Wszystko zależy od pierwszego meczu

(Prawie) wiemy już z kim przyjdzie nam rywalizować podczas Euro 2020. „Prawie” jak zwykle robi wielką różnicę, bo nie znamy pierwszego przeciwnika – spotkanie z nim może okazać się kluczowe dla naszych losów w trakcie Mistrzostw Europy.

15 czerwca na Aviva Stadium w Dublinie zaczniemy zmagania w tej wielkiej imprezie. Niestety, dzięki nietrafionym pomysłom i decyzjom podjętym swego czasu głównie przez Michela Platiniego nie wiemy, kto będzie pierwszym rywalem piłkarzy Jerzego Brzęczka – wszystko będzie jasne dopiero na sam koniec marca, a więc na niecałe trzy miesiące przed startem Euro. To chore, prawda?

Na początek Polacy zagrają z zespołem, który pomyślnie przejdzie baraże z tzw. ścieżki dywizji B. Do wyboru tu mamy: Bośnię i Hercegowinę, Irlandię, Irlandię Północną oraz Słowację. I naprawdę trudno wskazać spośród tych ekip najbardziej pożądaną drużynę dla naszych piłkarzy. Wiadomo natomiast, że jeżeli Bośniacy w półfinale wygrają z Irlandczykami z Północy, to finał barażu rozegrają u siebie, co automatycznie będzie stawiało ich w gronie faworyta do wywalczenia miejsca na Euro. A jak prezentowali się oni w trakcie eliminacji? Właściwie podobnie, jak pozostałe zespoły tej „ścieżki” to znaczy: „w kratkę”. Bo np. rozgromili u siebie 4:1 Finów oraz minimalnie 1:2 przegrali we Włoszech, ale też na wyjazdach ulegli reprezentacji Armenii czy słabej Grecji. Niezależnie jednak od tego, z kim przyjdzie nam mierzyć się w pierwszym spotkaniu mistrzostw, starcie to będzie kluczowe. Dlaczego? Bo pierwszy mecz na każdym turnieju zawsze jest najistotniejszy, gdyż ustawia całą zabawę, a co więcej w przypadku Euro 2020 premierowe spotkanie rozegramy przeciwko teoretycznie najsłabszemu przeciwnikowi.

Drugi mecz na Euro zagramy z faworyzowanymi Hiszpanami. W przypadku porażki z „barażowcami”, pojedynek z La Furia Roja będzie tym z kategorii „o wszystko”. A w spotkaniach tej rangi nie możemy niestety odnotować większych sukcesów na mistrzowskich imprezach. Owszem, Hiszpanie mają swoje problemy, o których szeroko rozpisywaliśmy się na naszych łamach, a które dotyczą szumu wokół selekcjonera. Niewątpliwe jednak moc wybrańców Luisa Enrique i tak będzie wielka, nawet wówczas, gdy zauważymy, że Hiszpanie podczas dużej gry znani są raczej z tego, że rozkręcają się stopniowo z meczu na mecz. Ale też mają wiele do udowodnienia po kiepskawym mundialu w Rosji, zaś ich niewątpliwym atutem w starciu z nami będzie publiczność zgromadzona na stadionie w Bilbao.

24 czerwca zaś w Dublinie Biało-Czerwoni staną naprzeciwko Szwedom. A w stolicy Irlandii, wiadomo, Polaków mnóstwo. Tyle, że mecz ten w zdecydowanie najczarniejszym scenariuszu może być już tylko „o honor”. Jeśli stawka będzie wyższa, to i tu nie należałoby spodziewać się spacerku. Szwedzi to solidna drużyna. Grająca topornie, ale skutecznie i to po erze niekwestionowanej gwiazdy, a więc Zlatana Ibrahimovicia. W trakcie MŚ, no dobra, ich gra może męczyła oczy, ale jednak dała im awans do ćwierćfinału, w którym lepsi okazali się Anglicy. Szwedzcy piłkarze generalnie mogą kojarzyć się Polakom źle – w całej historii na 26 meczów Biało-Czerwoni wygrali tylko 8 razy, ponosząc aż 14 porażek. A wiecie kiedy ostatnio zwyciężyliśmy reprezentację Trzech Koron? W 1991 roku…

Podsumowując nasz komentarz odnośnie „polskiego” losowania Euro 2020: zdecydowanie nie będzie łatwo, ale też Polacy nie stoją na straconej pozycji. Celem minimum będzie wygrana w pierwszym spotkaniu, co powinno znacząco zbliżyć graczy Jerzego Brzęczka do wyjścia z grupy. A skoro tak, to patrząc bardzo optymistycznie – może uda się dokonać czegoś więcej?