O tym jak Vuko nas podzielił

  • Redakcja

Przedwczoraj udało mi się namówić mojego redakcyjnego kolegę, Karola Czyżewskiego na towarzyszenie mi podczas konferencji Aleksandra Vukovicia, która miała się odbyć następnego dnia. Karol niechętnie, ale przystał na moją propozycję, czym mnie uradował, bo w razie nudnej medialnej gadki (co jest dosyć często spotykane na takich wydarzeniach), zaliczyłbym to wyjście na plus – przynajmniej spotkałem się kolegą. Moja chęć pojawienia się wczoraj na Łazienkowskiej była niezbyt zrozumiała przez moich znajomych. „Po co tam idziesz? Czego się spodziewasz?” – pytali. Sam nie do końca potrafiłem wytłumaczyć co mną kieruje, oprócz jednego – osoby Aleksandra Vukovicia.

Tymczasowy trener Legii dał się poznać ze swojego gorącego temperamentu i tego, że nie gryzie się w język. I w tym upatrywałem głównej rozrywki wczorajszej konferencji. Popularny Aco mnie nie zawiódł. Od początku wziął na tapetę opiniotwórców spoza klubu. Co prawda, nie rzucał nazwiskami, ale każdy wiedział o kogo chodzi.

Oczywiście, odniósł się również do sytuacji Carlitosa („codziennie dostaję pytania czy Radović bije Carlitosa. Ludzie, to jest chore”), czy do ostatniej przegranej z Trnavą („wczoraj widziałem, jak ten zespół remisuje w Belgradzie 1:1. A wszyscy tworzą atmosferę jakbyśmy przegrali z inwalidami”). Te wypowiedzi zostały szeroko komentowane przez wszystkich „liderów opinii” dosłownie minutę po zakończeniu konferencji. Opinie były podzielone, tak samo jak u nas w redakcji.

Oto krótki komentarz naszego Jacka Hafki: „Chłop ewidentnie nie trzyma ciśnienia, a w takiej sytuacji coś podpowiada mu, że najlepiej wejść w oblężoną twierdzę. A może po prostu przewiduje przyszłość i niechybną wtopę z Luksemburczykami? W końcu Rangersom też się to kiedyś zdarzyło

Nie siedzę w głowie Aco, więc możliwe, iż Jacek ma rację i tymczasowy trener czuje pismo nosem i obawia się dzisiejszej wtopy. Jedno jest pewne – Vuko nie wytrzymał ciśnienia. Jego wypowiedź była aż nazbyt emocjonalna, ale – jak już wspominałem wcześniej – Vuković zawsze słynął z gorącego temperamentu i niegryzienia się w język. Zresztą adresaci jego wypowiedzi też są z tego znani, czego dowodem są ich internetowe odpowiedzi na zaczepki Serba.

Krzysztof Kwaśny wykazał się większą wyrozumiałością po tych wypowiedziach: „Ja bym się nie spinał na Vuko. Dał jasny komentarz, że jest z drużyną i że sami muszą rozwiązać swoje problemy. Oczywiście nie wytrzymał przy tym ciśnienia, ale taka jego natura. Jazda po dziennikarzach oczywiście na wyrost. Trochę mi to przypomniało konferencję Rutkowskiego z Lecha Poznań po ostatnim sezonie. Jak widać, tam dało to dobre skutki. Jak będzie tutaj? Pewnie jutro dalej będą grali piach, ale na końcu i tak zostaną mistrzami po raz czwarty”.

Oj tak, też mi się przypomniała konfa Prezesa Rutkowskiego. Jest tylko jedna podstawowa różnica między tymi występami. Vuko nie srał we własne gniazdo. Atakował wszystkich dookoła, a nie tych co są wewnątrz klubu. Kiedy zapytałem go o to, czy jest coś co go irytuje w klubie, odpowiadał wymijająco i długo nt. tego co dzieje się w szatni. A gdy doprecyzowałem, że chodzi mi np. o sytuację Jędrzejczyka, to odpowiedziano mi, że już komentarz w tej sprawie został wystosowany. Vuko nie chciał zaszkodzić swojemu pracodawcy, więc wszystkie swoje ataki skupił na opiniach wychodzących spoza klubu z Łazienkowskiej.

Dominik Senkowski w swoim ostrym stylu skomentował całe zajście: „Rozumiem, że Vuko bardzo się utożsamia z Legią i jest z Bałkanów (gorąca krew), ale jednak przesadził. Jest w tym momencie trenerem I zespołu Legii. Tymczasowym, ale trenerem. Nie ma prawa takich rzeczy mówić. A jak nie ma nerwów to może się przerzucić na uprawę roli czy sadów. Naprawdę sport to najmniej poważna rzecz jaką można sobie wyobrazić. Ci goście zarabiają kupę forsy w skali naszego wciąż ubogiego kraju. Dlatego można wymagać, by umieli wytrzymywać presję. A jak nie potrafi to niech sobie daruje futbol. Prawdziwe nerwy to mają lekarze, ratownicy, strażacy itd. a nie śmieszny trener śmiesznego klubu, który nawet jak jutro przegra to nie poniesie żadnej finansowej konsekwencji (nie mówiąc o innych)”.

Sporo prawdy jest w wypowiedzi mojego imiennika. Presja jest nierozłącznym elementem pracy na Łazienkowskiej i trzeba mieć niekiedy nerwy ze stali, żeby nie popełnić gafy. Tylko czy Vuko żałowałby tej wypowiedzi po tym gdy ostygnie jego głowa? Nie sądzę. Zastanawia mnie też co innego: kiedy trener na zachodzie wali wszystkich dookoła i robi to w podobnym stylu (patrz stary Mourinho), to w Polsce mówi się o geniuszu trenera, który potrafi ściągnąć całą uwagę na siebie. A kiedy dzieje się to w naszym kraju, to każdy uważa, że dana osoba nie wytrzymuje ciśnienia.

Karol Czyżewski ma natomiast takie zdanie: „Nie jestem specjalnie zdziwiony wypowiedzią Vukovica – wielokrotnie pokazywał, że nieszczególnie kryje się z emocjami. Wydaje mi się jednak, że takie wypowiedzi nie pasują do osoby, która aktualnie pełni funkcję trenera mistrza Polski. Rozumiem cały żal z powodu odniesienia porażki w eliminacjach Ligi Mistrzów, natomiast przesuwanie całego problemu z klubu na dziwne komentarze osób niekoniecznie poważnie odbieranych w świecie sportu nie wyjdzie zespołowi na dobre. Mimo zapewnień, że zespół Legii jest aktualnie jednością słowa na wczorajszej konferencji pokazały, iż nie jest to prawdą, bo cała odpowiedzialność powinna wówczas spłynąć na barki klubu. Myślę, że była to przedostatnia konferencja Vukovica na stanowisku szkoleniowca legionistów – Dariusz Mioduski nie pozwoli na tak agresywne budowanie wizerunku swej drużyny…”.

Właśnie, co na to prezes Mioduski? Czy to faktycznie będzie mu wadzić, czy jednak pochwali Vuko za to, że nie zająknął się o sytuacji wewnątrz klubu, która na pewno nie pasuje Serbowi? Trudno nadążyć za logiką Dariusza Mioduskiego, więc nie wiadomo jak zareagował. Co nie zmienia faktu, że niedługo potrwa „konferencyjna kariera” tymczasowego trenera Legii.

Jak widzicie, ile osób tyle opinii, dlatego pozostaje nam czekać na kolejne wypowiedzi Vuko, gdyż jestem przekonany, że jeszcze nieraz nas zaskoczy.

 

Dominik Bożek