Juras Blog #6 – Jeszcze sport czy już tylko biznes?

  • Redakcja

Uszanowanie Panie i Panowie! Czytając to z dużym prawdopodobieństwem będziecie kończyć już pracujący tydzień, a perspektywa nadchodzącego weekendu powoduje uśmiech na Waszych ustach. Pamiętajcie, że albo grubo albo wcale! Chyba, że planujecie spędzić weekend na jesiennych spacerach po parku, wizytą na siłowni czy odwiedziny u Mamusi. Nic nie smakuje tak dobrze jak niedzielny schabowy z ziemniaczkami i najlepiej buraczkami na ciepło…ziemniaczki z koperkiem…polane tłuszczykiem z patelni po schaboszczakach… Poczekajcie chwilę muszę zadzwonić do Mamusi!

No dobra wracam do pisania. Jakby co w niedzielę jadę do rodzinnego Legionowa na obiad. Dzisiejszy blog nie będzie jednak o walorach smakowych schabowego i wyższości tejże części świniaka nad mielonymi. W dobie ilości programów o jedzeniu w telewizjach zostawię to tym co się na tym znają lepiej. To tak jak z moją wiedzą w temacie mechaniki pojazdów. Jestem rasowym użytkownikiem samochodów czy motocykli. Jak się popsuje wzywam lawetę i jazda do warsztatu. Nie można być dobrym we wszystkim!

Można natomiast mieć głowę do biznesu. Dziś będzie o tym sportowym, bo wielokrotnie mówiłem i pisałem o tym, że współczesny sport to przede wszystkim biznes. Nie tylko MMA. W ogóle mówiąc o sporcie zawodowym często zastanawia mnie świadomość kibiców, którzy postrzegają występy swoich idoli tylko przez pryzmat strony sportowej. Jakoby sukces sportowy, medal i dyplom były dla tego sportowca głównym bodźcem do ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Jako, że jest to mój świat i trochę miałem już okazję poznać go od wewnątrz mogę śmiało powiedzieć Wam, że często jak sportowiec mówi „ Dla mnie najważniejszy jest sportowy wynik, chcę walki o pas, chcę być najszybszy na torze i to jest dla mnie najważniejsze itd” to oczywiście mówi prawdę, ale jakbyście na chwilę weszli w Jego głowę to okaże się, że mobilizacja jest bardziej przyziemna niż idea Pierre De Coubertina. Za coś ten sportowiec musi zapłacić rachunki, utrzymać bliskich, mieć za co zatankować pojazd, którym dojeżdża na treningi. Często zapominamy również, że kariera sportowca nie trwa do 65 roku życia, a potem „bajeczna” emerytura od Państwa. Musi wycisnąć z kariery maksa. Mam też dziwne wrażenie, że istnieje jakaś taka społeczna dezaprobata dla tych, którzy mówią o tym otwarcie. Nie chcę poruszać znowu kwestii podejścia do życia w Naszym kraju, ale często ten osąd determinowany jest Nosaczem Somsiadem z popularnych ostatnio memów.
Namawiam zatem do tego aby pamiętać, że sportowiec też człowiek i lubi jak na koncie zgadzają się wpływy z wykonywanej pracy. Bezpośrednio i pośrednio, jeżeli mówimy o sponsorskich kontraktach. Jest wynik sportowy…umiesz się sprzedać dobrze…masz za sobą kibiców…zarobisz godne pieniądze. Ot koło sportowego życia. Przegrywasz…nie interesujesz już kontrahentów. Życie.

Z tego samego założenia wychodzą organizatorzy gal MMA na całym świecie. Jak każdy biznes musi przynosić dochód inaczej można zwijać interes. Akurat w Polsce było już kilka organizacji, które utonęły w długach i zniknęły z rynku szybciej niż kasa z konta, gdy pijany na imprezie w drogim klubie załączasz opcje „Król się bawi złotem płaci”.

KSW to cyrk nie ma nic wspólnego ze sportem. Ile razy słyszałem i czytałem takie zdanie? Pewno pójdzie w setki. Za każdym razem autora tego zdania mam za ograniczonego debila. Postrzeganie gali, gdzie jest dziewięć pojedynków, osiem najwyższych sportowych lotów jak na polskie warunku a jedna walka z cyklu „dziwolągów” jako cyrku świadczy o potężnym umysłowym zaciemnieniu lub pałającą ustawowo niechęcią do rodzimych produktów. Z tym, że jak pokazuje rozwój organizacji pod każdym względem ich droga jest słuszna. Hajs się zgadza wszystkim, wszyscy zadowoleni. Rankingi kategorii wagowych determinujące zestawienia? Krzyk i lament ortodoksów, że jak to taka walka, skoro powinien walczyć ktoś inny? Walczyć będą Ci, którzy „sprzedają bilety”. Trzeba się w końcu z tym pogodzić. Organizatorzy gal na całym świecie sprzedają zainteresowanie. Czasami świetnymi sportowymi zestawieniami, a czasami popularnością danego sportowca. Przykładów można by mnożyć. Takie czasy. UFC robi to ostatnio nagminnie i nie ukrywają już nawet specjalnie, że zarabianie milionów dolarów jest ich głównym celem. Conor McGregor może chcieć walczyć teraz z Tonym Fergusonem, rewanż z Khabibem czy wyzwać do walki Daniela Cormiera. Dostanie to co będzie chciał.

Nikt nie zarobi dla UFC tyle ile zarobi Irlandczyk. Zresztą pisałem ostatnio o tym, że McGregor już sportowo niewiele podniesie poziom. Skoncentrował się na zarabianiu kasy i wychodzi to jemu znakomicie. Pogratulować. Takie czasy, że lepiej organizować wszelakie superfighty niż rankingowe pojedynki o mistrzowskie pasy. Co wolicie obejrzeć bardziej? Starcie i pas Khabiaba z Fergusonem czy Conora z Pettisem? Ci którzy napiszą, że oczywiście starcie Nurmagomedova w obronie pasa są w takiej mniejszości, że nie ma nawet co sprawdzać procentów. Jak już jesteśmy przy Rosjaninie. Szykuje się walka pięściarska z Mayweatherem. Tak tak to się wydarzy. Już planują organizację na stadionie Łużniki w Moskwie. Sport czy już tylko biznes? No właśnie. Ostatnio na twitterze Paweł Kowalik z MMACartel napisał, że jakby w Polsce były takie jaja z zestawieniami jak ostatnio robi UFC to byłby lamet i płacz kibiców. Coś w tym jest, że lubimy się samobiczować jako naród. Gówno prawda. Jako polskie MMA jesteśmy na całym świecie lepiej postrzegani niż… we własnym kraju. Seri serio. Co zrobiło UFC ostatnio z walką Valentiny Shevchenko z Sjarą Eubanks? Najpierw ogłaszają starcie o pas Valentiny z naszą JJ, później zastępują Polkę Eubanks, na którą spada lawina prześmiewców, że „Who da fooook is Eubanks?” Co robi UFC? Jednak ponownie zmienia zestawienie wracając do pierwotnego. Wiadomo, że walka The Bullet z JJ sprzeda się znaczenie lepiej niż nikomu nie znana Sjara Eubanks. Daniel Cormier czeka na Brocka Lesnara, CM Punk nie powiedział ostatniego słowa, Anderson Silva chce sprawdzić McGregora i tak dalej i tak dalej… Cytując piłkarskiego klasyka „Kasa misiu kasa”. Czas się z tym pogodzić, że to biznes będzie determinował ść sportów walki. Tyle, że trzeba jeszcze umieć wsiąść do tego pociągu zwanego biznesem MMA, a to już nie jest tak łatwe jak walki youtuberów w klatce.

dobrego weekendu!