Angielskie kluby pojedynkują się na „walkę z wirusem”. Kto najbardziej pomysłowy?

Rozgrywki ligowe w Anglii zostały zawieszone do co najmniej 1 czerwca, ale tamtejsze kluby działają aktywnie tam, gdzie to możliwe – czyli w internecie. I czynią to w sposób godny pochwały, brytyjscy spece od social mediów wzięli bowiem na celownik walkę z koronawirusem, co wychodzi im nadzwyczaj ciekawie. 

Warto przypomnieć, że od kilku dni strategia rządu w Londynie w zakresie przeciwdziałania pandemii COVID-19 uległa zmianie. Premier Jonhson i jego doradcy odchodzą od idei zarażenia jak największej liczby młodszych, niebedących w grupie zagrożenia mieszkanców w celu zbudowania bazy odpornościowej w społeczeństwie i idą w kierunku obranym przez większość państw świata: izolacji i kwarantanny.

Dlaczego pozostanie w domach jest obecnie tak ważne. Dobrze ilustruje to wideo zamieszczone na Twitterze przez profil West Bromich Albion. Na przykładzie świetnej, zespołowej akcji WBA możemy zobaczyć, w jakim tempie rozwija się wirus i jak rośnie liczba zarażonych.

W tyle nie chcieli pozostać spece od promocji lokalnego rywala, czyli Aston Villi. Cel mieli podobny: kreatywne wsparcie walki z wirusemm, ale na tapetę wzięli inną kwestię. Wykorzystując ulubioną przyśpiewkę stadiinowa fanów z Villa Park przygotowowali oni tutorial, jak poprawnie myć ręce (nie tylko) w czasach zarazy.

Spróbujmy zatem, najpierw złapmy rytm…

… a teraz podążajmy za wskazówkami.

Działa? Średnio, ale pomysł i tak godny docenienia.

Kapitalną akcję pod hasztagiem #SpursAtHome, czyli „Koguty w domu”, organizuje natomiast Tottenham. Klub z połnocnego Londynu nieustannie umieszcza na swoim profilu nowe treści zachęcające do nie opuszczania swoich czterech ścian i – co zasługuje na ogromne docenienie – tworzące wśród zamkniętych w domach kibiców poczucie wspólnoty. Służą temu między innymi wyzwania rzucane kibicom, w których co niektórzy odnaleźli swoje życiowe powołanie.

O koronawirusie pamiętają też na The Emirates, gdzie jednak do sprawy podchodzą śmiertelnie poważnie. Trudno się dziwić, szkoleniowiec Arsenalu Mikel Arteta dopiero w poniedziałek ogłosił, że jest już zdrowy, choć jak zawsze w przypadku patogenu z Wuhan, pozostaje ryzyko powikłań. Hiszpan był pierwszym przedstawicielem Premier League zarażonym koronawirusem, to właśnie na skutek jego problemów nieugięte wcześniej władze ligi zdecydowały się zawiesić rozgrywki.

Ponieważ o powadze zagrożenia, jakim jest COVID-19, Kanonierzy przekonali się na własnej skórze, dziś ograniczają się do poważnego, acz mocnego komunikatu.

Skoro jesteśmy przy Arsenalu, na koniec doceńmy wyczyn byłego golkipera The Gunners oraz Chelsea, czyli Petra Cecha. Czech nie pierwszy raz w swoim życiu udowodnił wielu młodszym kolegom (tym, którzy chwalą się podbijaniem rolki nogą), że jeszcze wiele muszą się nauczyć.

 

MM