Jak w czasie zarazy pożegnać swoją legendę – uczy Athletic

Kurczę, to na pewno nie tak miało wyglądać. Czas pandemii COVID-19 storpedował wiele masowych wydarzeń sportowych, teraz, jak się okazało, dotknął także konkretnego piłkarza.

Artiz Aduriz – tego gościa zna każdy Bask. Jego nazwisko już wpisało się do annałów klubu specyficznego, klubu, który tworzą sami pobratymcy 39-letniego zawodnika: Athleticu Bilbao. Napastnik, wychowany przez szkółkę Antiguoko Kirol San Sebastian, przez niemal całą karierę był związany z ekipą „Lwów”. Oczywiście, grał także w koszulkach innych zespołów (np. Valladolid, Mallorki, Valencii), ale w sumie jego nazwisko będzie na zawsze kojarzone z Athletikiem, dla którego łącznie w 405 spotkaniach zdobył 172 gole.

Ale to tylko suche statystyki. Fanom zespołowi z Bilbao nie trzeba przypominać momentu, w którym Aduriz trzeci raz wrócił na „stare śmieci” – od 2012 roku zaskarbił sobie ogromną wdzięczność w kibicowskich sercach. Facet od tego momentu trafiał do siatki rywali z zaskakującą regularnością. Jego skuteczność zadziwiała, w końcu już wtedy liczył sobie 31 wiosen. Ale co tam metryka, Aduriz udowadniał, że nie ma ona dla niego wielkiego znaczenia: od sezonu 2012/13 przez 4 kolejne lata nie schodził poniżej wysoko wywindowanego poziomu. 14, 16, 18, 20 (miał wtedy 34 lata!), 16 – tyle goli zapisywał przy swoim nazwisku. Co więcej, walnie przyczyniał się do dobrych wyników Athletiku notowanych w Lidze Europy, której dwukrotnie był najlepszym strzelcem. W wieku 35 lat i 275 dni wpisał się także do historii kadry Hiszpanii, gdy jako jej najstarszy reprezentant pokonał golkipera rywali: miało to miejsce w eliminacjach do MŚ 2016 w spotkaniu przeciwko Macedonii.

Spadek formy przyszedł w sezonie 2017/18, bo tak zwyczajnie musiało być. W sierpniu 2019 roku zaś Aduriz poinformował, że właśnie zaczął swój ostatni etap kariery. Jej zwieńczeniem miał być tegoroczny finał Pucharu Króla przeciwko lokalnemu rywalowi, Realowi Sociedad, ale plany pokrzyżowała kontuzja Baska oraz, rzecz jasna, pandemia koronawirusa.

„Nie mogłem sobie nawet wymarzyć takiego pożegnania i tego wszystkiego, co mi się przydarzyło. Jako dziecko nie myślałem nawet, że uda mi się choćby jeden raz założyć koszulkę Athleticu. Jestem przytłoczony miłością, którą otrzymałem w ostatnich dniach. Nie czas jednak na smutek, ale na szczęście, ponieważ robiłem to, co lubiłem i co mi się bardzo podobało. Zaszedłem tak daleko” – wzruszony przyznał podczas mowy pożegnalnej na stadionie San Mames.

Bez cienia wątpliwości, zakończył karierę świetny napastnik, legendarny dla swojego klubu. Szkoda więc, że odbyło się to w czasie zarazy, a nie przy komplecie publiczności. Na pewno jednak samej ceremonii, w tak trudnym czasie, nie można było zorganizować lepiej, za co należą się klubowi z Bilbao duże słowa uznania.

Oglądasz Bundesligę? Obstaw najbliższe mecze na stronie forBET!