Dajcie hajs, pozamiatamy. Ale nie teraz, za 5 lat…

Gdybyśmy mieli zarzucić ludziom polskiej piłki – prezesom klubów, właścicielom, trenerom czy piłkarzom jedną rzecz, której im brakuje, to na pewno byłaby to ambicja. To jej brak naszym zdaniem wpływa na to, że dziś nasza klubowa piłka jest na 30. miejscu w Europie i odstaje poziomem już nie tylko od najlepszych na świecie, ale i tych, którzy powinni z daleka oglądać nasze plecy. 

Słaby mecz, ale fartownie wygrane rzutem na taśmę? To już powód do tego, by długo świętować i zapominać o wszystkich mankamentach, które przytrafiły się przez całe spotkanie. Trzy słabe mecze i jeden przyzwoity? Patrzmy z optymizmem w przyszłość, to nie raz wyszło, a trzy razy brakowało szczęścia, aby wspiąć się na wyżyny. Odnosimy wrażenie, że nasze mental jest bardzo prosty, a myślenie często życzeniowe. Nie chce nam się przejmować problemami, lepiej żyć w przeświadczeniu, że nic złego się nie stało i wszystko jest dziełem przypadku, który bardzo nam nie sprzyja. Gdy jednak to piłkarze zakłamują rzeczywistość, jakoś specjalnie nas to nie boli – nie chcemy nikogo obrazić, ale… to tylko piłkarze. Nie wrzucamy wszystkich do jednego worka, ale żaden z chłopaków to nie jest geniusz po trzech fakultetach, żaden z nich nigdy również poza piłką nie chodził do normalnej pracy, więc rozumiemy, że mogą życia nie znać i żyją w tylko sobie znanej rzeczywistości. Gdy jednak głupoty podczas wywiadów opowiada właściciel i prezes klubu, człowiek bogaty, ustawiony, inteligentny, z wielkim doświadczeniem na swoim koncie, a mimo wszystko widać u niego brak ambicji… no cóż, wtedy coś zaczyna nam nie grać. Dariusz Mioduski udzielił wywiadu Przeglądowi Sportowemu. A tam? Tam pokazał, że ambicja do jego drugie imię.

Potem była jeszcze coś o tym, że Legia regularnie grałaby w Lidze Mistrzów, gdyby dostała od Orlenu tyle pieniędzy, co otrzymał Robert Kubica na swoje występy w Formule 1. Kurde, nawet rozumiemy firmę Skarbu Państwa. Woleli swoje środki przeznaczyć na sportowca, którego zna cały świat i którego powrót do ścigania z najlepszymi wrócił po koszmarnym wypadku, po którym powątpiewano, czy będzie potrafił sobie samodzielnie zrobić kanapkę z Nutellą. No ale fakt – gdyby Legia miała takie wsparcie, to pewnie by grała w Lidze Mistrzów. Tak samo jak pewnie wygrałaby w niedzielę z Piastem, gdyby przy Łazienkowskiej grał Messi, Neymar i Ronaldo, a zamiast Gwilii na kierownicy grał Xavi, Pirlo lub najlepiej Zidane.

Hmmm, ciekawi nas to bycie najlepszą drużyną w Polsce. Coś nam się przypomina, że całkiem niedawno Legia zabijała rozgrywki naszej ekstraklasy tym, że najczęściej zdobywała tytuł i wielu malkontentów narzekało, że „niby liga wyrównana, ale i tak Legia zawsze wygrywa ekstraklasę”. Coś nam się też wydaje, że ostatnie drużyny, które siadały na tronie – Piast i Lech – nie dlatego wygrywały rozgrywki, bo były dużo lepsze od stołecznej ekipy, ale Legia wywracała się o własne nogi dając ciała na finiszu sezonu, kiedy wszystko miała zrobić po swojemu – konsekwentnie i minimalnie nad resztą stawki.

Kurde, nie wiemy do kogo porównać Mioduskiego. Może polecimy grubo – do Messiego, który przed Pucharem Gampera bierze mikrofon i obiecuje kibicom, że jego zespół postara się wygrać z Getafe na wyjeździe? A może od Zidane’a, który deklaruje i stawia swoją rękę na szali, że Real wyjdzie z grupy i powalczy w fazie pucharowej Ligi Mistrzów? A może do Lewandowskiego, który stanie na głowie i będzie zwijał się jak w ukropie, żeby strzelić 10 goli na przestrzeni całego sezonu we wszystkich rozgrywkach? Brzmi kuriozalnie, prawda? Możliwe. Na pewno jednak podejściem i ambicją to podobne żądania do tych, które chodzą po głowie Mioduskiemu. Może nieco zbyt ambitne, ale do wariacików świat należy – a co tam, raz się żyje!

Także jeszcze przez cztery lata mamy wakat, a później droga w walce o złoty medal mistrzostw Polski stoi otworem. Potem – wiadomo – Legia dochodzi do głosu. Chyba że coś się zmieni, a plan pójdzie w odstawkę. Tylko krowa nie zmienia przecież zdania.

Oferta forBET na najbliższe mecze reprezentacji znajduje się na oficjalnej stronie bukmachera.