Kapitalny początek Polaków na Euro

Amp Futbol

We wspaniałym stylu reprezentacja Polski w AMP Futbolu rozpoczęła swoją przygodę z Mistrzostwami Europy we francuskim Evian. Biało-Czerwoni rozbili Grecję 7:0.

Zgodnie z oczekiwaniami od samego początku Polacy przejęli kontrolę nad spotkaniem, choć na pierwszego gola musieliśmy trochę poczekać. W 3. minucie niezłą szansę miał Jakub Kożuch, który jednak wolał podawać do Kamila Grygiela zamiast strzelać i piłka przeszła obok greckiej bramki. Chwilę później dośrodkowywał Bartosz Łastowski, ale Grygiel nie zdołał tego zamknąć. W ósmej minucie było już naprawdę blisko, gdy Georgos Lazaridis wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Łastowskiego.

W 9. minucie Grygiel uderzył sprzed pola karnego w słupek, ale już w 12. cieszył się z pierwszej bramki. Gracz Wisły Kraków kapitalnie podbił sobie piłkę przy linii bocznej mijając greckiego obrońcę, a następnie strzałem z ostrego kąta pokonał Alexandrosa Ydraiosa. 

Trener Dmytro Kameko chwilę później sięgnął po zmiany. Na boisku pojawili się m.in. Kamil Rosiek, Marcin Oleksy oraz Dominik Abramczyk. Ale napór polskiego zespołu nie ustawał. W 16. minucie Biało-Czerwoni mieli rzut karny po zagraniu kulą Lazaridisa, ale Oleksy strzelił prosto w Ydraiosa. 

Pierwsze poważne zagrożenie ze strony Greków to 22. minuta i rzut wolny z okolic koła środkowego. Po strzale Lazarosa Marigkosa piłka wyleciała na rzut rożny. Po wznowieniu z narożnika Marigkos musnął piłkę, ale nie na tyle, by skierować ją do bramki strzeżonej przez Łukasza Miśkiewicza. Jednak w samej końcówce pierwszej połowy Polacy podwyższyli prowadzenie. Kamil Grygiel przechwycił piłkę na połowie boiska i po przebyciu z nią kilku metrów uderzył sprzed pola karnego nie do obrony dla bramkarza reprezentacji Grecji.

Po przerwie Polacy dalej mieli przewagę i potrafili ją udokumentować. W 31. minucie po mocnym strzale Dominika Abramczyka piłka odbiła się od słupka, ale niecałe 120 sekund później już wpadła do siatki po uderzeniu Krystiana Kapłona z narożnika pola karnego. 

Grecy byli już rozbici, koncentrowali się na defensywie, ale i tak Biało-Czerwoni nie mieli dla nich litości. W 39. minucie Bieńkowski zakręcił obrońcami na przedpolu, a następnie zagrał do Jakuba Kożucha, który przelobował Ydraiosa. Kolejne sześć minut później było już 5:0. Tym razem to Kożuch odwdzięczył się Bieńkowskiemu Choć pierwotnie wyglądało to jak strzał z dystansu Kożucha, piłka odbiła się od Bieńkowskiego i wpadła do bramki reprezentacji Grecji.

- Mieliśmy zagrać coś innego niż ćwiczyliśmy, trener kazał nam zagrać na spontanie. Ten cel osiągnięty – jest pokaźna wygrana. Pod koniec Grecy nie mieli już chyba chęci do gry. Mam nadzieję, że utrzymamy tempo w kolejnych meczach, które sami musimy sobie narzucać – ocenił Dominik Abramczyk.

A o tym, że zespół trenera Dmytro Kameko potrafi uderzać także z daleka, świadczy gol na 6:0 z 50’ minuty. Bezpośrednio z rzutu wolnego huknął po ziemi Krystian Kapłon, a piłka zatrzymała się dopiero w siatce. Po kolejnych dwóch minutach Polska miała jeszcze jeden rzut wolny. Tym razem wykonywał go Rafał Bieńkowski, który wyłożył piłkę Kapłonowi, a ten skompletował hat-tricka i ustalił wynik meczu na 7:0.

- Pierwsze koty za płoty. Znaliśmy rywala, znaliśmy swoje możliwości. Wynik mówi sam za siebie. Pokazaliśmy swoją siłę i myślę, że rywale nie oglądając, patrząc na wynik podejdą do nas z jeszcze większym respektem, a my to wykorzystamy – komentował na gorąco Bartosz Łastowski.

W drugim dzisiejszym meczu grupy D Niemcy pokonali Szkocję 5:0.

 

Zdjęcie: materiał prasowy


Udostępnij ten artykuł na swoim profilu:

Artykuły powiązane