Kolejna przerwa Rybusa? „Czeka mnie operacja!”

„Mam swoje problemy zdrowotne. Miałem mieć operację, ale będzie ona w grudniu. Zdecydowaliśmy wspólnie z klubem, że do tego momentu dam z siebie wszystko i będę grał na tyle, na ile będę mógł.”

To słowa Macieja Rybusa po środowym spotkaniu Ligi Mistrzów Lokomotiwu Moskwa z Juventusem Turyn. Ekipa z Rosji przegrała 1:2 tracąc gola w doliczonym czasie gry. Palce w najważniejszej akcji meczu maczał również Rybus, który nie zdołał powstrzymać wchodzącego w pole karne Costy, ale reprezentanta Polski nie ma co winić za utratę gola – jeżeli już, to przyczepić się można do któregoś z jego kolegów, którzy wcześniej nie zdołali zatrzymać tej akcji.

Rybus w wywiadzie był smutny, co jest dla nas jak najbardziej zrozumiałe. Lokomotiw rozegrał przeciwko Juve dwa dobre spotkania, ale nie udało się Polakom grającym w tej ekipie zdobyć w konfrontacji z mistrzem Włoch ani jednego punktu. Lewy obrońca przyznał jednak, że 17 grudnia podda się zabiegowi operacyjnemu, który będzie miał pomóc jego zdrowiu. Rybus w dalszym ciągu odczuwa dolegliwości, przez które tak naprawdę nie może dawać z siebie stu procent w żadnym spotkaniu. Od razu przypomina nam się nasz poprzedni artykuł na temat tego zawodnika, w którym również został poruszony wątek jego stanu zdrowia. Wtedy Rybus brzmiał tak:

„Mam problemy z pachwiną. Od roku gram na środkach przeciwbólowych, choć – tak szczerze mówiąc – przestałem wierzyć, że one w ogóle coś dają. Ciągle robi mi się stan zapalny. Naruszona jest nawet kość. Przez to nie gram tak, jakbym chciał. Brakuje zrywu, odejścia na kilku metrach i dynamiki. We wtorek zagrałem 120 minut w Pucharze Rosji i w serii rzutów karnych tak bolała mnie noga, że nie miałem siły oddać strzału z jedenastu metrów. W samolocie ledwo chodziłem.”

To cytat dokładnie z 28 września tego roku. Od tamtego czasu Polak zagrał w dwóch spośród czterech meczów ligi rosyjskiej i w dwóch z trzech meczów Ligi Mistrzów. Czyli ogólnie można na nim polegać, gdy jest zdrowy, ale też nie zawsze, bo widzimy, że czasami jego sytuacja wygląda tak, że pachwina boli i da radę z tym bólem grać (mimo że boli bardzo), a czasami ból jest nie do zniesienia i trudno jest wyjść na murawę. W pierwszym spotkaniu z Juve na Rybusie nie można było polegać. Wczoraj już grał cały mecz i naprawdę pokazał się z dobrej strony. Jak będzie w kolejnym meczu? Tego nie wiemy. Pewnie wszystko zależy od tego, w jakim stanie Polak wstanie w czwartek z łóżka. Czy zaciśnie zęby i pójdzie na trening, czy uda się do lekarza na prześwietlenie.

Brzęczek znowu musi odpuścić Rybusa przy wyborach lewego obrońcy reprezentacji?

Jako że z Rybką cały czas coś nie gra, postanowiliśmy sprawdzić szukając po słowach kluczowych, w jakim kontekście pisaliśmy o nim w przeszłości i trafiliśmy na publikację z 23 marca. Łapcie fragment, bo to ładnie podsumuje nam przypadek Rybusa, jako piłkarza i wyjaśni jego rolę w zespołach, które reprezentuje.

„Zaczęliśmy od Rybusa, bo doszliśmy do tego, że jest to piłkarz, na którego w dłuższej perspektywie nie można liczyć. Szukaliśmy porównania do kogoś, kogo Polak nam przypomina i doszliśmy do wniosku, że najbliżej mu do Garetha Bale’a. Gdy pojawia się na boisku, to potrafi dać dużo swojej drużynie, ale wiele meczów przechodzi mu przez palce, gdyż często jest kontuzjowany. Gdy Real rozgrywa mecze o najwyższą stawkę, to Walijczyk ma problemy zdrowotne i poczynaniom kolegów przygląda się z ławki rezerwowych.”

Czyli jak jest, to daje radę i można na serio liczyć go w obsadzie lewej strony obrony czy też na wahadle w kolejnych meczach. Problem polega na tym, że nie zawsze jest. Kropka.

Swoją drogą tak sobie myślimy, że mało jest osób w dzisiejszej piłce, które tak odważnie i chętnie mówią o swoich urazach. Zwykle piłkarze ściemniają i mówią na około, co im jest. „Muszę zrobić badania, wszystkiego się dowiem”, mimo że pewnie wielokrotnie wiedzą, co im jest. Rybus wykłada kawę na ławę i nie czaruje – nie jest dobrze, czeka mnie operacja. Okej, może to nawet i lepiej – czasami rzeczywistości nie ma sensu zakrzywiać na siłę.

Oferta kursowa forBET na czwartkowe mecze Ligi Europy znajduje się na oficjalnej stronie bukmachera.