Rumuński wstyd – Kosowo dało przykład, jak budować wizerunek

Kosowianie doskonale wiedzą, jak łatwo i szybko zadbać o swój wizerunek. W okresie, gdy na Bałkanach raz za razem dochodzi do rasistowskich ekscesów przy okazji międzynarodowych spotkań, kibice z najmłodszego państwa Europy dali pokaz tolerancji i „antyrasizmu”. W ich przypadku znaczenie takich gestów jest ponadprzeciętne, istnienie Kosowa jest bowiem oparte na akceptacji i poparciu europejskich partnerów.

Dla reprezentacji Anglii wizyta w Prisztinie była już trzecią podróżą do tej części Europy w trakcie trwających eliminacji. Wcześniej meldowali się już w Czarnogórze i Bułgarii – w obu tych miejscach czarnoskórzy piłkarze kadry Synów Albionu padali ofiarami rasistowskich ataków. Szczególnym echem w Europie odbiło się zachowanie „kibiców” w Sofii, którzy oprócz obrażania Raheema Sterlinga, Dany’ego Rose’a i Tyrone’a Mingsa pokusili się jeszcze o wykonywanie nazistowskich salutów. Skandal ten doprowadził do trzęsienia ziemi w bułgarskiej federacji i surowych kar od UEFA. Jednak i na Czarnogórców spadły wcześniej sankcje europejskiej centrali, choć nieszczególnie drakońskie: jeden mecz bez udziału publiczności oraz 20 tys. euro kary.

Jakby bałkańskich skandali było mało, w sobotni wieczór „koncert” dali kibice z kolejnego kraju zaliczanego umownie do tego regionu – Rumunii. Ich ulubieńcy walczyli ze Szwecją o drugie miejsce w grupie, a w drugiej części gry na boisko w koszulce reprezentacji Trzech Koron wybiegł ciemnoskóry napastnik Alexander Isak. Kibice w Bukareszcie skorzystali z okazji: przy każdym kontakcie z piłką młodego Szweda na trybunach rozlegały się gwizdy i buczenia. 20-latek podszedł więc do arbitra głównego z pytaniem, czy słyszy co się dzieje. Sędzia zapytał piłkarza, czy ma przerwać spotkanie – ten miał odpowiedzieć „nie”, ale Daniele Orsato przy następnej akcji i kolejnej porcji gwizdów dla Isaka i tak sięgnął po gwizdek, stopując mecz. Szwedzi sprawiedliwość wymierzyli na boisku w sportowy sposób, wygrywając 2-0, a sam pokrzywdzony określił zachowanie publiczności jako „niesamowicie smutne”.

Anglicy wybierając się po raz trzeci na Bałkany mieli więc prawo być pełni obaw. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie – mieszkańcy Kosowa przy okazji wizyty gości z Wysp dali pokaz tolerancji, zarówno na ulicach miasta…

… jak i na trybunach.

Zachowanie mieszkańców Prisztiny zostało, co oczywiste, niezwykle pozytywnie przyjęte w Wielkiej Brytanii i nie tylko, zdjęcia antyrasistowskich banerów obiegły wiele europejskich mediów. To genialny zabieg marketingowy dla państwa, którego faktyczne istnienie jest podważane przez wiele państw świata i które swoją odrębność zawdzięcza uznaniu kilku ważnych graczy na arenie międzynarodowej (w tym większości krajów Unii Europejskiej). Jednak nawet w UE Kosowo cieszy się nie najlepszą opinią ze względu na wysoki wskaźnik przestępczości – państwo to bywało często azylem dla ściganych listami gończymi – jak i nieustanne tarcia z Serbią, która coraz częściej staje się ofiarą prowokacji, a nie prowodyrem.

Nie zarzucamy jednak Kosowianom cynizmu i zachowań pod publiczkę – szczerze wierzymy, że są oni zagorzałymi przeciwnikami rasizmu. Los w jakimś sensie wynagrodził im świetną postawę – wprawdzie ich reprezentacja przegrała dwa ostatnie mecze w grupie z Czechami i Anglią, ale i tak zajęła świetne, trzecie miejsce w grupie, zapracowując na miano jednej z największych rewelacji eliminacji EURO 2020.