Watford odmawia treningów. Strach „przed śmiercią” czy przed spadkiem?

Po komunikacie Premier League informującym o sześciu zakażeniach koronawirusem wśród przebadanych piłkarzy i członków sztabów, głos zabrali sternicy Watfordu. Klub z przedmieść Londynu informuje, że połowa spośród zainfekowanych została wykryta właśnie na Vicarage Road. W konsekwencji, zawodnicy odmówili udziału w treningach, podpisując się pod narracją przyjętą przez trenera Nigela Pearsona jeszcze przed ogłoszeniem wyników badań.

– Z moralnego punktu widzenia nierozsądne jest sugerowanie, że piłkarze są zobowiązani do poprawy samopoczucia narodu. Przymyka się oko na ryzyko śmierci – grzmiał szkoleniowiec Szerszeni już w ubiegłym tygodniu. Opiekunowi wtórował doświadczony golkiper Ben Foster. – Nie możesz ryzykować ludzkiego zdrowia dla grania w piłkę – wskazywał 37-latek, cytowany przez angielską prasę. Z żadnego innego klubu nie płynęły tak mocne i powszechne głosy sprzeciwu wobec wznowienia rywalizacji w Premier League.

W niedzielę i poniedziałek w klubach angielskiej elity odbyły się testy na obecność patogenu COVID-19. Przez ten czas przebadano łącznie 748 osób, a grupę sześciu zakażonych, którzy otrzymali wynik pozytywny, wysłano na siedmiodniową izolację. Personaliów oficjalnie nie ujawniono, ale z informacji przekazanych przez Watford wynika, że koronawirusa wykryto u jednego gracza (Adrian Marriapa w ciągu dnia przyznał się do otrzymania pozytywnego wyniku) oraz dwóch członków personelu The Hornets. Efektem tego, w środowe przedpołudnie w gruchnęła wieść: piłkarze 17 zespołu tabeli Premier League odmawiają powrotu do treningów! Te natomiast, zgodnie z podjętymi na najwyższym szczeblu decyzjami, mogą być wznowione od dziś włącznie.

Pierwszym buntownikiem okazał się weteran Szerszeni Troy Deeney, za 31-latkiem poszli koledzy i jak donosi „The Athletic”, wspólnie mieli odmówić udziału w dzisiejszych ćwiczeniach. W normalnych warunkach postawa ta nie wzbudziłaby zapewne wielkich kontrowersji, ale z uwagi na komunikaty płynące już wcześniej ze strony przedstawicieli klubu, wokół sprawy piętrzą się wątpliwości.

Warto bowiem przypomnieć, że Watford w momencie zawieszenia rozgrywek był na ostatnim bezpiecznym miejscu w tabeli, ledwie punkt nad kreską. Co więcej, 19. w zestawieniu Aston Villa ma do rozegrania zaległy mecz i jeśli wygrałaby u siebie spotkanie z Sheffield United, zepchnęłaby drużynę Nigela Pearsona do strefy spadkowej. Wniosek jest prosty: sytuacja piłkarzy grających na co dzień w żółto-czarnych strojach jest nie do pozazdroszczenia i jeśli rozgrywki zostaną wznowione, czeka ich bardzo trudna batalia o utrzymanie.

Tymczasem w przypadku przedwczesnego zakończenia sezonu Szerzenie niemal na pewno zdołałyby się utrzymać, szczególnie że przecież najbardziej realną opcją, rozważaną w Anglii na wypadek braku możliwości ukończenia kampanii 2019/20, jest rezygnacja ze spadków i awansów. Watford ma więc oczywisty interes w tym, by do rywalizacji nie wracać, czego symptomem mogły być pojawiające się w ostatnim czasie wypowiedzi trenera i piłkarzy. Odmowa treningów motywowana zakażeniem mocno przybliża klub do osiągnięcia „celu”.

Tak brzmi jedna teoria, nieprzychylna wobec The Hornets. Według drugiej na przedmieściach brytyjskiej stolicy zwyczajnie boją się o swoje zdrowie i to jest jedyny powód przyjętej przez piłkarzy i sztab postawy. Kolejne dni mogą dać nam wiele odpowiedzi i łatwiej będzie określić, po której stronie leży prawda (może też okazać się, że jak zwykle pośrodku). Niezależnie od tego, postawa Troy’a Deeney’a i jego kumpli to fatalna wiadomość dla wszystkich fanów Premier League – powrót do gry staje bowiem ponownie pod wielkim znakiem zapytania.

 

MM