Czy to na pewno Szpilka hańbi polski boks?

Kiedy w świecie sportu praktycznie nic się nie dzieje, to bardzo łatwo trafić na główne strony portali sportowych. Ostatnio udało się to nieaktywnemu od blisko trzech lat pięściarzowi Łukaszowi Janikowi, który wyzwał w rozmowie z portalem ringpolska.pl na pojedynek Artura Szpilkę.

Janik to pięściarz, który na zawodowych ringach stoczył 32 walki, z których wygrał 28. Problem w tym, że zawodnik z Jeleniej Góry swój ostatni pojedynek zwyciężył 12 grudnia 2014 roku. Przez lata zawodnik słynął z hulaszczego trybu życia, przez który nie osiągnął tyle, na ile było go stać.

A i tak popularny niegdyś ”Lucky Look” zawalczył o mistrzostwo świata w 2015 roku, a samą walkę wziął z kilkunastodniowym wyprzedzeniem. To tyle jeśli chodzi o przybliżenie sylwetki tym, którzy nie wiedzą kim jest Łukasz Janik.

W swojej wypowiedzi na temat Artura Szpilki chyba się jednak trochę zagalopował: „Moja rada dla Szpilki jest jedna: Artur, ja proponuję, żebyś zakończył boksowanie i hańbienie polskiego boksu. Jeżeli nie, to przygotuję się, wrócę i Cię oklepię tak, jak już niejeden raz w życiu.”

Można uważać, że Szpilka jest już skończony. Można się z nim nie zgadzać. Można irytować się jego wypowiedziami, strojami, psami i narzeczoną. Jednak bez tego Szpilki nie ma medialnie polskiego boksu zawodowego. Każdy chce z nim walczyć, bo wie, że wszyscy to obejrzą.

To niestety pokazuje, że dzisiaj sportowiec musi też mieć osobowość medialną, a nie tylko wylewać siódme poty na treningu. Trzeba być mocnym zarówno w ringu, jak i przed mikrofonem. Jeśli tego nie robisz, to nie narzekaj potem, że nikt twojej walki nie chce oglądać.

Różnica pomiędzy Szpilką, a Janikiem jest taka, że ten pierwszy swój wizerunek umiejętnie budował latami. O Janiku pewnie wielu z Was usłyszało teraz po raz pierwszy. Cały jego marketing, to krzyczenie, że Szpilka hańbi polski boks.

A ty Łukaszu już nie pamiętasz, jak beznadziejną walkę dałeś z Adamem Balskim? Byłeś do niej tak „profesjonalnie” przygotowany, że trenowałeś może dwa tygodnie. Na sam pojedynek nawet nie zabrałeś własnego suspensora (ochraniacz na krocze) i musiałeś pożyczać od Roberta Talarka. Po walce tłumaczyłeś się, że przegrałeś po ciosie poniżej pasa, a miałeś po prostu źle dopasowany ochraniacz!

Czy takie zachowanie nie jest hańbieniem polskiego boksu? Kłamanie i publiczny płacz w mediach, że zostało się oszukanym? Czy tak powinien się prowadzić i zachowywać polski pretendent do mistrzowskiego pasa?