O Stali Rzeszów i prezesie Nawrockim znowu źle piszą…

  • Redakcja

W naszym dzisiejszym felietonie żużlowym weźmiemy pod lupę rzeszowski klub, należący do Ireneusza Nawrockiego. Zajmiemy się tym tematem nieprzypadkowo.

Do żużla wszedł przebojem, który nazywa się Greg. Pod koniec ubiegłego roku ekscentryczny biznesmen z Bielska-Białej namówił do startów na najniższym poziomie w Polsce czterokrotnego mistrza świata, weterana z USA Grega Hancocka, który w dalszym ciągu bije się o najwyższe laury w speedwayu. Namówił i to tak skutecznie, że Amerykanin z miejsca podpisał aż trzyletnią umowę. Do Rzeszowa, śladem Hancocka, powędrował m.in. Tomasz Jędrzejak. Mega-paką, jak na realia 2. ligi miał zawiadywać trener Mirosław Kowalik. Rzeczywistość, choć wypełniona awansem do 1. ligi, napisała kilka, także ponurych scenariuszy.

Zaczęło się od szumu wokół kłopotów finansowych klubu. Trener Kowalik złożył wypowiedzenie, mówiąc wprost o sporych zaległościach względem niego. Nawrocki przeszedł do ofensywy:

14 sierpnia 2018 – ta data na długo zapadnie w pamięci kibiców żużla w naszym kraju. Tego dnia poinformowano, że lider Stali Tomasz Jędrzejak popełnił samobójstwo. Ta szokująca wiadomość nie mogła pozostać bez wpływu na wizerunek klubu…

Dariusz Ostafiński wcześniej, bo w czerwcu br. napisał: „Wracając do tematu kasy w Stali, w klubie przyznają, że dotąd był jeden poślizg. Tomaszowi Jędrzejakowi wstrzymano przelew pieniędzy sponsorskich, bo zawodnik odmówił przyjazdu na trening. Gdy sprawa się wyjaśniła, kasa trafiła do żużlowca. W rzeszowskim klubie przekonują, że od tamtego czasu nie było żadnych spięć, a taki Edward Mazur ma chwalić działaczy i mówić, że nigdy wcześniej w żadnym klubie nie czuł się tak dobrze, jak w Stali” (sportowefakty.wp.pl).

Pod koniec lipca Hancock zaczął stosować dziwne manewry, polegające na tym, że po prostu nie przyjeżdżał na mecze rzeszowian. Powód miał być jeden: zaległości finansowe. Ostatecznie Amerykanin przeprosił się z Nawrockim, Stal zdołała wywalczyć awans do wyższej ligi, a diamenty w ramach wymyślonego przez właściciela kadłubowego cyklu Diamond Cup – także nie bez problemów – zostały rozdane. Po burzliwym sezonie 2018, zaczęto myśleć o kolejnym. Pozorny spokój został jednak szybko zmącony.

1 listopada, a więc w dniu otwarcia „okienka transferowego” Duńczyk Nicklas Porsing (na zdjęciu powyżej) bez większych ceregieli na Facebooku opublikował bardzo mocne oświadczenie o warunkach pracy w Stali Rzeszów. Już pierwsze zdanie nie pozostawia złudzeń, co do treści: „Ireneusz Nawrocki i Marcin (Janik, wiceprezes klubu- przyp. red) to patologiczni kłamcy”. W toku oświadczenia można dowiedzieć się o kulisach działania klubu pod nową władzą. Mamy takie kwiatki jak np. „Na każdą moją prośbę o płatność, otrzymałem obietnice zapłaty, której nigdy nie dotrzymano. Kiedy w końcu dokonano jakiejkolwiek płatności, były to minimalne kwoty i tylko niewielki procent tego, co było należne. Te minimalne płatności zostały przekazane na mój brytyjski rachunek bankowy lub wypłacone mi w gotówce”. Duński zawodnik przeżył także osobistą tragedię. Dwa dni po śmierci Jędrzejaka, zmarła przed porodem jego córeczka: „Gdy przeżyliśmy ten ból z naszymi rodzinami, otrzymałem wspaniałe wsparcie od przyjaciół, zawodników, rzeszowskich fanów i fanów żużlowych na całym świecie. Jednak nigdy nie usłyszałem ani nie otrzymałem żadnych kondolencji od Irka Nawrockiego” – czytamy.

W dalszej części oświadczenia Porsing ze szczegółami opisuje walkę o należne mu pieniądze oraz to, w jaki sposób potraktował go (i nie tylko jego) rzeszowski klub. Konkluzja jest taka: „Rzeszów jest wspaniały, ludzie i kibice są świetni. Mam tutaj wielu przyjaciół. Niestety, przez ten czas, poznałem też, że właściciel i zarząd klubu to patologiczni kłamcy, nieszczerzy i niekompetentni ludzie do prowadzenia klubu żużlowego”.

Co na to Nawrocki i jego ludzie? Porsing ma zostać pozwany do sądu. Menedżer Duńczyka David Wootton ripostuje: „Niech tylko podadzą gdzie i kiedy. Zjawimy się tam na pewno. Obaj z Nicklasem znamy prawdę i nie mam już nic więcej do dodania” (przegladsportowy.pl).

Kibice mogą zadawać sobie pytanie: kto ma rację w tym sporze? Temat ten na pewno będzie kontynuowany. W najbliższym czasie należy spodziewać się odpowiedzi drugiej strony. Do tego momentu powinniśmy wstrzymać się z jednoznacznymi ocenami. Z drugiej strony zaś, jak dużą desperację musi przeżywać sam zawodnik, który zdecydował się publicznie i ze szczegółami opowiedzieć o wszystkim, co złe w rzeszowskim klubie? Klubie, który od kilku miesięcy nie ma zbyt dobrej prasy…