Znowu ubrudzony Złoty Kask

Wydawało się, że w tym roku nie dojdzie już do skutku żużlowy finał Złotego Kasku. Impreza niby prestiżowa, bo druga po IMP, a stawką jest możliwość przystąpienia do najważniejszych międzynarodowych zawodów indywidualnych – to wszystko prawda, skąd więc owo „niby”? Bo w sezonie 2019 (i nie tylko właściwie) rywalizacji towarzyszy fatalna otoczka.

Zaczęło się od skandalu w Pile, gdzie na, zdaniem zawodników, niebezpiecznym, nieregulaminowym torze po prostu nie można było się ścigać. Żużlowcy solidarnie odmówili startu, niejako zmuszając centralę do podjęcia arbitralnych decyzji co do obsady turniejów eliminacyjnych do Grand Prix i SEC:

Winni „pilskiego bajzlu” wskazani, ale nadal brzydko pachnie

Efekt był m.in. taki, że w ostatecznej rywalizacji o cykl SGP, czyli w Grand Prix Challenge pierwsze raz od 23 lat zabrakło reprezentanta Polski. To tak na marginesie, bo wróćmy do samego Złotego Kasku. Postanowiono, że po pilskiej wtopie odbędzie się on 13 września w Gdańsku, ale ostatecznie nie doszedł do skutku przez kolizję z finałem PGE Ekstraligi, który z kolei został przeniesiony na 13. dzień września, bo w pierwotnym terminie (15.09) we Wrocławiu nie było wolnego Stadionu Olimpijskiego, bo wtedy właśnie odbył się 37. wrocławski maraton. Żużlowa centrala jednak nie dała za wygraną i ogłosiła, że trzecią datą będzie 11 października.

Może właśnie tak późny termin skłonił Piotra Pawlickiego i Maksyma Drabika do wycofania się z udziału w zawodach o Złoty Kask? Raczej nie o to chodziło. Obaj co prawda przesłali L-4, ale Pawlicki spokojnie mógł nieco poczekać z zabiegiem wyjęcia śrub z kości, Drabik zaś podczas niedawnej Gali PGE Ekstraligi nie wyglądał na chorego. No, ale mogło go przecież coś dopaść, prawda? Pewnie tak, jak przy okazji grudziądzkiego finału Srebrnego Kasku…

Opis do powyższego zdjęcia może sugerować, że nie o chorobę tu chodzi. Nie od dziś też wiadomo, że młody Drabik pozostaje w konflikcie z żużlowymi działaczami, a teraz 2-krotny mistrz świata juniorów mocno nagrabił sobie u trenera kadry Marka Cieślaka, który o jego decyzji dowiedział się z „trzeciej ręki”. Młodszy z braci Pawlickich? O, tu możliwa byłaby cała litania wzajemnych pretensji. Dość powiedzieć, że kapitan Fogo Unii Leszno był jednym z prowodyrów pilskiego bojkotu.

W całej tej wojence, w dużej mierze o podłożu personalnym, tracą nie tylko kibice, którzy dzisiaj w Gdańsku (i jutro w przypadku Drabika podczas meczu Polska vs. Reszta Świata w Rybniku) nie będą mogli zobaczyć w akcji dwóch świetnych zawodników. Tracą sami żużlowcy, którzy zamiast rywalizować na torze, wolą wikłać się w konflikty. Naturalnie, nie tylko oni są tutaj winni, lecz taka postawa na pewno nie ułatwia im dalszego, owocnego funkcjonowania w tym środowisku. Bardzo trudno pozbyć się łatek „enfants terribles”.

Tak czy inaczej wydaje nam się, że dzisiejsze zawody w Gdańsku są rozgrywane mocno na siłę. Wieczorna październikowa pora na pewno wpłynie na kiepską frekwencję. Przez inne transmisje live na kanałach sportowego Polsatu nie będzie relacji na żywo (będzie na stronie internetowej). Wszystko to podkopuje i tak już poważnie zwichnięty prestiż rywalizacji o Złoty Kask, która niegdyś uchodziła za najważniejszą indywidualną w Polsce.

Jacek Hafka