Piątek wreszcie ma Trenera. Czy teraz starczy mu cierpliwości?

Bruno Labbadia zaliczył najlepszy trenerski start w historii Herthy Berlin, a komentatorzy i eksperci nie szczędzą pochwał w kierunku 54-latka. Można śmiało ogłosić: na szkoleniowca tej klasy Krzysztof Piątek czekał od długiego czasu – teraz w końcu będzie miał okazję, by pokazać w pełni swoje snajperskie możliwości! No, prawie… 

Giampaolo, Pioli, Klinsmann, Nouri… Pod wodzą tych czterech szkoleniowców zdążył zagrać tylko w tym sezonie napastnik z Dzierżoniowa i za każdym razem do trenerskiej roboty uwag było wiele. Zarówno Milanowi, jak i berlińczykom, zarzucano toporną, pozbawioną kreatywności grę, na czym cierpieć miał snajperski nos Piątka, w wielu meczach pozbawionego okazji do zdobycia gola. I choć z każdym kolejnym miesiącem spadek formy rodaka był coraz bardziej oczywisty, niezmiennie wierzyliśmy: Trener przez duże „T” jest w stanie zmienić wszystko.

W gruncie rzeczy, nie myliliśmy się. Bruno Labbadia w istocie zmienił Herthę nie do poznania. Zespół z Olympiastadion pokazuje dziś zupełnie inny futbol niż ten, do którego przyzwyczaił kibiców: gra płynnie, szuka kreatywnych rozwiązań, umiejętnie wykorzystuje atuty poszczególnych graczy. W piątkowy wieczór w derbach miasta z Unionem skończyło się 4-0 dla gospodarzy, ale gdyby nie interwencje Rafała Gikiewicza Hertha mogłaby zaaplikować rywalom nawet siedem bramek.

Szkopuł oczywiście w tym, że jedna z podstawowych zmian, jaka zaszła w drużynie, objęła 24-latka znad Odry. Personalnie to zresztą jedyna korekta dokonana przez Labbadię, w pozostałym zakresie wybory nowego trenera nie są zaskoczeniem. Ofiarą jest „Pio”, beneficjentem – genialny 35-latek Vedad Ibisević. Bośniak  przed tygodniem zdobył bramkę przeciwko Hoffenheim, w derbach z Unionem dopisał przy swoim nazwisku kolejne trafienie i dwie asysty, a przy lepszej skuteczności kolegów liczby te mogłyby być jeszcze bardziej okazałe. – Gra znów sprawia mi ogromną radość. Czuję się świetnie. Fizycznie jestem gotowy. Zespół bardzo mi pomaga każdego dnia. Jestem bardzo zadowolony z tego występu, ale cieszę się również z gry całego zespołu – ocenił po meczu doświadczony snajper.

Wspaniała forma Ibisevicia to kij o dwóch końcach, co Piątek powinien mieć z tyłu głowy. Z pozoru, nie ma powodów do zadowolenia: konkurent do gry w pierwszym składzie gra jak z nut, wyrósł z dnia na dzień na czołową postać w zespole i nie ma powodów by sądzić, że w najbliższym czasie odda miejsce w pierwszej jedenastce. Hertha gra bowiem obecnie jednym napastnikiem, co okazuje się sprawdzać doskonale. To jedna strona medalu, druga ma dużo bardziej pozytywny wydźwięk.

Przykład Ibisevica – zresztą nie tylko jego, to samo dotyczy choćby Matheusa Cunhi – pokazuje, jak klasowym szkoleniowcem jest Labbadia i jak wiele potrafi wycisnąć ze swoich podopiecznych. Bośniacki napastnik wydawał się już przecież być jedną nogą na piłkarskiej emeryturze, szczególnie gdy został odstawiony przez Klinsmanna, a następnie jego następcę Nouriego na całkowity margines, a w międzyczasie na jego pozycję sprowadzono Piątka. Dość powiedzieć, że od początku roku do momentu zawieszenia rozgrywek w marcu rozegrał ledwie 37 minut w lidze…

Skoro Labbadii udało się wyciągnąć sędziwego Bośniaka na szczyty jego możliwości, to samo zapewne jest możliwe w przypadku „El Pistolero”. Teraz potrzebna jest jednak ciężka praca na treningach i cierpliwe czekanie na swoją szansę – ta na pewno przyjdzie, w końcu wydolność 35-letniego napastnika jest ograniczona. Czy Piątkowi wystarczy samodyscypliny i zawziętości? Od tego zależeć może, jak dalej potoczy się jego kariera…

Oglądasz Bundesligę? Obstaw najbliższe mecze na stronie forBET!