Hurkacz potwierdza ogromne aspiracje. Znów odprawił Nishikoriego z kwitkiem!

  • Redakcja

Świat tenisa widział tysiące bardziej niespodziewanych rezultatów niż wygrana Huberta Hurkacza z Keiem Nishikorim sprzed kilku dni w Dubaju. Dla wielu osób śledzących „biały sport” (szczególnie tych spoza naszego kraju) wrocławianin był raczej mało znanym tenisistą, który dopiero stawia swoje pierwsze kroki w poważnych turniejach. Z takim stanem rzeczy nie należy polemizować, chociaż w najlepszy sposób przeciwdziała temu sam zainteresowany. Reprezentant Polski z każdym, naprawdę każdym, kolejnym występem na kort potwierdza, że nie znalazł się z przypadku w pierwszej setce rankingu ATP. Natomiast sam wtorkowy mecz z Nishikorim pokazał, że ani przypadkiem, ani zaskoczeniem nie powinien być jego debiut w TOP 50, którego jest niezwykle blisko.

Pokonać zawodnika z absolutnej światowej czołówki, to jedno, ale wygranie z nim ponownie kilka dni później, to sukces większej wagi. Spodziewano się, że Kei Nishikori do meczu trzeciej rundy BNP Paribas Open przystąpi podwójnie zmotywowany i tak właśnie było. Japończyk od samego początku wydawał się być tenisistą, który wiedział, po co pojawił się na korcie. Jego celem było jak najszybsze pokazanie Hurkaczowi miejsce w szeregu. Sęk tkwi w tym, iż Polak sobie na to nie pozwolił. Chociaż pierwsza faza meczu w jego wykonaniu była przeciętna i momentami miał problem z nadążaniem za akcjami, to jednak mimo wszystko konkurował z o wiele wyżej notowanym rywalem, jak równy z równym.

Obiektywnie sądząc – przebieg pierwszego seta wskazywał, że Nishikori zamelduje się w czwartej rundzie zmagań w Indian Wells po dwóch partiach. Wtedy jednak Hurkacz zaprezentował to, co wyróżnia solidnych tenisistów. Pomimo przeciętnego początku, zdołał wznieść swoją grę na wyżyny w późniejszej fazie, co – choć to dziwnie brzmi, bo to ich drugi mecz w ciągu kilkunastu dni – zaskoczyło reprezentanta Japonii.

Nishikori zaczął się niecierpliwić, a Hurkacz robił swoje. Oliwy do ognia dolały okazje obecnie siódmego tenisisty świata, których ten nie wykorzystał zarówno w drugiej, jak i trzeciej partii (w niej już na inaugurację uzyskał przełamanie). Polaka należy bardzo pochwalić – w kluczowych momentach królował właśnie on i to nie dzięki błędom rywala, a za sprawą bezbłędnego doboru zagrań. To pozwoliło mu znaleźć sposób na ponowne pokonanie 29-latka, który tej nocy zapewne będzie unikał snu. Bardzo prawdopodobne, że będą mu towarzyszyć koszmary z wrocławianinem w roli głównej…

Fenomen! ✅💣Hubert Hurkacz po raz drugi lepszy od Keia Nishikoriego, tym razem pokonując go 4:6, 6:4, 6:3. Tym samym…

Opublikowany przez Serwis na zewnątrz – tenisowy blog Michała Pochopień Wtorek, 12 marca 2019

Jeśli ktoś przed rozpoczęciem tego sezonu powiedział, że Hurkacz w ciągu dwóch tygodni dwa razy wygra z tym samym zawodnikiem z TOP 10 rankingu ATP, to zostałby potraktowany niepoważnie. A to kilkanaście minut temu stało się faktem. Hurkacz coraz poważniej zaznacza swoją obecność w najważniejszych turniejach, a przy okazji zbiera niezwykle cenne doświadczenie. Teraz czeka go mecz o największy sukces w karierze – ćwierćfinał turnieju rangi ATP Masters 1000. W czwartej rundzie w Indian Wells na jego drodze stanie ktoś z dwójki: Denis Shapovalov – Marin Cilic. Starcie z Kanadyjczykiem byłoby ciekawe, bowiem doszłoby do meczu dwóch zawodników młodego pokolenia. Hurkacz jednak zapewne podświadomie chciałby trafić na Chorwata. Ten w ubiegłym roku wygrał z nim dwukrotnie, więc żądza rewanżu dodatkowo motywowałaby naszego rodaka.