Mistrzowie Polski na dobre przełamią Rosę?

  • Redakcja

W półfinale Energa Basket Ligi jest już BM Slam Stal Ostrów oraz Polski Cukier Toruń. W 1/2 finału zagra także na pewno Anwil. Włocławianie czekają na zwycięzcę z pary Stelmet – Rosa. Czy mistrzowie kraju już po dzisiejszym spotkaniu w Radomiu doszlusują do koszykarzy trenera Igora Milicicia?

Szkoleniowiec zielonogórzan Andrej Urlep w dwóch pierwszych starciach wyrwał sobie resztkę włosów z głowy. Czemu? Po pierwsze, znany jest, mimo upływu lat, z wybuchowego charakteru. Po drugie, jego koszykarze dali mu do tego wiele powodów. Głównie przez wielką nieporadność w grze obronnej, co nie powinno się zdarzać pod wodzą słoweńskiego trenera. A już zwłaszcza w zielonogórskiej hali.

Strata aż 97 „oczek” przed własną publicznością, w tym 30 w ostatniej kwarcie, nie mogła podobać się sympatykom najlepszej koszykarskiej drużyny ostatnich lat. Wynik gospodarzom uratował, jak zwykle w obecnym sezonie, środkowy Vladimir Dragicević, a także celne trójki pod koniec. Mimo to, niesmak po wymęczonym zwycięstwie pozostał.

Jeśli niezbyt przyjemnie było po pierwszym spotkaniu, to co musiało być po pojedynku nr 2. Po czterech kwartach na tablicy wyników był… remis po 79. W Rosie brylował zwłaszcza Amerykanin Ryan Harrow, który jednak pod koniec regulaminowego czasu gry doznał kontuzji dłoni. Do dogrywki gości doprowadziła celna dobitka Igora Zajcewa:

W dodatkowej części absolutnie nie do zatrzymania był A.J English. Co ciekawe, rozgrywający był do tego momentu raczej niewidoczny. Odpalił w kluczowej partii, rzucając aż 10 z 15 punktów swojej drużyny. Rosa sensacyjnie wygrała w Zielonej Górze 94:86, choć Stelmet w całym spotkaniu musiał radzić sobie bez narzekającego na niegroźny uraz łydki Jamesa Florence’a. Poza tym, fatalnie dysponowany strzelecko był Martynas Gecevicius. Litwin trafił tylko raz (na 9 prób) za trzy i spudłował aż trzy z czterech rzutów osobistych.

„Cieszymy się ogromnie z naszego triumfu, bo już wiemy, że będą dwa mecze w Radomiu. Gratuluję swoim zawodnikom wiary, walki i zaangażowania. Byliśmy dzisiaj lepszym zespołem, choć nie uniknęliśmy błędów. Ale nie będę narzekał. Wygrać na tym terenie w play-offach to wielka rzecz. Jest jednak tylko 1-1. Wszyscy znamy potencjał Stelmetu. Musimy być bardzo skoncentrowani, by wygrać mecze w Radomiu i zagrać dalej” – powiedział trener Rosy, Wojciech Kamiński (plk.pl).

Tej koncentracji najwyraźniej zabrakło w starciu nr 3. Nie tylko zresztą tego, bo i punktów lidera Ryana Harrowa.

Stelmet jednak znowu nie przypominał swojej wersji z najlepszych meczów. Tym razem w ataku, o czym świadczyło zdobycie zaledwie 10 i 8 punktów w – odpowiednio – drugiej i trzeciej kwarcie spotkania w Radomiu. Mimo tak kiepskiej ofensywy, zawodnicy Urlepa pokazali charakter w ostatniej części. A swoje nieprzeciętne umiejętności, po poprzednim fatalnym występie, objawił wreszcie Gecevicius, dzięki któremu Stelmet wyszedł na 10-punktowe prowadzenie, którego już nie oddał.

W Rosie zabrakło dobrej dyspozycji kontuzjowanego Harrowa, nie zabłyszczał English. Pozostali gracze także mieli spore problemy z twardą, zielonogórską obroną. W pierwszej połowie robił, co mógł Michał Sokołowski…

…ale nie wystarczyło to do pokonania mistrzów Polski. Czy Stelmet potwierdzi swoją klasę i dzisiaj na dobre rozprawi się z ekipą z Radomia? forBET daje minimalnie więcej szans zielonogórzanom (1.85 za ich zwycięstwo), niż gospodarzom (2.00).