Silny człowiek na trudne czasy?

„Zbigniew Boniek dłużej pozostanie prezesem PZPN” – wyczytamy dzisiaj niemal we wszystkich mediach sportowych kraju. Epidemia koronawirusa sprawia, że proces przeprowadzenia październikowych wyborów może być utrudniony, co oznacza pozostanie 80 – krotnego reprezentanta Polski na aktualnym stanowisku dłużej niż przewidują to aktualne przepisy. Czy to dobra wiadomość dla polskiej piłki? 

Trzeba przyznać, że koniec ośmiu lat prezesury Zbigniewa Bońka ma naprawdę różne oblicza. Na początek postaramy skupić się tylko i wyłącznie na pozytywach. Wszak to właśnie za sprawą działań byłego zawodnika Juventusu zaliczyliśmy naprawdę spory skok jakościowy nie tylko w poziomie osiąganych wyników, ale przede wszystkim wizerunku reprezentacji Polski. Doskonale wiemy, że od dłuższego czasu nastała swoista moda na oglądanie biało – czerwonych, a bilety na eliminacyjne mecze podopiecznych Adama Nawałki czy Jerzego Brzęczka potrafiły rozchodzić się w niezwykle szybkim tempie. Całościowo zatem działanie względem drużyny narodowej należy uznać za udane. Pewnym cieniem rzutuje tutaj sytuacja z przygotowań oraz gry na mundialu w Rosji, niemniej trudno tutaj stuprocentową winą obarczać władze PZPN. Całość była raczej efektem wypalenia pewnej koncepcji, na co złożyło się także wiele innych czynników.

Bardziej niż działalność Bońka jako prezesa PZPN kontrowersje wzbudzała jego aktywność medialna. Wielokrotnie popularny „Zibi” niespecjalnie gryzł się w język i hamował dość kontrowersyjne wypowiedzi na poszczególne tematy. Dokładając do tego dbanie o nienaganny wizerunek związku czy też własnej osoby oraz obracanie się w dość konkretnych grupach ekspertów czy dziennikarzy: jako największy minus kadencji Bońka wskazalibyśmy zdecydowane wybielanie spraw, które mogłyby być prowadzone zdecydowanie lepiej, a przede wszystkim traktowane jako część szerszego dialogu. Zamiast tego jednak bardzo często mieliśmy nieomylność Zbigniewa Bońka, który szedł w zaparte nawet mimo niezwykle niesprzyjających okoliczności. Doskonale widzieliśmy to przy okazji niedawnego zamieszania dotyczącego rozegranie następnej kolejki Ekstraklasy. Najpierw okazało się, że mecze mogą odbyć się przy zamkniętych trybunach: potem nagle w dzień meczu ŁKS’u Łódź z Górnikiem Zabrze zapadła decyzja o zawieszeniu rozgrywek. Nie da się ukryć, że w sytuacjach kryzysowych podejmowane decyzje muszą być zdecydowanie bardziej przemyślane, a przede wszystkim klarowne dla przeciętnego sympatyka piłki nożnej. W tym miejscu nieskazitelnie jasnego przekazu zdecydowanie zabrakło, co ponownie poskutkowało skumulowaną krytyką w stronę PZPN.

Paradoksalnie wydaje nam się natomiast, że sam Zbigniew Boniek chyba już sam chętnie zrezygnował z aktualnie pełnionej funkcji i skupił się na innej działalności. Świadczą o tym coraz bardziej odjazdowe wpisy na Twitterze, które jeszcze mocniej zaskakują członkiem tamtejszej społeczności. Ostatnio na tapecie znalazło się nazwisko Albina Wiry: w taki oto sposób „Zibi” odnosił się do stanu wiedzy jednego z dziennikarzy sportowych:

Nowe otwarcie zarówno z perspektywy PZPN, jak i aktualnego prezesa związku wydaje się najbardziej rozsądnym rozwiązaniem. Szczególnie, jeżeli kandydatem namaszczonym przez Zbigniewa Bońka ma być Marek Koźmiński: po najświeższej aktywności jednego z wiceprezesów doskonale widzimy, że stara się on być coraz bardziej popularyzowany w świadomości sympatyków piłki nożnej, którzy dotychczas nie kojarzyli go aż tak z medialnego świecznika. Powiemy szczerze, że chyba każdemu w perspektywie czasu na dobre wyjdzie odejście 80 – krotnego reprezentanta Polski z aktualnie pełnionej funkcji. Mamy nadzieję zatem, że ten okres nie przedłuży się w nieskończoność i wszystko będzie mogło podążyć w optymalnym kierunku. Przez te osiem lat zdążyliśmy nacieszyć się prezesurą Zbigniewa Bońka, ale chyba już tego szczęścia nam wystarczy…