Wszystkie twarze Jacka Bąka

Dzień po urodzinach Jerzego Dudka, swoje obchodzi jego rówieśnik, także 47-letni już Jacek Bąk. To postać na pewno nietuzinkowa w polskim futbolu. Z czego najbardziej znany jest wychowanek Motoru Lublin?

Jacek Bąk – Reprezentant

Gdy wymawia się jego nazwisko (i imię, bo był przecież także choćby Arkadiusz Bąk) przed oczami od razu stają nam całe zastępy reprezentacyjnych graczy, selekcjonerów, wśród których Jacek Bąk ma miejsce szczególne. Przez wiele lat był ostoją formacji defensywnej Biało-Czerwonych. Kapitanem. Człowiekiem, od którego często w tyłach zaczynało się ustalanie składu. Między 1993 a 2008 rokiem Bąk rozegrał łącznie aż 96 meczów w kadrze (6. wynik w Klubie Wybitnego Reprezentanta), biorąc udział w największych imprezach międzynarodowych: dwukrotnie MŚ (2002, 2006) oraz Euro (2008).

Jacek Bąk – Globtroter

Nazywali go „Parasol” albo „Długopis” – obie ksywki wzięły się z patykowatej budowy i 188 cm wzrostu. Bąk był jeszcze nazywany w inny sposób, ale o tym niżej. Do wielkiej, choć na razie krajowej piłki trafił szybko, bo już na początku lat 90. Przeniósł się ze swojego Lublina do Lecha Poznań i… w pierwszym roku gry dla Kolejorza, w bardzo niecodziennych okolicznościach (sezon 1992/93), zdobył mistrzostwo Polski. Z kraju wyjechał chwilę później. W 1995 roku, gdy dzięki staraniom głównie Tadeusza Fogiela trafił do wielkiego francuskiego klubu, Olympique Lyon, dla którego zagrał łącznie w 114 meczach. Ale, trzeba to przyznać, najczęściej grał u swojego pierwszego trenera w OL, Bernarda Lacombe’a. Później już bywało z tym różnie, na co wpływ miały m.in. liczne kontuzje. We Francji jednak został, grając dla Lens, w 2004 roku uzyskując zresztą francuskie obywatelstwo. Bąka na pewno można uznać za „globtrotera” – w latach 2005-07 grał w Katarze, zaś karierę ostatecznie skończył w maju 2010 roku w barwach Austrii Wiedeń.

Jacek Bąk – Lekkoduch

Przez lata kariery, głównie spędzonej we Francji, Bąk zarobił całkiem dużo pieniędzy, z czym nigdy się nie krył. Dość dużym echem w środowisku piłkarskim odbił się wywiad, udzielony swego czasu „Przeglądowi Sportowemu”, w którym można było dowiedzieć się m.in., że: „Gdy w 2010 roku wróciłem do Polski, zrobiłem wietrzenie szafy. Nazbierałem dwanaście 120 litrowych worków z ubraniami. Przy niektórych były jeszcze metki, choćby Dolce&Gabbana. Wszystko rozdałem. W szafie leży 60 par dżinsów. Mam tak wiele spodni, że gdy się zabrudzą, często nie piorę, zakładam kolejne”. Trochę lansu, trochę bansu, wiadomo. Tym bardziej, gdy Bąk medialnie rozgrywał także sprawę swojego byłego małżeństwa z Anną. W tym samym wywiadzie 96-krotny reprezentant Polski snuł i takie opowieści: „Gdy na policji powiedziałem, że żona ukradła mi półtora miliona złotych w brylantach z sejfu, to spojrzeli na mnie zupełnie inaczej. Miałem rachunki, wszystko udowodniłem. Twierdziła, że przede mną uciekała, ale zdążyła zabrać ze sobą 300 par butów i sto torebek. Wytoczyła mi też proces o zniesławienie, chciała dostać 50 tysięcy złotych. Nie walczyłem, po prostu nie chciało mi się chodzić po sądach. Płacę jej po tysiąc złotych (…) Kiedyś powiedziała: wolałabym mieć normalnego faceta, który pracuje w zwykłej firmie. Dobrze brzmi, tylko jakoś tak nie twierdziła, gdy kupowała dom za milion euro, pierścionki po 12 tysięcy euro, torebki po 3-4 tysiące, czy buty po tysiąc-dwa”. A wiecie Państwo, jaką jeszcze ksywkę miał Bąk? W Lublinie mówią na niego „Icy” – czemu? „Cóż, święty nigdy nie byłem, lubiłem, żeby coś się działo. Złapałem kiedyś koleżankę za piersi i komuś skojarzył się ten „Icy”. Tak już zostało”.

Jacek Bąk – Biznesmen

W ostatnim czasie w przestrzeni publicznej jakby mniej jest wieloletniego obrońcy kadry Polski. Bąk, jak sam zaznacza, dojrzał i usunął się w cień celowo. Być może ma to związek z działalnością biznesową, która od zawsze go zajmowała: zaczęło się mniej więcej od różnych, często nieudanych pomysłów wespół z Piotrem Świerczewskim, o czym wspomniał Janusz Wójcik w swojej autobiografii. Później zainwestował pieniądze – razem z Jackiem Krzynówkiem – w Motor Lublin, ale to także, mówiąc oględnie, nie było właściwie ulokowanie kasy. Czym zajmuje się teraz? We wrześniu ubiegłego roku w wywiadzie dla Onetu przyznał: „Ciągle działam jednak w środowisku piłkarskim. Pomagałem jednemu menedżerowi, maczałem palce w transferach Mączyńskiego, Szukały, Wszołka, Wolskiego i w wielu innych transakcjach. Teraz pomagam synowi, którego też wciągnąłem w menedżerkę”.

A więc, panie Jacku, dużo szczęścia i zdrowia z okazji 47. urodzin!