepszy ode mnie. Nigdy nie był.

Twój przyjazd do Polski po raz kolejny budzi ogromne zainteresowanie.

VK: Bo ja uwielbiam wasz kraj. Jestem już któryś raz w Polsce i naprawdę poznałem wielu ludzi, którzy są bardzo życzyliwi. Nie lubię tylko Irokeza. Hehe, żartuję, to w porządku gość. Strażak. Nie boi się żadnych wyzwań. Jest świrem, podobnie jak ja. Lubi widowiskowe walki, nigdy nie pęka i zostawia całe serducho w klatce. Jest moim kumplem, z którym mogę iść na kawę i ciastko. Ale na pewno w walce nie będzie sentymentów. Chcę go zbić, wygrać z nim, rozprawić się z nim szybko i efektownie. Po walce znowu możemy się kumplować – Irokez to sympatyczny facet.

Po walce to w Polsce chodzi się na piwo lub wódkę, a ty chyba nie pijesz alkoholu, prawda?

VK: Dokłanie, nie piję. W ogóle. Raz w życiu miałem alkohol w ustach. Miałem wtedy 16 lat. Nawet nie pamiętam, co to był za trunek. Nie chcę pić, ale soczek możemy wypić. Jewtuszko do charakterny gość, więc na pewno będę miał z nm po drodze po odbyciu pojedynku.

Co dalej z tobą, jaką przyszłość wiążesz z federacją FEN?

VK: Trudno powiedzieć, nie chcę dużo o tym myśleć. Bije się co chwilę, tak naprawdę w całej Europie. FEN mnie dobrze przyjął, wszyscy ludzie z federacji są dla mnie mega sympatyczni, uczynni, czuję się tutaj jak między swoimi. Co dalej ze mną, to jednak nie wiem. Na razie skupiam się na Irokezie, którego muszę pokonać. Skopać mu tyłek.

 

Jakub Borowicz