„Jak zwolnić trenera i rozbić zespół” – uczą Hiszpanie

Piłkarska reprezentacja Hiszpanii znów jest na ustach wielu. Drugi raz z rzędu przed ważnym turniejem ze stanowiska szkoleniowca odchodzi ten, którą ją na imprezę wprowadził. Jak to wpłynie na wyniki Hiszpanów na Euro 2020?

Zawodnicy pod wodzą Roberta Moreno w eliminacjach zachwycali. Zwyciężyli w siedmiu spotkaniach, dwa zremisowali, osiągając przy tym imponujący bilans bramkowy 29-4. A grupa F wcale nie należała do najłatwiejszych. 3-krotni mistrzowie Europy mierzyli się w niej ze Szwecją, Norwegią, Rumunią, a także Wyspami Owczymi oraz Maltą. W ostatnim spotkaniu eliminacji już nic nie musieli, a jednak pokazali moc, pokonując Rumunów aż 5 do 0.

I właśnie w okolicach tego spotkania w Hiszpanii znowu zawrzało. Wszystko przez to, że już przed pierwszym gwizdkiem, media na Półwyspie Iberyjskim donosiły, że to będzie pożegnalny mecz Moreno. Jeszcze goręcej zrobiło się po, gdy selekcjoner oraz żaden z piłkarzy nie wyszedł do dziennikarzy. Dlaczego? Ponoć nie byli w stanie odpowiadać na pytania po szokującej dla nich i już oficjalnej informacji przekazanej przez zalanego łzami trenera. Trenera, który i tak miał zajmować miejsce Luisa Enrique czasowo, do chwili, gdy ten po rodzinnym dramacie odzyskałby siły do prowadzenia reprezentacji.

Według Javiera Estepy z dziennika „Marca” to, jak beznadziejnie i obcesowo szefowie hiszpańskiej federacji potraktowali Moreno zapisało się znowu czarnymi zgłoskami w jej dziejach. Jest traktowane niemal na równi z potężnym zamieszaniem z Julenem Lopetegui’m chwilę przed rosyjskim mundialem, na którym Hiszpanie nie odegrali pierwszoplanowej roli. Przypomnijmy: trener zaledwie trzy dni przed pierwszym meczem Hiszpanów został przegnany z posady, gdy poinformowano, że po mistrzostwach przejmie Real Madryt. Tamta sytuacja była naprawdę kuriozalna, znacznie bardziej od obecnej, po której jednak także pozostał spory niesmak i wątpliwości, co do poziomu tzw. miękkich kompetencji szefa hiszpańskiego związku, Luisa Rubialesa.

Owszem, Moreno jeszcze we wrześniu przekonywał, że „z przyjemnością odsunie się na bok”, gdy tylko Enrique będzie gotowy do powrotu. 42-latek chciał współpracować ze swoim niedawnym bezpośrednim przełożonym, również dlatego, że „uważa go za swojego przyjaciela”. Dziś relację tę najwyraźniej wystawiono na poważną próbę, bo Moreno – decyzją związku – Euro 2020 obejrzy co najwyżej na stadionie, ale tylko w roli widza. Teraz wiemy, dlaczego zawsze dobrze oddzielać sprawy prywatne od zawodowych…

Chaos w kadrze „La Furia Roja” znowu przypada przed wielką imprezą. Może nie w sposób tak nagły i gwałtowny, jak miało to miejsce przed MŚ, co nie zmienia faktu, że na pewno nie wpłynie pozytywnie na zespół. Piłkarze zdążyli dobrze poznać Moreno, zaufali mu, co pokazywali później na boisku. Poza tym, chcieli kontynuować z nim pracę, także w trakcie Euro 2020. Powrót Enrique był oczekiwany, choć, według nas, przyszedł w niewłaściwym momencie. Ale już pal licho „moment” – źle się stało, że odsunięty od obowiązków „pierwszego” Moreno nie został w sztabie jako asystent. Najwyraźniej uznano, że dwuwładza w kadrze byłaby czymś absolutnie niepożądanym. Przed Enrique ważny i trudny moment w życiu zawodowym – musi pokazać, że to on jest prawdziwym bossem, choć przecież nie on dał Hiszpanom awans na Euro 2020.

Czy Polacy wygrają ze Słowenią, Niemcy ograją Irlandię Północną, a Holendrzy Estonię? Te i inne spotkania obstaw dziś na stronie forBET.