Jesteśmy w półfinale Mistrzostw Europy

AMP Futbol

Reprezentacja Polski pokonała Irlandię 3:0 w ćwierćfinale Mistrzostw Europy w ampfutbolu. To był niezwykle trudny mecz, ale jakże ważny i przede wszystkim zwycięski. O finał zagramy z Turcją!

- Nie wydaje mi się, żebyśmy się bali kogokolwiek. Poprawiamy błędy na bieżąco i szybko wyciągamy wnioski. Choćby w pierwszej połowie z Niemcami nie zagraliśmy jak chcieliśmy, ale w drugiej poprawiliśmy to. I tak, mam nadzieję, będzie w każdym spotkaniu. Wydaje mi się, że nadal w tej chwili jest trzech pretendentów, którzy mogą dojść do finału - my, Turcja i Anglia. Całkiem dobrze rozumieją się też Hiszpanie. Ale gorąco liczę, że to my będziemy w finale - zapowiadał Krystian Kapłon.

Turcja, która broni tytułu mistrzowskiego zdobytego przed czterema laty w Krakowie, w pierwszym czwartkowym meczu 1/4 finału pokonała Niemców aż 11:0 już czekała w półfinale na zwycięzcę tego ćwierćfinału. W parze polsko-irlandzkiej to Biało-Czerwoni byli faworytami, ale - szczególnie w pierwszej połowie - trudno było im z tej roli się wywiązać.

A okazje ku temu jak najbardziej były. Nasza kadra prowadziła grę, była częściej przy piłce, ale nie potrafiła tego przekuć na gole. W 10. minucie niezły strzał sprzed pola karnego oddał Bartosz Łastowski, lecz jego strzał obronił bramkarz rywali. Kilkadziesiąt sekund później powinno być 1:0 dla Polski, ale nie było. Krzysztof Wrona znakomicie wyłożył piłkę Marcinowi Oleksemu, który jednak się pomylił z kilku metrów.

- Od początku nie mogliśmy złapać rytmu gry, ale z kolejnymi minutami na boisku zaczęliśmy kontrolować mecz. Mogłem otworzyć spotkanie w doskonałej okazji, ale pękła mi kula i straciłem równowagę. Takie mecze są nam potrzebne, żebyśmy się jeszcze ze sobą otrzaskali – przyznał Oleksy po spotkaniu.

W 15. minucie z ostrego kąta po ziemi uderzył Kapłon, ale i tu James Conroy odpowiednio zabezpieczył irlandzką bramkę. Sześć minut później Kapłon podał w pole karne do Krzysztofa Wrony, któremu zabrakło centymetrów, by sięgnąć piłkę. Irlandczycy szukali swoich okazji głównie po stałych fragmentach gry, lecz ich strzały były blokowane przez naszych reprezentantów.

Jednak ledwie kilkanaście sekund po przerwie Polacy znaleźli drogę do bramki rywali. Błyskawiczna akcja prawą stroną, zagranie w pole karne do Bartosza Łastowskiego, który ściągnął na siebie uwagę obrońców, po czym uruchomił podaniem Kamila Grygiela i to on otworzył wynik tego spotkania w 26. minucie.

Przeciwnicy musieli się nieco odkryć i zaryzykować. W 36. minucie niezły strzał z rzutu wolnego oddał Kevan O'Rourke. Piłka leciała w światło polskiej bramki, ale do niej nie wpadła dzięki interwencji Łukasza Miśkiewicza. Z kolei w 41. minucie polska drużyna wykorzystała błąd obrony oponentów - a konkretnie Rafał Bieńkowski, któremu omyłkowo z pola karnego piłkę podał bramkarz James Conroy. Powracający po 7 latach na duży turniej Bieńkowski znalazł się w sytuacji sam na sam, którą zamienił na bramkę.

A na koniec jeszcze reprezentacja Polski przypieczętowała zwycięstwo trzecią bramką po bardzo ładnej, zespołowej akcji. Asystę zaliczył Bartosz Łastowski, piłkę przepuścił Jakub Kożuch, a do siatki trafił Marcin Oleksy.

- Rywal był lepszy w porównaniu do tych, których mieliśmy w grupie. Trochę ciążyła na nas rola faworyta, ale chłopaki trzymali się konsekwentnie planu, dzięki czemu wygraliśmy dość pewnie. Z Turcją faworytami już nie będziemy, ale to może da chłopakom nieco więcej luzu, by pokazali jeszcze więcej swojej jakości – skomentował na gorąco po meczu trener Dmytro Kameko.

Półfinał z reprezentacją Turcji Polacy rozegrają o godzinie 15:30 w piątek, 7 czerwca. 

 

Zdjęcie: materiały prasowe


Udostępnij ten artykuł na swoim profilu:

Artykuły powiązane