[Tylko u nas] Rozmowa z Piotrem Gackiem, nowym prezesem Onico Warszawa!

  • Redakcja

O rozczarowaniu poprzednim sezonem, planach na kolejny, wizji budowy klubu, ewentualnym transferze Karola Kłosa do Warszawy i o modzie na siatkówkę w stolicy rozmawialiśmy z Piotrem Gackiem, nowym prezesem Onico Warszawa, siatkarskim wicemistrzem świata z 2006 roku.

Od miesiąca jest Pan nowym prezesem i dyrektorem sportowym Onico Warszawa. Dużo się zmieniło w Pana życiu przez te ostatnie tygodnie?

Bardzo dużo. Czuje niesamowitą odpowiedzialność. To wielkie wyzwanie. Wciąż sporo nauki przede mną. Mam nadzieję, że mój charakter, który pokazywałem na boisku, będąc zawodowym sportowcem, pomoże mi przy piastowaniu nowych funkcji.

Obejmował Pan stanowisko prezesa w dość trudnym momencie dla klubu, tuż po tym, jak Onico nie awansowało do play-off. Jak duże było w klubie rozczarowanie z powodu zajęcia ostatecznie 8. miejsca w PlusLidze?

Jeśli przez większość sezonu, bodajże 17 kolejek z rzędu, byliśmy w pierwszej czwórce, to trudno nie być rozczarowanym. Dwa ostatnie mecze zadecydowały, że nie awansowaliśmy do play-off. Z drugiej strony nie zwalałbym wszystkiego na te ostatnie spotkania. Już wcześniej mieliśmy kilka słabszych pojedynków – np. w Bielsku, w Będzinie. Zabrakło jednego punktu, który gdzieś został stracony. Wydaje mi się, że dla drużyny, która przez długą część rozgrywek plasowała się bardzo wysoko w tabeli, ostateczny wynik musiał być rozczarowujący. Nie tylko dla zawodników, ale i dla sztabu, właścicieli klubu. Wszyscy byliśmy zawiedzeni.

Do Onico Warszawa dołączył Pan w zeszłym roku. Do czasu wyboru na prezesa i dyrektora sportowego był Pan w warszawskim klubie koordynatorem projektów City Club i Junior Club. Na czym dokładnie polegała Pana praca i kto teraz będzie koordynował te projekty?

Zostałem zaproszony do współpracy z Onico w grudniu poprzedniego roku. Objąłem wówczas funkcję project managera i odpowiadałem za aktualnie realizowane przez klub projekty. City Club ma na celu zawiązanie ścisłej współpracy między naszym zespołem, a warszawskimi dzielnicami i okolicznymi gminami. W dalszym ciągu, jeśli chodzi o decyzyjność czy rozmowy z burmistrzami, dyrektorami wydziału sportu, będę angażował się w ten projekt. Także dlatego, że czuje się za niego odpowiedzialny. To dobra inicjatywa, gdyż promuje kulturę fizyczną wśród młodzieży dzielnicowej, gminnej. A nam bardzo zależy na tym, aby warszawska młodzież, którą niejednokrotnie możemy widywać na naszych trybunach, była za pan brat z aktywnością ruchową.

Mam wrażenie, że mimo, iż nie udało się Onico w minionym sezonie awansować do fazy pucharowej PlusLigi, to w Warszawie wróciła moda na siatkówkę.

Cały czas do tego dążymy. Chcemy by zainteresowanie siatkówką w stolicy wzrastało. Ale zdajemy sobie też sprawę, że nie jest to łatwe zadanie. Szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Warszawie wiele dyscyplin stoi na bardzo wysokim poziomie.

Faktem jest, że trochę trudno rywalizować z piłką nożną i z Legią Warszawa.

Ale tu nie mówimy o żadnej rywalizacji. Kibic siatkówki jest kibicem rodzinnym. Ponadto, jeśli przyjdzie raz, to na pewno do nas wróci. Nieustannie staramy się być lepsi jako klub pod względem wizerunkowym oraz organizacyjnym i mamy nadzieję, że to nam pomoże pozyskiwać kolejnych fanów. Tak, aby hala Torwar była zapełniona nie tylko na topowe mecze, ale także na te z mniej renomowanymi przeciwnikami. Warto również podkreślić, że jeśli chodzi o frekwencję, to poprzedni sezon uznajemy za udany. Jesteśmy z tego powodu bardzo zadowoleni.

A jaki będzie cel Onico w następnym sezonie?

Celem będzie oczywiście awans do play-off PlusLigi. Do tego jak najlepsza gra i utrzymanie dobrej dyspozycji przez cały sezon.

Kilku zawodników odchodzi z zespołu po niedawno zakończonych rozgrywkach ligowych, kilku już przyszło. Czy ktoś jeszcze może do Was dołączyć lub opuścić klub?

W niedługim czasie pojawią się konkretne informacje dotyczące pozyskanych przez nas nowych zawodników. Będziemy to ogłaszać poprzez klubowe kanały w mediach społecznościowych.

Nowym graczem Onico został ostatnio Kanadyjczyk Graham Vigrass. Biorąc pod uwagę, że w drużynie jest też Andrzej Wrona, wielu kibiców martwi się, co będzie z młodym zdolnym Janem Nowakowskim.

To pytanie bardziej do Stephane’a Antigi, który podejmuje decyzje w tym zakresie. Z zatrudnienia Grahama Vigrassa jesteśmy bardzo zadowoleni. Liczymy na jego dobrą postawę. Taką, jaką prezentuje w reprezentacji Kanady.

Wiele lat byłem zawodnikiem i wiem, że nawet gdy ktoś przychodzi do klubu jako pewniak do gry w pierwszej szóstce, to dopiero boisko ostatecznie to weryfikuje. Znam Stephane’a już parę ładnych lat i jeśli ktoś prezentuje się dobrze na jego treningach, to dostanie swoje szanse również w trakcie spotkań. Dlatego chcę uspokoić kibiców – na pewno taka decyzja zawsze należała i należeć będzie do trenera. Ale jednocześnie dla dobra całej drużyny występować będą ci, którzy są w danym momencie w najwyższej formie.

Niedawno miałem okazję rozmawiać z Karolem Kłosem, który pochodzi z Warszawy i urządza sobie nawet teraz mieszkanie w stolicy. Pytałem go, czy chciałby wrócić do Warszawy jako zawodowy siatkarz, czy byłby zainteresowany grą w zespole Onico, będącym kontynuacją Politechniki, w której już kiedyś występował. Kłos odpowiedział wtedy: mam jeszcze rok kontraktu w Bełchatowie. Ale myślę, że fajnie by było grać w domu. Jeżeli oni by mnie chcieli, czemu nie. Mam teraz mieszkanie na Solcu. Blisko z niego na Towar (śmiech). To byłabyś świetna perspektywa dla mnie, ale także dla mojej żony. Dla rodziny, dla znajomych. Zaliczam w Bełchatowie już ósmy sezon, ale większość znajomych mam w stolicy. Czy jest szansa, by w przyszłości Karol Kłos dołączył do Waszej drużyny?

To bardzo miłe, co powiedział. Wszystko zależy od oferty, od podejścia obu stron. Oczywiście życzyłbym sobie, żeby w Onico Warszawa występowali najlepsi zawodnicy. Ale to też wiąże się z drugą stroną, z jej oczekiwaniami finansowymi. Budżet nie jest z gumy. Znam Karola, bardzo go lubię i szanuję. To fantastyczny człowiek, bardzo dobry siatkarz. Nasze drzwi są dla niego otwarte.  Jeżeli tylko obydwie strony się dogadają, to nie widzę żadnych przeszkód w tym względzie.

Karol Kłos ma też do dziś świetne relacje z trenerem Antigą. A jakie Pan ma stosunki z francuskim trenerem? Jeszcze niedawno powoływał on Pana do szerokiej kadry reprezentacji Polski. Pamiętam też, że chciał Pan bardzo zagrać w Final Six Ligi Światowej w Krakowie w 2016 roku, żeby tym występem zakończyć karierę reprezentacyjną. Ale Antiga nie dał Panu na to szansy.

Bardzo szanuje Stephane’a jako zawodnika i trenera. Miałem okazję z nim grać w Skrze Bełchatów i do dzisiaj uważam, że był on jednym z niewielu graczy na takim poziomie, z którym miałem przyjemność występować na boisku. Oczywiście nie chce nikogo tym obrażać, ale Stephane jako siatkarz naprawdę bardzo mi imponował. Historie z czasów współpracy w reprezentacji dawno już zostały wyjaśnione. Z resztą nie jestem też osobą, która wraca do przeszłości. Staram się raczej patrzeć na to, co przed nami. Jesteśmy ze Stephane’m w jednej drużynie i chcemy iść w tym samym kierunku.

Ruszył sezon reprezentacyjny. Nowy selekcjoner Vital Heynen powołał z Onico na Ligę Narodów Damiana Wojtaszka, Jana Nowakowskiego i Bartosza Kwolka. Ostatni z tej trójki, to Pana Zdaniem jak duży talent?

Ogromny.

A czy Kwolek może być niebawem podstawowym zawodnikiem polskiej kadry?

Na każdego przychodzi czas. Pamiętam, jak obserwowałem początki kariery Michała Kubiaka. Obecnie jest podporą naszej reprezentacji, kapitanem. Osobą, która czuje odpowiedzialność za drużynę narodową. Michał przez wiele lat czekał na moment, w którym teraz się znalazł. To nie tak, że zaczął trenować siatkówkę i od razu osiągał wielkie sukcesy. Przy okazji warto dodać, że on też grał w Politechnice Warszawskiej.

Moim celem nie jest to, by porównywać Kwolka do Kubiaka. Nie o to chodzi. Ale każdy ma swój sposób na karierę, swoją drogę. I ta droga bardzo często wymaga czasu. Dla niektórych, tych z odrobiną szczęścia, mniej. A dla innych więcej. Uważam, że Bartek ma duże predyspozycje do tego, by być klasowym zawodnikiem. Niemniej jednak musi jeszcze bardzo dużo pracować. Jest ambitny i cierpliwy. Dużo też przeszedł w swoim sportowym życiu. Jestem przekonany, że po otrzymaniu powołania do drużyny narodowej nie spocznie na laurach, tylko będzie chciał być trzonem kadry. Wierzę, że to dla niego tylko kwestia czasu, by być tak topowym zawodnikiem, jak choćby Michał Kubiak.

Jak już mówiliśmy, wraca moda na siatkówkę w stolicy. Ale w całej Polsce już niekoniecznie. Zdaniem wielu dyscyplina ta ma w naszym kraju obecnie problem z zaangażowaniem ze strony kibiców. Zgodzi się Pan z taką diagnozą? Jak temu zaradzić?

Sukces polskiej siatkówki, mówię o całości – o kibicach, o kadrze, o lidze, o klubach – zawsze budowały sukcesy reprezentacyjne. Począwszy od 2006 roku, gdy rozwiązaliśmy worek z medalami, aż po mistrzostwa świata sprzed czterech lat. Te osiągnięcia napędzały całą koniunkturę siatkarską w postaci fanów, sponsorów, partnerów. I wydaje mi się, że brak tego sukcesu reprezentacyjnego w ostatnim czasie spowodował, że faktycznie to zainteresowanie dyscypliną nieco spadło.

Ale tak jest w każdym sporcie. Jeżeli cofniemy się daleko w przeszłość, to zastanówmy się, jaki procent Polaków tak mocno interesował się skokami narciarskimi przed erą Adama Małyszem? Przed nim wspominaliśmy tylko skok Wojciecha Fortuny. A zobaczmy co się teraz dzieje na skoczniach. Popularność skoków udało się podtrzymać dzięki zwycięstwom Kamila Stocha i całej drużyny. Każdy sukces reprezentanta Polski, który walczy na arenie międzynarodowej, buduje kibica. Bo my jako fani chcemy się z nim utożsamiać. Dlatego na pewno są nam potrzebne kolejne osiągnięcia w siatkówce reprezentacyjnej. Ale z drugiej strony, wydaje mi się, że tych sukcesów naszych siatkarzy było w ostatnich latach tak wiele, że jeszcze starczyć tego paliwa, aby siatkówka była przez wiele lat popularna w Polsce.

Mistrzem kraju została Skra Bełchatów, która odzyskała tytuł od Zaksy Kędzierzyn-Koźle. Było to dla Pana zaskoczenie?

Grałem w przeszłości w obu drużynach, więc nie wiedziałem za kogo trzymać kciuki. Mecze finałowe były bardzo ciekawe, aczkolwiek jeszcze bardziej ekscytujące były półfinały. Naprawdę chylę czoło przed gdańszczanami i olsztynianami, bo stworzyli fantastyczne widowiska. Gratuluje także bełchatowianom za powrót na mistrzowski tron. Miałem przyjemność występować w Bełchatowie w czasach, gdy systematyczność zdobywania mistrzostw Polski przez Skrę była duża. Gdy tam wtedy grałem, wywalczaliśmy szósty i siódmy tytuł z rzędu. Wiem jakie ma Skra podejście do budowania zespołu. Na pewno jest wzorcem dla innych klubów, jak można się rozwijać krok po kroku.

Także dla Was, dla Onico?

Myślę, że dla większości klubów. Oczywiście Zaksa, Asseco czy Trefl, a nawet my, mamy już swoje własne wizje budowy drużyny. Ale te podstawy na pewno każdy podpatrywał od Skry. Bełchatowianie jako pierwsi wykonali duży skok jakościowy, jeżeli chodzi o marketing, o podejście do budowania wielkiego sukcesu.

W Skrze swoją kolejną młodość przeżywa Mariusz Wlazły, którego zna Pan bardzo dobrze. Jak on to robi, że przez tyle lat potrafi być w tak wysokiej formie?

Znam Mariusza i będę to powtarzał – z resztą myślę, że on ma tego świadomość – że tacy zawodnicy, jak Mariusz Wlazły, nie rodzą się codziennie. Ogromny talent, podparty niesamowitą dynamiką, siłą. Zawsze podziwiałem go na treningach, w meczach. To niesamowite, ile on już sezonów z rzędu gra na bardzo wysokim poziomie. W dalszym ciągu, gdy idzie na zagrywkę, to zespół przyjmujący musi podchodzić do niej z dużą uwagą. Czapki z głów dla Mariusza i trzymam za niego kciuki, by był w takiej formie jak najdłużej.

Czy Pana zdaniem obecna formuła rozgrywek PlusLigi jest dobra? Bo różne są opinie na ten temat.

Byłbym pewnie trochę prześmiewczo zrozumiany, gdybym powiedział, że fajnie by było, gdyby to ósemka drużyn występowała w play-off, bo w ostatnim sezonie to właśnie nam niewiele zabrakło do gry w fazie pucharowej. Ale patrząc czysto sportowo na ten system, to myślę, że jest on bardzo sprawiedliwy. To, że do play-off awansuje sześć pierwszych ekip, a dwie pierwsze po sezonie zasadniczym od razu trafiają do półfinału. Jesteśmy przed zebraniem zarządu ligi i pewnie takie tematy będą tam poruszane. Nie wiem czy będą jakieś drastyczne zmiany. W mojej ocenie ten system nie jest zły.

Rozmawiał: Dominik Senkowski