Nowy trener Milanu – szansa, ale i zagrożenie dla Piątka

Miał być trener na lata, który cierpliwie będzie wprowadzał nową filozofię do klubu z San Siro. Władze AC Milan po raz kolejny nie dotrzymały jednak słowa, Marco Giampaolo został zwolniony ledwie po trzech miesiącach pracy, a najmocniejszym kandydatem do jego zastąpienia jest Stefano Pioli.

Którego „zwolnienia”, mimo że jeszcze nie został zatrudniony, już domagają się kibice Rossonerich. Hasztag #PioliOut stał się we wtorek najpopularniejszym hasłem na włoskim Tweeterze, jednocześnie oświadczenie w sprawie sytuacji w klubie wydali Ultrasi z Curva Sud (Trybuna Południowa). Piszą oni:

„Jesteśmy zmęczeni tym kolejnymi kompromitacjami klubu. Gdy już myślimy że uderzyliśmy o dno, sytuacja jeszcze się pogarsza. Dziś znów oglądamy zmianę strategii, kolejną w ostatnich latach. Nie chcemy oceniać nowego trenera, bo to zrobi boisko. Załatwienie tej sprawy pokazuje jednak słabość klubu, który upada coraz niżej.”

Nie da się ukryć, pożegnanie z Giampaolo trzeba uznać za wyraz niecierpliwości i braku konsekwencji władz klubu. Owszem, zarówno wyniki, jak i gra Milanu są wybitnie mizerne, skoro jednak latem dyrektorzy Zvonimir Boban i Paolo Maldini ogłaszali, że rozpoczynają nową drogę, nie powinni z niej zbaczać przy pierwszych trudnościach i w sytuacji, gdy szkoleniowiec dopiero poszukuje właściwych rozwiązań.

Szczególnie, że najwyraźniej nie mają lepszego następcy. Ultrasi oceniać nowego szkoleniowca nie chcą, podobnych skrupułów nie ma pozostała część kibiców. Na czym polega problem z Piolim? Zdaniem komentujących szkoleniowiec ten jest po prostu słabym fachowcem. Wprawdzie 52-latek może pochwalić się ponad 300 spotkaniami w roli szkoleniowca w Serie A, jednak próżno szukać w jego portfolio wspaniałych osiągnięć. Ostatnią pracę Włoch podejmował we Florencji, jednak w kwietniu zrezygnował ze stanowiska zostawiając Fiorentinę na piekielnie niskim, 16-miejscu w tabeli. „Fiołki” są jedną z trzech, obok Lazio i Interu, największych firm w CV doświadczonego szkoleniowca, w obu tych klubach osiągnął względnie przeciętną liczbę 1,67 punktu na mecz.

„Pioli?! Cholerny Stefano Pioli?! Gość, który umoczył w Interze i Fiorentinie ma być właściwym kandydatem na to stanowisko? Idźcie się walić! Cały cholerny zarząd!” – wścieka się w mediach społecznościowych kibic o wymownej nazwie użytkownika PioliOut. W tym samym tonie wypowiadają się tysiące kibiców z czerwono-czarnej części stolicy Lombardii.

A my zastanawiamy się, co zmiana na stanowisku trenera oznaczać będzie dla naszego reprezentanta. Piątek w ostatnich tygodniach trafiał do bramki rzadko, wielu polskich komentatorów Serie A wskazywało, że nie pomaga mu taktyka Giampaolo, w której jest jedynym środkowym napastnikiem. Twierdzono, że Polakowi byłoby łatwiej, gdyby u jego boku w linii ataku występował będący w świetnej formie, przebojowy Rafael Leao. Tu niestety nie ma dobrych wieści, Pioli także jest fanem ustawienia 4-3-3 z jednym wysuniętym snajperem.

Piątek zostanie więc jedynym środkowym napastnikiem… o ile w ogóle zachowa miejsce w jedenastce. To na ten moment kwestia kluczowa, a zmiana szkoleniowca nie musi być dla Polaka w tym kontekście dobrą wiadomością. Kiedy bowiem do klubu przychodził Giampaolo, 24-latek był absolutnym numerem jeden w ataku Rossonerich – szkoleniowiec więc niejako z automatu wpisał naszego reprezentanta do pierwszej jedenastki. Pioli natomiast może nie mieć skrupułów i wobec słabszej formy zawodnika z numerem 9 – posadzić go na ławce.

Z drugiej strony, zawsze jest nadzieja, że zmiana na ławce trenerskiej tchnie w zespół nowego ducha. Powiew świeżości mógłby orzeźwić także Piątka, który u Giampaolego trafiał tylko z karnych. Pioli nie jest może wybitnym szkoleniowcem, ale samo jego doświadczenie może wystarczyć, by dotrzeć do Polaka i nastawić go z powrotem na właściwe tory.

Jeszcze lepszą wiadomością byłoby dla Milanu i jego napastnika zatrudnienie przez klub na stanowisku trenera Luciano Spallettiego. Pozostający bez klubu ceniony szkoleniowiec jest jednak formalnie związany z Interem (Nerazzurri zwolnili go „z obowiązków”, ale dalej wypłacają mu pensję zgodnie z obowiązującym kontraktem), dlatego szanse na jego zatrudnienie po drugiej stronie mediolańskiej barykady nie są duże.

Max Mahor