Remis z beniaminkiem? „Trzeba to przyjąć z szacunkiem.”

Ambicja – to moim zdaniem najważniejsza cecha, jaką powinien mieć sportowiec. Im wyższe ambicje, tym łatwiej marzenia przekuć w cele i sprawić, aby sukces przyszedł najszybciej jak się da. Gdy sportowiec patrzy tylko na to, co znajduje się tuż przed nim, nigdy nie będzie gwiazdą największego formatu. I nie ma tu znaczenia to, w jakiej obecnie znajduje się sytuacji. Czy marzy o mistrzostwie świata czy o wygraniu okręgowej ligi w województwie podkarpackim.

Wczoraj Legia Warszawa zremisowała wyjazdowe spotkanie z Rakowem Częstochowa 2:2, co dla mnie jest sytuacją klarowną – główny i najpoważniejszy kandydat do tytułu mistrza Polski zgubił dwa, bardzo cenne punkty. Wiadomo – Legia bardzo przeciętnie wznawia sezony i rozgrywki po przerwie zimowej, ale fakty pozostają niezmienne – beniaminek, którego celem w połowie lipca było utrzymanie się w ektraklasie, był w stanie zdobyć punkt przeciwko najmocniejszej ekipie w kraju.

Tymczasem wchodzę na profilowe konto na Twitterze Legioniści.com, a tam pojawiają się dwie wypowiedzi – Aleksandara Vukovica i Pawła Wszołka:

Vuković: Było to jeszcze trudniejsze spotkanie niż można się było spodziewać. W drugiej połowie było sporo chaosu. Remis trzeba przyjąć z szacunkiem.

Wszołek: Nie ma łatwych meczów i bez odpowiedniego podejścia takich nie będzie. Jeśli nie będziesz skoncentrowany od samego początku, to możesz przegrać z każdym.

Czyli generalnie nic się nie stało. Co prawda jeszcze w 74. minucie meczu Legia prowadziła 2:1, ale ostatecznie dała sobie wbić gola, przez który dwa oczka zostały w Bełchatowie. Co to oznacza? Być może bardzo dużo – w ostatnich sezonach różnice punktowe na koniec sezonu pomiędzy drużynami na podium były bardzo małe i takie dwa punkty załatwiały kwestię miejsc w trójce. Tutaj jednak dwie ważne postaci w drużynie Wojskowych – trener i czołowy piłkarz – machnęli ręką. Nic się nie stało, takie rzeczy się zdarzają.

Legia tylko zremisowała z Rakowem. Jak się okazuje – nic się nie stało

A gdyby tak zmienić podejście i patrzeć na to wszystko trochę bardziej ambitnie? Nie nic się nie stało, a stało się i to bardzo dużo. Nie klepanie po plecach i wyciąganie pozytywów po remisie z beniaminkiem, a motywująca zjebka w szatni, energiczne pchnięcie w plecy i surowe wyciągnięcie konsekwencji z takiej, a nie innej postawy. A może trzeba zacząć wymagać od siebie więcej i zawsze chcieć tylko wygrywać? Nie przynudzać po rozczarowującym podziale punktów, że nie ma tragedii, tylko zrobić w klubie awanturę, która pomoże za tydzień, dwa czy trzy wygrywać takie – było nie było – łatwe mecze?

Kibice Legii mogą się oburzyć – proszę bardzo. Obecnie nasze rozgrywki plasują się w czwartej dziesiątce najlepszych lig w Europie, leją nas wszyscy, nie kwalifikujemy się nawet do fazy grupowej Ligi Europy. Czy może być gorzej? Patrząc na całokształt – nie, jesteśmy pośmiewiskiem dla wszystkich. W lipcu i sierpniu, gdy odpadamy z rozgrywek, wszyscy są gotowi milczeć i mało jest optymizmu w wypowiedziach tych, którzy kilka miesięcy później chwalą za wszystko – za zaangażowanie, poświęcenie i walkę. Ci sami za moment wybaczają małe wpadki, które koniec końców mają wpływ na to, że dziś jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy.

Jan Błachowicz, bo jest akutat po świetnym zwycięstwie na absolutnie najwyższym światowym poziomie, mówił już bardzo dawno temu – chce być najlepszy na świecie. Mówił to zawsze i bardzo złościł się, gdy nie wychodziło mu coś banalnego, co teoretycznie nie powinno stworzyć mu żadnego problemu. Czy sam siebie usprawiedliwiał po porażkach i wpadkach? Nie, sam był wobec sebie najbardziej surowym rozjemcą. Zdawał sobie sprawę z tego, że osiadając na laurach nigdy nie zrobi kariery. Nigdy nie będzie mistrzem UFC.

Polski piłkarz i trener polskiej drużyny zawsze mają luz – „nic się nie stało” to slogan, który krajowy zawodnik ma zakodowane idąc na pierwszy trening. A to że kopie w lidze beznadziejnej, z którą w Europie nikt się nie liczy, to inna sprawa – zawsze może być podobno gorzej.

Jakub Borowicz

Mecze ekstraklasy można obstawiać na stronie forBET.