Koronawirus przesunął także Igrzyska Olimpijskie

Jeszcze kilkanaście godzin temu wydawało się, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski, owszem bada różne scenariusze, ale jednak wciąż myśli o zorganizowaniu Igrzysk w Tokio w pierwotnym terminie: na przełomie lipca i sierpnia 2020. Dziś już wiemy znacznie więcej – szef MKOl Thomas Bach musiał ustąpić ze swojego długo całkiem jednoznacznego stanowiska.

Trudno byłoby sobie wyobrazić największą sportową imprezę świata bez udziału tysięcy fanów. Tak, jak trudno byłoby rywalizować bez udziału sportowców z niektórych państw, choć bojkoty igrzysk w historii zdarzyły się już kilka razy. Po oświadczeniu MKOl-u sprzed dwóch dni, Kanada oraz Australia ogłosiły decyzję, wedle której sportowcy z tych krajów nie będą uczestniczyć w IO, jeśli te miałby wystartować zgodnie z planem. „Sportowcy nie mogą żyć w niepewności. Zrobiliśmy właściwą rzecz dla nich, ich rodzin i całego świata” – tak m.in. tłumaczyli Australijczycy. MKOl był pod ogromną presją wielu państw, aż wreszcie przechylił się do propozycji premiera Japonii Shinzu Abe, która zakładała przeniesienie imprezy na 2021 rok.

O bardzo możliwym takim właśnie scenariuszu poinformował w rozmowie z „USA Today” jeden z przedstawicieli MKOl-u, Dick Pound. Za mniej więcej miesiąc będą znane szczegóły dotyczące niewyobrażalnie wielkiej operacji, której koszt wstępnie oblicza się na 6 miliardów euro. To ogromna logistyka, wielka kasa, ale cóż po pieniądzach i trudzie organizatorów, gdy zagrożone jest zdrowie i życie tak wielu ludzi na całym świecie.

Sami sportowcy, dla których przecież sam udział w IO jest spełnieniem marzeń, nie mieli w ostatnim czasie łatwo. Nie wiedzieli, czy trenować, a jeśli tak, to w jaki sposób, w końcu wszelkie ograniczenia dotyczące treningów, przemieszczania się uderzyły ich w szczególny sposób. Decyzja MKOl-u jest zatem jak najbardziej słuszna z zupełnie podstawowego powodu: zasad fair-play. Wszyscy bowiem uczestnicy największych globalnych zawodów muszą mieć chociaż w teorii podobne warunki przygotowań. Stan pandemii taki scenariusz wykluczał.

Wiemy już zatem oficjalnie, że żadne z dwóch potężnych wydarzeń sportowych zaplanowanych na 2020 rok – EURO, Igrzyska – nie dojdzie do skutku. Dla kibiców i samych sportowców to oczywiście okropne wiadomości i działania. Ale, podkreślmy to, w obecnej sytuacji są one jedynymi w pełni zrozumiałymi i społecznie pożądanymi. „Wierzymy, że niegasnący olimpijski ogień będzie światłem w tunelu, w którym znalazła się nasza cała sportowa rodzina” – napisano w oświadczeniu MKOl. Tak, ów ogień jest tu niewątpliwie pewnym, jeszcze bardziej niż dotąd czytelnym symbolem tego, że sport prędzej czy później odżyje. Że zwycięży. Taka jest i nasza nadzieja.