Frankowski płacze nad hejtem w Onecie. Wszystko ok – ale co to ma wspólnego ze sportem?

Na dość zaskakujący artykuł można było natknąć się 10 lutego na portalu Onet Sport. Połowę rozmowy rzeczywiście poświęcono sytuacji w sporcie (zgodnie z nazwą portalu), lecz zaczęto od wypowiedzi na temat hejtu, który dotknął byłego piłkarza z powodu ostatniej działalności politycznej. I tak jak szanujemy jednego z najlepszych napastników naszej ligi, tak nie do końca rozumiemy, czy jest to akurat temat dla medium dedykowanego do sportu.

To, że „Franek – Łowca Bramek” wybitnym strzelcem był nie ulega najmniejszej wątpliwości. 45 – latek do końca kariery zawstydzał młodszych kolegów dyspozycją strzelecką i snajperskim nosem pod bramką przeciwnika. Tomasz Frankowski pomagał także Franciszkowi Smudzie jako trener napastników reprezentacji Polski, gdzie jeszcze jako aktywny zawodnik zdobył łącznie 10 trafień. Bez wątpienia były gracz Jagiellonii Białystok zasługuje na miejsce wśród najbardziej zasłużonych dla polskiego futbolu – niemniej uważamy, że granica pomiędzy jego działalnością polityczną, a zasługami sportowymi również powinna zostać jasno wytyczona. Decydując się na dany profil swojej aktywności, musimy zmierzyć się z ewentualnymi konsekwencjami. Te w przypadku Frankowskiego były naprawdę bolesne – lecz czy rzeczywiście działalność polityczna to temat, o którym powinno się rozmawiać z redakcją sportową? Tutaj mamy poważne zastrzeżenia.

Chcemy być dobrze zrozumiani – nie popieramy żadnych form agresji wobec jakichkolwiek osób funkcjonujących w przestrzeni publicznej. Naszym zadaniem jest jednak wytykanie przykładów patologii kibiców czy osób funkcjonujących w danych klubach, a nie zabieranie stanowiska dotyczącego kwestii politycznych tylko i wyłącznie dlatego, że osoba będąca niegdyś wybitnym sportowcem dzisiaj jest politykiem.  Jego ostatnie zachowania nie mają kompletnie żadnego punktu wspólnego ze sportem. Nie jest przecież tak, że zjawisko hejtu pojawiło się w świecie polskiej polityki wczoraj i to właśnie przy okazji działalności Tomasza Frankowskiego. Niestety ostatnimi laty oglądamy niesamowity rozwój tego procederu, który zaczyna dotykać także innych sfer naszego życia. Jeżeli ktoś decyduje się objąć właśnie taki profil swojej działalności, powinien liczyć się z pojawiającymi się konsekwencjami. Oczywiście, możemy mówić o utopii, w której zawsze dyskutujemy na merytoryczne argumenty, a nie nerwy czy personalne przytyki. Skoro jednak takie zachowanie jest obecne, coraz częściej, w świecie futbolu, trudno wymagać, aby postępujący język agresji przestał być główną bolączką polityki. Uważamy natomiast, że dorabianie do tego jakiegokolwiek sportowego tła, bo mówimy o byłym reprezentancie Polski, jest trochę nie na miejscu. To chyba, mimo wszystko, nie zajęcie dla redakcji Onet Sport.

Taki nagłówek jednak zawsze się sprzeda. Wystarczy przecież zająć się lekturą komentarzy, które pojawiają się przy okazji wpisów na Twitterze zawierających odnośnik do tekstu. Czy znajdziemy tam cokolwiek związanego ze sportem? Obawiamy się, że nie. Widzimy jedynie manifesty obydwu stron politycznego sporu, których to cytowanie nie ma najmniejszego sensu. Nie mielibyśmy absolutnie żadnego problemu, gdyby wypowiedź Tomasza Frankowskiego była częścią szerszej publikacji odnośnie języka współczesnej debaty publicznej. Podejrzewamy natomiast, że zamysł był w tym przypadku prosty – wykorzystanie całej sytuacji nie do rzeczywistego rozwiązania problemu, ale tylko do podgrzania całej sytuacji i sprowokowania kolejnych wyświetleń czy komentarzy. Bo chyba co do jednego możemy się zgodzić w stu procentach – mieszanie polityki ze sportem nigdy nie wychodzi na dobre. Szczególnie temu drugiemu, dlatego chyba nie tego rodzaju treści oczekiwalibyśmy w przyszłości od Onet Sport…

Karol Czyżewski