Koguty? Prędzej kapłony…

W północnej, „koguciej” części Londynu humory mało komu dopisują. Gracze Tottenhamu raz za razem się kompromitują, szatnia i władze klubu coraz mniej ufają trenerowi Mauricio Pochettino, a co gorsze z gry po fatalnym urazie łokcia wyłączony został bramkarz Hugo Lloris.

Sytuacja, w której uczestniczył Francuz z ostatniego spotkania Spurs przeciwko Brighton mogła zaboleć nawet największego twardziela sprzed telewizora. Wideo jest tak drastyczne, że podarujemy sobie wrzucanie go poniżej. Lloris, co już zostało podane do publicznej wiadomości, w tym roku kalendarzowym już raczej nie zagra, mimo, że operacja nie będzie konieczna. Francuskiego bramkarza czeka jednak żmudna rehabilitacja, a sympatycy klubu z Tottenhamu zadają sobie pytanie, czy tak bolesna kontuzja nie wpłynie przypadkiem na psychikę ich pupila. Pupila, który – nie ma co ukrywać – nie był od początku tego sezonu w wysokiej formie. Jak zresztą cała drużyna.

Fani Kogutów z ogromnym sentymentem muszą wracać pamięcią do poprzednich rozgrywek. Może nie tyle Premier League, w których ich zawodnicy zajęli dobre, ale jednak 4. miejsce, co Champions League. Tutaj Tottenham błyszczał, wychodząc najpierw z trudnej grupie, w której oprócz nich rywalizowała również Barcelona, Inter oraz PSV, by w fazie pucharowej odprawić z kwitkiem takie firmy jak kolejno: Borussia Dortmund, Manchester City (kapitalny 2. mecz, w którym padło siedem goli), fenomenalny Ajax, którego pognębił Lucas Moura. Już samo wejście do finału Ligi Mistrzów było wielkim, bo pierwszym w dziejach klubu, osiągnięciem, ale i tak wierzono, że uda się w nim chociaż nawiązać walkę z faworyzowanym Liverpoolem. The Reds jednak nie dali zbyt wielkich szans Kogutom, lecz sukces ten potwierdził tylko rosnącą pozycję Tottenhamu tak na Wyspach, jak i w Europie. Teraz ta pozycja w wyjątkowo krótkim czasie silnie zatrzęsła się w posadach.

Po ośmiu dotychczasowych spotkaniach w lidze, Spurs zajmują odległą, 9. lokatę. Ok., może inni sławni (Manchester United) mają jeszcze gorzej, ale co to za pocieszenie dla niedawnego finalisty LM? Żadne. 3 zwycięstwa, 2 remisy i 3 porażki nikogo na kolana nie rzucają, a ostatnia porażka 0:3 we wspomnianym wyżej meczu w Brighton to zapewne nie tylko wynik koszmarnego urazu Llorisa. Wcześniej bowiem Tottenham skompromitował się w pojedynku z Bayernem (2:7!), co sprowokowało kibiców do wymownej, jedynej w tej sytuacji możliwej reakcji:

Dodajmy do tego szybkie odpadnięcie z 4-ligowym Colchesterem w Pucharze Ligi Angielskiej i mamy komplet tragicznych sportowo wyników. Nic zatem dziwnego, że spod „koguciego” dywanu zaczęły wyłazić rzeczy, jakiś czas temu tam zamiecione. Dziennikarze „Daily Mail” niedawno rozpisywali się, że piłkarze narzekają na zamordyzm humorzastego Pochettino, że ten nie akceptuje odmiennego zdania (tak jakby trener nagle się pod tym względem zmienił) i nie daje swoim zawodnikom „tlenu”. Prezes klubu Daniel Levy? Płaci za mało, a sam rozbija się coraz to nowymi samochodami… Strzeliście wzniesiona na ubiegłorocznym sukcesie konstrukcja pod nazwą Tottenham Hotspur zaczęła się sypać.

Może być jeszcze gorzej dla argentyńskiego szkoleniowca (ale czy dla drużyny?), gdy w meczach po przerwie reprezentacyjnej gra i wyniki Spurs nie ulegną znaczącej poprawie. Wieść niesie, że nie będzie żadnych sentymentów czy spoglądania na dotychczasowy dorobek trenera i władze klubu po prostu się go pozbędą, płacąc gigantyczną odprawę – w końcu do 2023 roku wiąże go z Tottenhamem umowa, na mocy której Argentyńczyk inkasuje 8,5 mln funtów za sezon. Według informacji „The Times” Pochettino chciał dokonać małej rewolucji kadrowej w najbliższym okienku transferowym, teraz wydaje się, że nie zdąży. Tym bardziej, że media plotkarsko sugerują, kto miałby go zastąpić: to Jose Mourinho. Pytanie, ile w tym prawdy?

Tottenham gra jakby był pozbawiony pewnej ważnej części samczego ciała, gracze sprawiają wrażenie nasyconych i mocno zdemotywowanych. Wydaje się, że model, który dotychczas się u Kogutów sprawdzał, właśnie dramatycznie szybko zaczął się wyczerpywać. Nie zmieni tego raczej apelujący o jedność Pocchettino, który stoi przed ugaszeniem bodaj najpoważniejszego pożaru, odkąd w maju 2014 roku objął Tottenham. Coś nam się jednak wydaje, że ów pożar właśnie zajął nogawkę od jego trenerskiego garnituru i niezwykle trudno mu będzie wyjść z tej opresji.

Jacek Hafka