Był lepszy niż Messi i Ronaldo. Pakował 10 goli na mecz

21 maja to jakiś magiczny dzień. Wchodzimy rano na Twittera – 15. rocznica zdobycia przez Tomasza Adamka tytułu mistrza świata. Wchodzimy na Fejsa – 12 lat temu Manchester United sięgnął po triumf w Lidze Mistrzów pokonując Chelsea Londyn. Nie te wydarzenia zasługują najbardziej jednak na to, aby wspominać je z zapartym tchem. Chodził bowiem swego czasu po naszej planecie człowiek, który zapisał się w historii piłki nożnej. W księgach naszego futbolu na zawsze będzie poświęcona mu oddzielna karta.

Ernest Wilimowski, kojarzycie, prawda? Dziś przypomnimy tego o to piłkarza, który dokładnie 81 lat temu, 21 maja 1939 roku, w meczu Ruchu Chorzów z Union-Touring Łódź strzelił 10 goli, Tak, 10 goli! Jego ekipa pokonała gości aż 12:1.

Pan Ernest nie żyje już od 23 lat, a szkoda, bo z chęcią dzisiaj porozmawialibyśmy z nim i zapytalibyśmy się, jak czuje się będąc piłkarzem, którego stać było na bicie takich rekordów. Jasne, słyszeliśmy te wszystkie opowieści, że Ronaldinho grając z brazylijskiej lidze młodzieżowej strzelił 20 czy 30 goli, a Romario kopiąc na działce z synami śrubował kolejne rekordy, czym chwali się do dziś w każdym wywiadzie. Pewnie nie wszyscy wiedzą, ale Wilimowski był pierwszym (kto wie, może i do dziś jest jedynym) piłkarzem, który w meczu strzelił siedem, osiem, dziewięć i dziesięć goli. W 1938 roku podczas mundialu we Francji strzelił Brazylijczykom 4 gole (Polacy przegrali 5:6) i ten wynik był niedościgniony dla jakiegokolwiek gracza aż do 1994 roku.

Dziś żyjemy w czasach piłkarkich Bogów, czyli Messiego i Ronaldo, którzy biją w każdym sezonie wszystkie możliwe rekordy. Pamiętamy, jak Portugalczyk w sezonie 2010/2011 strzelił 41 goli, co było rekordem w klasyfikacji najlepszych snajperów, a rok później Argentyńczyk zdobył 50 bramek, czym zakasował konkurencję. I oczywiście pamiętamy wybitnych piłkarzy, którzy dominowali przed tą erą, ale za każdym razem ich osiągnięcia są niczym w porównaniu do duetu obecnych mistrzów.

Rekordy i osiągnięcia Wilimowskiego jednak, mimo że przez współczesnych futbolowych ignorantów traktowane z przymrużeniem oka, są czymś, czego brakuje nawet Messiemu i Ronaldo. Jasne, to były inne czasy i dziś średniej klasy piłkarz byłby drużynie potrzebny zdecydowanie bardziej niż Wilimowski w najlepszej dyspozycji, ale posługujmy się tylko liczbami –  10 goli! Wcześniej również wiele znakomitych trafień, gdy piłka nożna dopiero wchodziła na salony. Gdy nie była jeszcze tym sportem, który oglądamy niemalże każdego dnia z zapartym tchem.

Dziś dzień szczególny, który przypomina o wielkim piłkarzu, Erneście Wilimowskim. Kojarzycie innego grajka, który w jednym meczu strzelił 10 goli?

Fot. Polityka.pl

Dzisiejsze ligi piłkarskie i zmagania weekendowe obstawisz na stronie forBET!