Czasy się zmieniły, czas zmienić zasady

Jesteśmy świadkami kolejnej ważnej zmiany w środowisku dziennikarstwa sportowego w Polsce. Po tym, jak z Polsatu odszedł Tomasz Smokowski, w jego ślady postanowił pójść Roman Kołtoń, który był związany z tą stacją przez niespełna 20 lat. Niektórzy kibice, czy zawodnicy wręcz nie mogą pamiętać dziennikarza sprzed pracy w Polsacie.

Gdy rozgrywany był mundial w Hiszpanii w 1982 roku, miałem dwanaście lat i wydawałem własne pismo na temat mistrzostw świata. Dobrze pamiętam, że podczas mundialu w 1978 roku w Argentynie również prowadziłem zeszyty, wycinki, zbierałem książki. Pewnie mam nawet jedną z największych bibliotek sportowych w Polsce. Zacząłem pisać jako nastolatek, następnie poszedłem na studia. Był to okres komunizmu, a ja pisałem dla opozycyjnych gazet. To był dla mnie prawdziwy dziennikarski chrzest. Pisałem nie tylko dla rówieśników, ale dla wszystkich ludzi„– powiedział w wywiadzie dla igol.pl. Od 1990 roku, a więc już po zmianie systemu w Polsce, Kołtoń zaczął pracę w największym sportowym dzienniku w Polsce, „Przeglądzie Sportowym”, którego w późniejszym czasie był nawet redaktorem naczelnym.

A co z telewizją? Dzisiejszy 50-latek swoją karierę na szklanym ekranie zaczynał w 1995 roku jako dziennikarz Canal +, po czym po 5 latach przeszedł do stacji Zygmunta Solorza. Kołtoń w połowie 2000 roku zaczął więc przygodę, która pochłonęła większość jego zawodowego życia. Jego głos, analizy, anegdoty z „Cafe Futbol”, czasem komentatorskie wpadki na stałe weszły do sportowego krajobrazu w naszym kraju. I były związane niemal wyłącznie z Polsatem.

Kołtoń był odpowiedzialny za obsługę najważniejszych imprez piłkarskich: dwa razy (2002, 2006) komentował mecze Mistrzostw Świata, dwukrotnie też (2008, 2016) brał na swoje barki spotkania Euro. Nie będzie przesady, jeśli napiszemy, że Roman Kołtoń był jedną z ważniejszych twarzy stacji Solorza. Ale nic, zwłaszcza w tak dynamicznie zmieniającej się branży, nie może trwać wiecznie. 50-latek od 2018 roku ruszył z kanałem na Youtube, Prawda Futbolu (ponad 94 tys. subskrypcji), co przesądziło o jego przyszłości już znacznie luźniej związanej z Polsatem.

To niewątpliwie znak czasów, że znani dziennikarze sportowi ruszają z własnymi, internetowymi kanałami, które mają im zapewnić niezależność. Swobodę, na którą z kolei polsatowscy szefowie nie chcieli przystać, o czym najpierw przekonał się Smokowski, teraz Kołtoń, a pewnie niedługo przed podobnym dylematem pt. „net czy telewizja” stanie Mateusz Borek, zaangażowany w tworzenie Kanału Sportowego. „Nasi szefowie i właściciele stacji ze zrozumieniem podeszli do tej inicjatywy. Z zadowoleniem przyjęli projekt, który pozwoli nam się rozwijać” – w jednym z wywiadów stwierdził Borek. Z każdym kolejnym odejściem z Polsatu okazuje się jednak, że jest zupełnie inaczej, a za zmianą podejścia miał stać dyrektor ds. sportu stacji, Marian Kmita.

Gdzie teraz będzie można „spotkać” Romana Kołtonia? Oczywiście na jego kanale, ale niewykluczone, że także w Polsacie, choć już na pewno w znacznie mniejszym wymiarze. Kołtoń być może zostanie stałym współpracownikiem-wolnym strzelcem stacji. O wynikach rozmów z szefostwem Polsatu poinformuje pewnie niedługo u siebie na Youtube. A my czekamy na to, jak rozwiąże się temat jego przyjaciela, Mateusza Borka, choć wydaje nam się, że efekt będzie podobny jak w przypadkach Smokowskiego i Kołtonia.

Najbliższe spotkania Ekstraklasy obstawisz na stronie forBET – sprawdź!