Na włosku

  • Redakcja

Od dobrych paru miesięcy o pracy Eusebio Di Francesco na stanowisku trenera AS Romy mówi się jak o posadzie, która wisi na włosku. Niespełna 50-letni szkoleniowiec praktycznie co kolejkę może przeczytać kolejne rewelacje we włoskiej prasie nt. jego przyszłości i rzadko kiedy to są optymistyczne prognostyki. Nie można jednak się dziwić żurnalistom z Półwyspu Apenińskiego, bowiem trener sam sobie zasłużył na takie spekulacje.

Kiedy obejmował posadę trenera Giallorossich, nie zastał „spalonej ziemi” jak większość trenerów, którzy obejmują nowe zespoły. Jego poprzednik, Luciano Spalletti zdobył wicemistrzostwo Włoch i doszedł do półfinału krajowego pucharu. Jedyne co budziło niesmak w Wiecznym Mieście to europejskie puchary, które Roma skończyła na 1/8 finału Ligi Europy… Dodatkowo nie mógł korzystać z tych samych zawodników, co obecny trener Interu, gdyż zespół opuścili m.in. Mohamed Salah czy Antonio Rudiger. Dla Di Francesco to było trzecie podejście do rzymskiego zespołu. Raz był w nim jako piłkarz i zdobył nawet Scudetto, a innym razem przyszedł jako dyrektor sportowy, ale zakończył swoją pracę po roku, co poniekąd pokazuje jak szefostwo było zadowolone z jego pracy… Tym razem przyszedł czas na zupełnie odmienną rolę, bo zastąpienie Spallettiego jest nie lada wyzwaniem. 59-letni Włoch był ostatnim trenerem rzymian, który zdobył dla tego zespołu trofeum i był to Puchar i Superpuchar Włoch w 2008 roku, kiedy po raz pierwszy podchodził do roli trenera ASR.

Di Francesco wcześniej w roli trenera pracował w takich zespołach jak Pescara, Sassuollo czy Lecce i nie dziwne, że z takim CV nie robił na nikim wrażenia. Ba, większość pochodziła z rezerwą do przyszłych poczynań 49-latka. Pierwszy sezon miał słodko-gorzki smak, gdyż Roma zajęła 3. miejsce w Serie A z 17-punktową stratą do drugiego Napoli, przygodę z Pucharem Włoch zakończyła na 1/8 finału, ale za to osiągnęła niesamowity wynik w Lidze Mistrzów, eliminując w ćwierćfinale Barcelonę. W wykonaniu ostatniego kroku przed finałem w Kijowie przeszkodził im Liverpool, ale i tak nikt nie miał za złe Di Francesco odpadnięcie z Anglikami. Sukces jaki osiągnął grając przeciwko Dumie Katalonii przysłonił wszystkie porażki, po których w mediach spekulawano nt. jego następców. Kierownictwo rzymskiego klubu postanowiło dać mu szansę poprowadzenia zespołu w następnej kampanii.

Obecny bilans Di Francesco w roli pierwszego trenera Romy to 1.79 punkta na mecz. Dla porównania jego poprzednik wykręcał liczbę 2.15 punktów na spotkanie. Ostatnimi czasy ponownie pojawiły się spekulacje nt. przyszłości Włocha, a wszystko oczywiście przez wyniki osiągane przez jego zespół… Wstydliwy remis z Atalantą (Roma prowadziła w nim 3:0) i blamaż w Pucharze Włoch (7:1 z Fiorentiną) nastąpiły tuż po sobie, dlatego nie dziwne, że w mediach zaczęły się pojawiać nazwiska Antonio Conte, Claudio Rannieriego czy Laurenta Blanca w temacie następców Di Francesco. Ostatnio jednak poprawił bilans remisując z Milanem 1:1 i wygrywając w ostatniej kolejce z Chievo 3:0. Ale cóż z tego, skoro Roma obecnie zajmuje 6. miejsce w ligowej tabeli, posiadając taką samą zdobycz punktową co 7. Lazio. Pucharu Włoch już nie ma… Co może zatem uratować jego posadę? To samo co rok temu – Liga Mistrzów.

Dziś Roma podejmuje u siebie FC Porto i będzie musiała sobie poradzić bez takich piłkarzy jak Under czy Perroti. Bukmacherzy w roli faworyta upatrują jednak drużynę gospodarzy (kursy w forBET: 1 – 2.05, x – 3.50, 2 – 3.75). Czy jednak od razu trzeba myśleć o Romie jak o ćwierćfinaliście? Niekoniecznie. Ich dzisiejszy przeciwnik przeszedł swoją grupę w Lidze Mistrzów z samymi zwycięstwami i zaledwie jednym remisem, w krajowym pucharze ledwo, ledwo, ale awansowali do półfinału, w pucharze ligi przegrali w finale ze Sportingiem Lizbona dopiero po karnych, a w ligowej tabeli okupują pierwsze miejsce. Ich ostatnie dwa mecze to co prawda zaledwie dwa remisy z Guimares i Moreirense, ale rzymianie wiedzą, że nie warto odpuszczać meczu z tym rywalem, gdyż ostatnia wizyta Porto na ich stadionie skończyła się wygraną gości w rozmiarach 0:3.

Co by nie pisać jednego jesteśmy pewni – w razie niepowodzenia w nadchodzącym dwumeczu z Portugalczykami Di Francesco będzie zmuszony do spakowania walizek.