Finał Energa Basket Ligi Kobiet: CCC kontra…?

  • Redakcja

Wiadomo już, że w decydujących o mistrzostwie Polski spotkaniach zagrają polkowiczanki. Nie wiadomo tylko, z kim. Stojące na progu odpadnięcia z rywalizacji Artego doprowadziło właśnie do remisu w rywalizacji z aktualnymi jeszcze mistrzyniami: Ślęzą Wrocław.

Koszykarki trenera Tomasza Herkta już drugi raz podczas tegorocznych play-offów w ostatniej chwili uciekają spod topora. W ćwierćfinale ligi odpadły niemal z ósmym po rundzie zasadniczej Basketem Gdynia. Dopiero piąty ostatni mecz zdecydował, że bydgoszczanki awansowały do półfinału. I tutaj znowu zaczęły się schody, tym razem przeciwko Ślęzie.

Artego nadspodziewanie łatwo pozbyło się autu swojego parkietu. Porażki u siebie 70:80 i 57:61 sprawiły, że po dwóch meczach widmo odpadnięcia z gry o finał nabrało bardzo realnego kształtu.

Herkt zdołał wykrzesać ze swojego maksimum ambicji. W spotkaniu numer 3 jednak na 43 sekundy przed końcem celnym rzutem za trzy popisała się Agnieszka Kaczmarczyk, dzięki czemu Ślęza zniwelowała stratę do 4 „oczek”. Chwilę później skuteczną akcję przeprowadziła Denesha Stallworth, stało się więc jasne, że bydgoszczanki zostają w grze. Oprócza Stallworth formą błysnęła także Agnieszka Szott-Hejmej, która przy swoim nazwisku zapisała 15 punktów, grając na świetnej ponad 70-procentowej skuteczności rzutów z gry.

„Gratulacje dla zespołu z Bydgoszczy. Artego dzisiaj od początku meczu miało zdecydowanie lepszą energię niż my. Grali bardzo agresywnie i skutecznie w defensywie. My w to spotkanie weszliśmy z myślą, że cały czas mamy 2-0. W play-offach to nic nie daje. Aby awansować do następnej rundy, trzeba trzech zwycięstw. My w całym meczu próbowaliśmy znaleźć rytm, ale było nam ciężko. Widać to po stratach punktowych w poszczególnych kwartach. Nie wybroniliśmy żadnej kwarty na mniej niż 20 punktów. Ciężko myśleć o zwycięstwie w takim spotkaniu. Powróciliśmy z 16-punktowej straty do zaledwie czterech punktów,ale przespaliśmy pierwszą połowę. Musimy zapomnieć o dzisiejszym spotkaniu i wyjść jutro na boisko zmotywowani, przygotowani do zawodów. Ciągle jesteśmy krok do przodu, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Potrzebujemy jeszcze jednego zwycięstwa” – powiedział trener wrocławianek Arkadiusz Rusin (basketligakobiet.pl)

Wczorajszy pojedynek, zakończony sukcesem bydgoszczanek 67 do 61, miał dość dramatyczny przebieg. Zawiodła tym razem liderka Artego, Julie McBride. Na swoim dobrym, równym poziomie zagrała jednak Stallworth, a po wcześniejszej „trójce” Elżbiety Międzik   i punktach Dragany Stanković, zawodniczki Herkta wyszły na minimalne prowadzenie 60:59, którego jak się rychło okazało, już nie oddały. Piąty, decydujący mecz ze Ślęzą odbędzie się 22 kwietnia w Bydgoszczy.

Cztery dni później zacznie się już rozgrywka finałowa. Od środy zaś na swoje rywalki czeka zespół, prowadzony przez Marosa Kovacika. CCC Polkowice przeczołgały się po Wiśle CanPack w iście ekspresowym tempie. Imponowały przy tym niezwykle skuteczną grą w obronie – w żadnym z trzech meczów nie pozwoliły krakowiankom na zdobycie więcej niż 59 punktów.

W dwóch pierwszych spotkaniach CCC do triumfu poprowadził duet Temitope Fagbenle-Weronika Gajda. Środkowa z Wielkiej Brytanii kolejny raz w tym sezonie udowodniła, że jest wszechstronną koszykarką z kapitalnie ułożoną ręką. Gajda zaś w pierwszym spotkaniu trzy razy odpaliła swą największą broń – celne rzuty zza łuku. I choć w drugim meczu nie trafiła ani razu, to jednak zdołała rzucić Wiśle 12 „oczek”. Duet ten dostał solidne wsparcie od skrzydłowej Alyshii Clark.

Zawodniczki CCC przystąpią do finałowej rozgrywki bardziej wypoczęte. Z drugiej strony, koszykarki Ślęzy lub Artego nie będą miały zbyt wiele czasu na motywowanie się w kierunku zdobycia złotych medali. Do finału EBLK przystąpią „z marszu”. Która, wymuszona półfinałami, strategia przyniesie upragniony tytuł?