1,5 mld zł na polską piłkę – czy to rzeczywiście pomoże?

  • Redakcja

Totalizator Sportowy zamierza przeznaczyć 1,5 mld złotych na polski futbol. Kasa ta ma być przeznaczona na infrastrukturę, system szkolenia i monitoring zawodników. Wątpliwe jednak, by od samego dosypania pieniędzy w naszej piłce coś się zmieniło na lepsze.

Jak informuje „Puls Biznesu”, kilkuosobowy zespół wspierany przez premiera Mateusza Morawieckiego pracuje nad wieloletnim projektem odbudowy rodzimego futbolu. Finansową dźwignią tego przedsięwzięcia mają być środki przekazane od należącego do Skarbu Państwa Totalizatora Sportowego. Firma ta ma wyłożyć aż 1,5 mld złotych w ciągu 10 lat – z czego pierwsze 300 mln już w dwa pierwsze lata. Czy w ten sposób dogonimy najlepszych? Mam co do tego sporo wątpliwości.

Przede wszystkim wydaje się, że diagnoza została źle postawiona. Nasza piłka jest chora nie z powodu braku środków (a przynajmniej nie tylko), a przede wszystkim z powodu braku pomysłu na nią. Potrzebujemy nowych ludzi, którzy pełni pasji chcieliby ją rozwijać. Szkolić młodzież. Dawać im dobre wzorce. Innym problemem polskiego futbolu jest brak odpowiedniej mentalności do uprawiania zawodowego sportu. W głowach przegrywamy na każdym poziomie rozgrywek, od juniora po seniora. Czy kasa może to zmienić? Nie sądzę.

Piłkarze w Polsce grają słabo, więc należy ich oskubać z kasy?

Wiara w magię pieniądza może być złudna. Oczywiście idea większych środków na choćby samo szkolenie brzmi dobrze, ale musi być podparta szerszym planem. Wydać forsę zawsze można. Grunt, żeby robić to z głową. Zwłaszcza, że złych przykładów wydawania mamony jest w naszej piłce sporo. Legia Warszawa miała odjechać sportowo reszcie ligi dzięki pieniądzom z europejskich pucharów i co? Wydała kupę kasy na wielu niepotrzebnych zawodników, na kary za zachowania kiboli i dziś płacze, że środki się kończą. Na przykładzie aktualnego Mistrza Polski widać dobrze, że w naszym futbolu często to nie brak funduszy jest głównym problemem, a nieumiejętność ich wydawania. Każde pieniądze można przecież zmarnować. Dopóki nie pojawią się odpowiedni ludzie, którzy będą umieli rozdysponować funduszami, dopóty nie wierzę, że coś się zmieni na lepsze. Można ich przyciągnąć lepszymi wynagrodzeniami, ale wpierw trzeba ich w ogóle znaleźć albo wyszkolić. Do tego potrzeba czasu. Możemy zbudować kolejny tysiąc orlików i trenować na nich młodzież, ale do tego potrzeba kompetentnej kadry trenerów. Czy taką dziś mamy? Wielu uważa, że niekoniecznie.

Jak czytamy w artykule PB, autorzy projektu marzą o tym, by wykorzystać jakiś sprawdzony już na świecie system szkolenia – np. belgijski. Faktem jest, że Belgia dzięki znakomitemu szkoleniu doprowadziła do wychowania złotej generacji piłkarzy, która na ostatnim mundialu w Rosji sięgnęła po brąz. Tylko czy kopiowanie systemu jest właściwe? Czy da się 1-1 przenieść wszystkie pomysły na nasz grunt? A co z narodowym systemem szkolenia (tzw. Narodowy Model Gry), który w 2016 roku zaproponował PZPN? Związek wolał od początku postawić na własne rozwiązania, a nie te z Belgii.

Pytań jest sporo, a odpowiedzi wciąż mało. Dużo jest też kontrowersji. Rozczarowane mogą być inne dyscypliny sportu, w których odnosimy dużo większe sukcesy. Oczywiście piłka nożna jest zdecydowanie najbardziej popularna w naszym kraju, więc idą za nią największe pieniądze. Trzeba je jednak wydawać z rozmysłem, by w przyszłości doczekać się oczekiwanych efektów.

Dominik Senkowski