Jan, bądź w końcu następny

– Jan, wygląda na to, że jesteś następny – napisał Jon Jones, który od bardzo dawna jest na celowniku Jana Błachowicza. Bonesowi nie wyszły negocjacje z UFC w sprawie pojedynku w kategorii ciężkiej, więc Amerykanin chciałby skorzystać z opcji zapasowej. Z walki, która jest marzeniem wszystkich Polaków.

Napisałem kiedyś artykuł, że Jan Błachowicz ma wszystko, by być idolem wszystkich ludzi mieszkających nad Wisłą (TU). Cieszyński Książe to sportowiec najpierw zdobył serca polskich kibiców zostając mistrzem KSW i królem dywizji półciężkiej. Nie chcąc jednak spocząć na laurach wybrał trudniejszą drogę, czyli podbijanie świata, zamiast osiedlić się w wygodnym dla siebie miejscu i zabawiać lokalną publikę. Błachowicz po kolejnych zwycięstwach nie zwariował, pozostał w dalszym ciągu tym samym człowiekiem, który skromnie mówił o sobie i swojej karierze. Przebieranie w rywalach? Z Polakiem UFC nie miało żadnych problemów. Czasami irytują mnie zawodnicy, którzy żonglują kolejnymi nazwiskami i dobierają łatwiejszych dla siebie wojowników. Błachowicz brał wszystko jak leci i wykosił konkurencję przed walką o pas. Teraz pozostaje tylko czekać, aż UFC da zielone światło. Nasz reprezentant jest gotów, by w końcu obiecana mu już dawno temu walka doszła do skutku.

Walka, o której zostało powiedziane już wszystko. Jon Jones to jedna z największych gwiazd UFC, a na pewno jeden z zawodników, którzy podczas całej swojej kariery sportowo zrobiło pod szyldem amerykańskiego giganta najwięcej. Bones to jednak gość, który często zmienia zdaje, wodzi za nos czołowych zawodników na świecie, z którymi jednego dnia chce walczyć, by kolejnego w ogóle nie brać tych samych nazwisk pod uwagę. Jones to ignorant, który sprawia wrażenie trudnego w obyciu i którego dość może mieć czasami sam Dana White. Tym razem mistrz dywizji do 93 kilogramów publicznie ogłosił, że jego rozmowy z UFC w sprawie przenosin do dywizji ciężkiej skończyły się fiaskiem, a poszło, jak zwykle zresztą w tego typu negocjacjach, o pieniądze, które nie zadowoliły Jonesa.

Stąd Jones być może jednak zdecyduje się na walkę z Błachowiczem, o której słyszymy od bardzo dawna, na którą aktualny mistrz wstępnie zgodził się już jakiś czas temu, a która… kompletnie może mu się nie opłacać. Polak jest na fali wznoszącej, w ciągu trzech ostatnich lat wygrał siedem pojedynków i tylko raz przegrał. Błachowicz wydaje się jak nikt z czołówki zdeterminowany, by wejść na szczyt i w końcu stawić czoło czempionowi, który od jakiegoś czasu był na horyzoncie, ale za każdym razem czegoś brakowało, aby w końcu do tej walki doszło. Do tego Błachowicz pewnie nie jest wymarzonym rywalem dla Jonesa pod kątem medialności, gdyż coraz słabszy sportowo Bones liczy na zastrzyki potężnej gotówki na ostatnim etapie kariery, a Polak nie jest gwarancją rekordów sprzedanych abonamentów PPV. Co Jones może zyskać pokonując Błachowicza? Nic, po prostu po raz kolejny obroni tytuł i zwycięży w pojedynku, w którym jest zdecydowanym faworytem. Nikt nie będzie mu klaskał, gdyż dokona tego, czego wszyscy od niego oczekują.

Błachowicz natomiast z żarem w oczach czeka na kolejne Tweety Jonesa i ma nadzieję, że to nie jest kolejne mydlenie oczu, a UFC weźmie go poważnie pod uwagę i w końcu dojdzie do tego pojedynku. Do walki naszych marzeń, o której zostało powiedziane już absolutnie wszystko. Która ma być zwieńczeniem krętej kariery Polaka i spełnieniem marzeń wszystkich naszych rodaków, którzy potrzebują wielkiego sukcesu swojego sportowego bohatera.

Jakub Borowicz

Kursy forBET na kolejne gale UFC można znaleźć na oficjalnej stronie bukmachera.