Dlaczego nikt nie chce pracować w Gdyni?

Już kibice witali się z gąską, już zaczęli przypominać słynne hasło: „Stawowy, najgorszy trener ligowy”, a tu nic. Po zwolnieniu Jacka Zielińskiego z Arki Gdynia nadal trwają poszukiwania jego następcy. Bardzo blisko angażu w klubie był doskonale znany na krajowym podwórku, Wojciech Stawowy. Powrót po czterech lat tego trenera do piłkarskiej elity byłby sporym wydarzeniem, lecz wygląda na to, że strony nie porozumiały się na ostatniej prostej. Kto zatem poprowadzi Adama Marciniaka i spółkę? 

Najnowszym pomysłem na wyprowadzenie Arkowców z kryzysu i rozpoczęcie walki o utrzymanie ma być zatrudnienie duetu Grzegorz Niciński – Krzysztof Sobieraj. Trzeba przyznać, że wizja dość odważna i chyba nieco wyprzedzająca naszą epokę. W rodzimych warunkach kilkukrotnie próbowano już tego typu rozwiązania, lecz zwykle kończyło się ono sporym niewypałem. Kiedyś chociażby Dariusz Dźwigała i Tomasz Hajto próbowali podbić ligową tabelą przejmując stery Jagiellonii Białystok – z jakim skutkiem, wiemy doskonale. Jeszcze bardziej pionierski postanowił być w tej materii Lech Poznań – po zwolnieniu Nenada Bjelicy zdecydowano się na tercet: Jarosław Araszkiewicz, Rafał Ulatowski oraz Tomasz Rząsa. Również nie przekuło się to na widoczny skok jakościowy, a po krótkim eksperymencie Kolejorz konsekwentnie stawia już na pracę w formule stanowiska trenera pierwszego zespołu. Dziwić może zatem, że w Gdyni decydują się powielać niezbyt optymistyczny scenariusz.

Niestety jednak niekiedy bywa tak, że trzeba zrezygnować z opcji priorytetowej i skupić się na szukaniu alternatywnych rozwiązań. Sympatycy Arki mogą zacząć powoli odczuwać niepokój podobny do tego z kwietnia, gdy klub musiał rozglądać się za następcą Zbigniewa Smółki. Nieciekawa sytuacja przedstawiana wówczas przez dziennikarzy „Przeglądu Sportowego”, którzy twierdzili, że były trener gdynian był zastraszany i niekiedy musiał spać na stadionie raczej nie pomagała przekonać kolejnych nazwisk do pracy nad morzem. Jan Urban czy Radoslav Latal to najgłośniejsze nazwiska łączone wówczas z pracą w Arce Gdynia, lecz klub zdecydował się postawić na Jacka Zielińskiego. Były szkoleniowiec Cracovii czy Lecha Poznań nie był pierwszym wyborem, lecz zdołał utrzymać drużynę na poziomie Ekstraklasy. Niestety dla 58 – latka wyniki w bieżącej kampanii ligowej zadecydowały o jego zwolnieniu. Wygrana 4:1 w Łodzi z ŁKS’em miała być dowodem na poprawę sytuacji drużyny, lecz ostatnia przegrana 1:4 z Nafciarzami przelała czarę goryczy. Teraz rozpoczyna się żmudny proces poszukiwania kogoś, kto byłby gotowy na podjęcie niezwykle wymagającej misji utrzymania Arkowców w Ekstraklasie. Dlaczego jest tak ciężko? Powodów może być kilka, niemniej najważniejszym aspektem wydaje się być tutaj komfort pracy (a raczej jego brak)…

Dość znamienne, że pozostający ostatnie cztery lata bez pracy trener ostatecznie nie dochodzi do porozumienia z klubem, choć jeszcze dwa dni temu wydawał się do nowej roli pewniakiem. Wojciech Stawowy nie miał przecież w ręku karty przetargowej w postaci bycia rozszarpywanym na transferowym rynku, a ostatnie pogłoski o chęci jego zatrudnienia pochodziły z Łodzi, gdzie sięgnąć chciał po niego ŁKS (który, chyba słusznie, wybrał Kazimierza Moskala). Gdy po tak długim okresie rozbratu z futbolem na najwyższym poziomie zgłasza się ekipa z Ekstraklasy, naprawdę trudno odmówić. A mimo wszystko, obydwie strony nie doszły ostatecznie do porozumienia.

Czy w takim rozwiązaniu nieco pomogły negatywne komentarze w sieci na temat ewentualnego angażu byłego sternika Cracovii? Być może, choć ostatni rok funkcjonowania Arki pokazuje, że problem jest o wiele głębszy. Brakuje szerszej wizji funkcjonowania klubu, posiadania planów w dalszej perspektywie, a także oczyszczenia napięć pomiędzy zarządem a coraz bardziej sfrustrowanymi kibicami. W Gdyni mają szczęście, że pożegnanie Jacka Zielińskiego zbiegło się z przerwą reprezentacyjną. Jest jeszcze trochę czasu na poszukiwania. Jeżeli natomiast klubowi grającemu w najwyższej, krajowej dywizji odmawia szkoleniowiec pozostający ostatnie cztery lata bez pracy, trudno patrzeć z nadzieją w przyszłość. Szczególnie, jeżeli jego alternatywą ma być trenerski duet, kompletnie nieprzystosowany do krajowych warunków. A wydawało się, że po zwolnieniu Smółki wszystko zacznie wracać do normy…

Karol Czyżewski