Oczy świata na „Lewego” – wybitna okazja, by pokazać swój kunszt

Nad Wisłą osiągnięcia Roberta Lewandowskiego w koszulce Bayernu z oczywistych względów zawsze trafiają na czołówki portali i pierwsze strony gazet. Jednocześnie każdy kto śledzi światowe media sportowe ma świadomość, że poza Polską i Niemcami występy „Lewego” często przechodzą bez echa, a wielu międzynarodowych fanów 31-latka skarży się wprost: to najbardziej niedoceniany zawodnik w świecie futbolu! 

W Polsce fakt ten przeważnie dociera do nas tylko raz w roku – przy okazji wręczania Złotej Piłki. Wówczas oburzamy się: jak to możliwe, że najlepszy piłkarz Bundesligi jest tak nisko w zestawieniu. Realia tymczasem są brutalne, większość kibiców na świecie, w szczególności w Azji i Afryce, skąd pochodzi lwia część głosujących dziennikarzy, ogląda w weekendy mecze Premier League i gigantów La Liga, czyli Barcy i Realu. Do tego dochodzi oczywiście Liga Mistrzów, ale na tym kończy się ich obcowanie z futbolem.

W konsekwencji, większość żurnalistów, o „zwykłych” kibicach nawet nie wspominając, wie jedynie, że „Lewy” to kawał piłkarza, co to kiedyś zafundował Realowi 4 gole – ale w akcji na co dzień go nie ogląda. W Europie nie jest pod tym względem wiele lepiej, tutaj także prym wiodą ligi angielska i hiszpańska, poza nimi każdy zapatrzony jest na rywalizację na własnym podwórku. O tym, że Lewandowski w tym sezonie osiągnął życiową formę wiedzą więc kibice z Polski i fani Bundesligi, czyli głównie Niemcy, lecz poza nimi – naprawdę nieliczni.

Pod tym kątem najbliższe kolejki Bundesligi, w tym ta trwająca, stają się genialną okazją dla Polaka. Konkurencja nie istnieje, sympatycy futbolu z całego globu kierują swój wzrok na niemieckie boiska. A tam w niedziele o 18.00 Bayern rozpocznie na wyjeździe pojedynek z Unionem Berlin (forBET: Union Berlin – 15.00, X – 7.40, Bayern – 1.19). Czy można sobie wymarzyć lepszą okazję na prezentację snajperskich możliwości?

Prawdopodobnie nie. Tym bardziej, że rywal jest stosunkowo wdzięczny. Traktowanie Unionu jako chłopca do bicia byłoby nieeleganckie i niesprawiedliwe, bo przecież beniaminek radzi sobie w tym sezonie bardzo dzielnie, lecz mimo wszystko: jest to przeciwnik, którego mistrz Niemiec przewyższa o co najmniej jedną klasę. Lewandowski zresztą pokonał już w tym sezonie Rafała Gikiewicza, kiedy na Allianz Arena Bawarczycy wygrywali z gośćmi ze stolicy 2:1. Zwycięstwo nie było okazałe, ale miało miejsce jeszcze za kadencji Niko Kovaca, jak zaś wiemy drużyna o wiele lepiej radzi sobie pod okiem lubianego przez piłkarzy Hansiego Flicka.

Jedyny znak zapytania w kontekście reprezentanta Polski może wynikać z oczywistego faktu, jakim jest długi rozbrat z piłką. Jednak i ten argument można przekuć na korzyść „Lewego” – w końcu napastnik w lutym doznał kontuzji, która miała go wyłączyć z gry na 4 tygodnie. Z uwagi na wybuch pandemii Lewandowski po pierwsze nie stracił tak wielu spotkań, jak przewidywano. Po drugie zaś startuje z tego samego miejsca co jego rywale, którzy tak samo jak on byli skazani na budowanie formy w domowych czterech ścianach. Kto lepiej wykorzystał ten czas – dowiemy się lada godzina.

MM

Kursy na wszystkie spotkania Bundesligi znajdziesz na stronie forBET