Hearn hipokryta, czyli doping jest ble, chyba że można na nim dobrze zarobić

W dzisiejszym sporcie chyba najbardziej irytuje nas hipokryzja. Mówienie jednego, a robienie zupełnie czego innego to coś, do czego niestety przywykliśmy, a co za każdym razem wystawia na próbę nasze nerwy. Eddie Hearn, bezsprzecznie najlepszy promotor bokserski na świecie, niestety jest hipokrytą i specjalnie nie walczy z tym, aby dbać o swój dobry wizerunek. W ciągu zaledwie kilku miesięcy potrafi na jeden temat wypowiadać się w dwojaki sposób, co oczywiście nie przechodzi u nas bez echa.

W pierwszej połowie 2019 roku Anthony Joshua, pięściarz prowadzony przez Hearna, miał bronić tytułów mistrzowskich w kategorii ciężkiej przeciwko Jarrellowi Millerowi. Black Coctail wpadł jednak na dopingu, wykryto u niego kilka zakazanych substancji i wiadomo było, że do tego starcia nie dojdzie. Hearn był oburzony, że ktoś w dzisiejszym boksie może być aż tak nie fair i kilkukrotnie wypowiadał się na temat tego, że takie praktyki nie powinny mieć miejsca w zawodowym sporcie. Można było odnieść wrażenie, że promotor jest przeciwko dopingowi oraz temu, aby tacy goście jak Miller mieli szansę walczyć o najwyższe laury.

Minęło raptem kilka miesięcy i na dopingu wpadł Dillian Whyte. Pech Hearna polega jednak na tym, że jest to jego zawodnik, w którego on zainwestował wiele pieniędzy i który był już bardzo blisko pojedynku o pas mistrzowski. Kilka chwil po wykryciu u Whyte’a koksu pisaliśmy tak:

„Szok, prawda? Dla nas również, bo wydawało się, że cichutko, na paluszkach Whyte podnosi się po porażce z rąk Joshuy i kroczy do walki o mistrzowskie tytuły. Eddie Hearn, promotor Brytyjczyka, w jednym z wywiadów powiedział, że jego podopieczny może być przeciwnikiem Andy Ruiza, jeżeli nie doszłoby do rewanżu pomiędzy pięściarzem z Meksyku, a Joshuą, którego interesami zajmuje się również Hearn. Powód, dla którego do powtórnego starcia miałoby nie dojść? Miejsce walki. Ruiz zadeklarował, że na pewno nie zgodzi się na to, aby pojedynek odbył się na Wyspach Brytyjskich, na czym bardzo zależało obozowi Joshuy. AJ tylko raz w życiu walczył poza Wielką Brytanią, w Ruizem. Jak to się skończyło, każdy wie.”

Od tej publikacji minęło niespełna pięć miesięcy, a na karcie walk hitowo zapowiadającej się gali w Arabii Saudyjskiej znalazło się miejsce dla… Dilliana Whyte. Co prawda zawieszenie było, ale nagle przymknięto na to oko i przerwa zaczęła obowiazywać tylko na terenie Wielkiej Brytanii. W Arabii nie obejmują te same przypisy, co na Wyspach i Whyte bez żadnych problemów kilka miesięcy po zbanowaniu może ponownie wyjść do ringu.

Pamiętacie o niedawnym zamieszaniu z Aleksandrem Powietkinem, który do ringu wychodził mimo tego, że w jego organizmie wykrywano zabronione substancje? Znalazł się rywal, który zgodził się z nim walczyć, więc Sasza między liny wyszedł. Molina do Polski nie przyleciał na Narodową Galę Boksu, bo również nie był czysty. Summa summarum jednak wszystko błyskawicznie rozeszło się po kościach i Amerykanin znowu będzie mógł walczyć. Wach? Niestety o tym też musimy wspomnieć. Polak ma swoje za uszami i kiedyś przytrafiło mu się coś, co nie stawiało go w najlepszym świetle. Na miejsce na karcie walk u Hearna Wiking mógł jednak liczyć.

Czyli Hearn to hipokryta, który z jednej strony dopingiem gardzi i nie może na takie zjawiska w sporcie patrzeć, z drugiej strony nie ma problemów, aby ludźmi, którzy w przeszłości mieli problem z dopingiem budować kolejne organizowane przez siebie wydarzenia. To jak, panie Eddie, doping jest zły czy tylko pan tak mówi pod publikę? A może sytuacja zmienia się, gdy w grę wchodzą pieniądze? Zarobione pieniądze rzecz jasna.

Na forBET można obsatwić galę w Arabii Saudyjskiej z Joshuą, Ruizem, Whytem i Wachem na karcie walk.