Przedziwny wywiad Haalanda – dziennikarz nadal dochodzi do siebie (WIDEO)

O tym, że Erling Braut Haaland jest całkowicie skupiony na piłce i treningach, wiemy nie od dziś – mówi o tym każdy, kto miał styczność z utalentowanym napastnikiem. Nie wiedzieliśmy jednak, że koncentracja ta jest tak potężna, że nawet na pomeczowe wywiady Norweg nie chce tracić czasu. A może piłkarz po prostu nie był zachwycony poziomem pytań?

By móc wyrobić sobie opinii, na wstępie warto zobaczyć wideo, które w ciągu kilkunastu godzin zdążyło zyskać w mediach społecznościowych gigantyczną popularność. Po wspaniałym triumfie nad Schalke 4-0 (Haaland zdobył otwierającą bramkę dołożył asystę), bundesligowy reporter zaprosił napastnika Borussii przed kamery. Tam akcja przebiegała króciutko, przynajmniej z jednej strony:

Dziennikarz: Po ostatnim gwizdku podeszliście wraz z całą drużyną do południowej trybuny, „Zielonej Ściany”, która oczywiście była dzisiaj pusta. Dlaczego to zrobiliście?

Haaland: Dlaczego nie?

D: Czy to rodzaj wiadomości, którą chcieliście wysłać?

H; Tak.

D: Możesz nam powiedzieć co to za wiadomość?

H: Do fanów.

D: Fani są wszystkim dla ciebie i całej Borussii Dortmund?

H: Tak.

D: Dziękuje bardzo, z przyjemnością z tobą rozmawiałem.

H: …

Wywiad, nie ma co ukrywać, naprawdę osobliwy. Co tu dużo mówić, zawodnik wygląda jakby właśnie wrócił z urodzin kolegi zorganizowanych w jamajskim stylu. Ale przecież piłkarz chwilę wcześniej rozegrał świetny mecz, nie ma raczej mowy, by grał na wspomagaczach. Okej, gdyby jeszcze to BVB przegrało 0:4, nie bylibyśmy zaskoczeni takimi odpowiedziami załamanego piłkarza. Tu jednak sytuacja jest inna.

Z całą pewnością Haaland po prostu nie był zachwycony koniecznością udzielenia wywiadu. Może nie spodobały mu się pytania? Faktycznie, reporter zadawał je w taki sposób, że rozmówcy pozostawało lanie wody. Na przykład: „Tak, to była wiadomość dla naszych wspaniałych kibiców, nie ma ich dzisiaj z nami, ale czujemy ich obecność”, albo „Wiemy, że fani są z nami, nawet wtedy, kiedy ich nie ma.” Lub coś w ten deseń. Być może reporter mógł postarać się bardziej, choć z drugiej strony…

… po meczu albo w przerwie bardzo trudno jest zadać przenikliwe pytanie. Reporterzy przeważnie poruszają zagadnienia dotyczące boiskowych zdarzeń wierząc, że wśród frazesów i oczywistości płynących z ust rozmówcy-piłkarza znajdzie się chociaż jedna mniej oczywista myśl. Poza wszystkim zaś są w pracy i muszą zasuwać z mikrofonem niezależnie od tego, czy w głowie mają listę arcyciekawych kwestii do poruszenia, czy tylko klasyczne, ekstraklasowe: „Chyba nie tak to miało wyglądać w tej pierwszej połowie. Mieliście dominować, tymczasem…”. Jest jeszcze jeden aspekt, o którym warto pamiętać. Dziennikarz czasem nie potrzebuje szokującej odpowiedzi ze strony sportowca, wystarczy choćby frazes, jak ten o wspaniałych kibicach, by mieć już chwytliwy tytuł artykułu.

Wniosek: nawet jeśli zagadnienia poruszane przez reportera Bundesligi nie wzbudziły u Haalanda entuzjazmu, nie powinien on mieć do niego pretensji. Ostatecznie człowiek ten jest pracownikiem mediów, od których do klubów, a następnie kieszeni młodego Norwega, płyną miliony euro. Wierzymy zatem, że 20-latek na nikogo się nie obrażał, a po prostu spieszno mu było, by świętować zwycięstwo z kolegami. Oczywiście, z zachowaniem 2-metrowego dystansu.

Wróciła BUNDESLIGA! 26. kolejkę ligi typuj i wygrywaj PODWÓJNIE na stronie forBET!