Bożydar Iwanow: „Mundial to przyjemność”

  • Redakcja

Jeśli chodzi o ocenę reprezentacji Polski zawsze postrzegano mnie za sceptyka, pesymistę i nawet krytykowano, że zamiast budowania nadziei w moich komentarzach często więcej było dystansu, wątpliwości i znaków zapytania. Gdy poznaliśmy naszych grupowych rywali na mundialu na pytania, które miejsce zajmiemy często mówiłem: będzie ciężko wejść do 1/8 finału. Senegal, Kolumbia i Japonia to mocniejszy zestaw niż Niemcy, Irlandia Północna i Ukraina, z którymi przyszło nam się zmagać na EURO we Francji.

Co do tej ostatniej kwestii zdania nie zmieniam, ale moja optyka ostatnio ulega modyfikacji. Wizja turnieju w wykonaniu „biało-czerwonych” robi się jakaś jaśniejsza. I nie wiem do końca czemu tak się dzieje? Czy to efekt spotkań i rozmów z kibicami podczas dwóch ostatnich towarzyskich spotkań? Czy dyspozycja Roberta Lewandowskiego, który w przeciwieństwie do Mistrzostw Europy we Francji jest wypoczęty i ma coś do udowodnienia? A może powrót do dobrej formy Grzegorza Krychowiaka i Jakuba Błaszczykowskiego, bez których tej kadry jakoś sobie nie wyobrażam?

Nie lubię zagadnień w stylu: „na co na stać w Rosji?”, „czy wyjdziemy z grupy?” albo „czy lepiej w 1/8 finału zagrać z Anglią czy Belgią?”. To tylko rozważania teoretyczne, które przybierają formę gdybania. Podczas wczorajszej ceremonii tworzącej Aleję Gwiazd Piłki Nożnej na PGE Narodowym celną wypowiedzią popisał się Zbigniew Boniek. Jak zawsze zresztą. Prezes PZPN-u na pytanie czy czuje stres przed Mundialem stwierdził, że nie ma się czym stresować. Bo gra na najważniejszej futbolowej imprezie na świecie to zaszczyt i przyjemność. Federacja, sztab szkoleniowy i medyczny zrobiły wszystko, co do nich należało. Całość jest perfekcyjnie przygotowana, na nogi, albo jak kto woli „barki” stawia się także Kamila Glika. Przecież nie tylko po to, by zagrał ostatni mecz grupowy, w domyśle o honor, przeciw Japończykom.

Aspiracje jakieś są, ale przecież nie wszystko od nas zależy. Jest jeszcze rywal, a on ma podobne plany. Chodzi o to, żeby pokazać i wykorzystać swoje atuty, a te z pewnością mamy. Nie musimy się wstydzić swoich zawodników czy obawiać Mane albo Falcao, bo my również mamy kim straszyć. Jeśli nie wyjdziemy z grupy bo ktoś będzie lepszy świat i polska piłka się nie zawalą. Gdy po dobrym meczu np. w 1/8 finału odpadniemy z Anglikami czy Belgią też będziemy mogli wrócić do domu z podniesionymi głowami. Czy ktoś dziś zwraca uwagę, że dwa lata temu Portugalia grała przeciętne EURO, ledwo prześlizgnęła się przez grupę z Islandią, Austrią czy Węgrami awansując z trzeciej lokaty? Po dogrywce po najnudniejszym meczu turnieju pokonała Chorwację, a potem odrobinę lepiej strzelała karne przeciwko Polakom. Do finału przebiła się przez Walijczyków, którzy nad Sekwaną osiągnęli życiowy sukces. Także dzięki temu, że Mistrzostwa Europy po raz pierwszy miały taką, a nie inną konstrukcję, która dawała szansę i słabszym.  Tu słabszych jest mniej. Nie ma już Albańczyków, Irlandczyków z Północy czy Austriaków. Nie ma Włochów. O Holandii i Turcji też nie można zapomnieć.

Dlatego też każdy wynik przyjmę z godnością. Chce zobaczyć co najmniej trzy dobre mecze, a nie takie jak na Mundialu 2006 w Niemczech z Ekwadorem czy na EURO 2008 z Austrią, gdzie z opresji wielokrotnie ratował nas Artur Boruc. Miło byłoby gdyby światu pokazali się Dawid Kownacki czy Rafał Kurzawa i zrobili to w większym stopniu niż we Francji Filip Starzyński. A jak będzie? Wie tylko „Ten Na Górze”…

Pytacie mnie często komu – poza „naszymi”, będę kibicował w Rosji. Hmmm… Holendrów nie ma, Bułgarów też nie, zawsze lubiłem piłkę brytyjską więc z pewnością z zainteresowaniem obejrzę spotkania Anglików. Podziwiam też sposób gry i formę Brazylijczyków. Cenię Chorwatów. Trochę tego dużo, co?

Ale przede wszystkim będą trzymał kciuki za tych, co grać będą dobrą piłkę. Bo jak mówił „Zibi” mundial to przyjemność. I tego Wam życzę!

PS.  A Wy? Komu poza Polską kibicujecie?