Na kłopoty Frankowski?

Nie tak dawno uwagę polskich mediów, choć nie polskiego sztabu reprezentacji, przykuł Kacper Przybyłko, gracz  ekipy z Filadelfii. 26-latek strzelił już w tym sezonie MLS 15 bramek i zaliczył 4 asysty, ale to nie przekonało selekcjonera Jerzego Brzęczka do dania mu szansy w polskich barwach. Taką, znowu, dostał inny zawodnik z amerykańskiej ligi, Przemysław Frankowski. Trzeba przyznać, że wychowanek Lechii Gdańsk może pełnić w najbliższych meczach Biało-Czerwonych rolę dżokera.

Kadra Brzęczka ma spore problemy i całe szczęście, że w najbliższych spotkaniach eliminacyjnych do Euro 2020 zagra z, przynajmniej teoretycznie, słabszymi rywalami. Znacznie słabszymi, w końcu Łotysze biorą od każdego cięgi, ostatnio przegrali u siebie z Macedonią Północną 0:2, wcześniej roznieśli ich w pył Austriacy (0:6) i Słoweńcy (0:5). Nikt zdrowy na umyśle nie przewiduje kłopotów w pokonaniu ich na wyjeździe. Może nieco większe obawy dotyczą Macedończyków, ale jeśli mamy awansować na Mistrzostwa, to taki rywal nie powinien stanowić dla nas problemu. Tyle teoria, co przyniesie boisko?

Na razie mniej więcej wiemy, jaką formę niosą ze sobą poszczególni kadrowicze. W Niemczech bryluje Robert Lewandowski (11 goli w 7 meczach), choć kapitan potrzebuje przełamania w kadrze, w której ostatniego gola i to z karnego zdobył w czerwcowym pojedynku z Izraelem w Warszawie. „Będę robił wszystko, byśmy zwyciężyli. Jeśli strzelę, będę się cieszył, ale najważniejsze, żebyśmy grali to, co chcemy i co powinniśmy grać. Chcę pomóc drużynie. Wszyscy idziemy w tym samym kierunku. Wszyscy chcemy zwycięstw. Mam nadzieję, że te dwa mecze spowodują, że nieudane spotkania pójdą w niepamięć” – przyznał niedawno Lewy. No właśnie – styl gry, 0 z przodu i tylko punkt w ostatnich meczach ze Słowenią i Austrią nie mogą nastrajać pozytywnie. A jeśli dodamy do tego fatalną formę Krzysztofa Piątka, niemoc Arkadiusza Milika czy bezradność Piotra Zielińskiego, wówczas okaże się, że z naszymi ofensywnymi reprezentantami jest naprawdę źle.

I, zdaje się, właśnie to sprowokowało Brzęczka, by ponownie powołać Przemysława Frankowskiego. Jeszcze w lutym nasz selekcjoner bardzo krytycznie odnosił się do decyzji 24-latka o wyjeździe za ocean, mówiąc, że jej po prostu nie rozumie, tym bardziej, że wychowanek Lechii zebrał pozytywne recenzje za towarzyskie spotkanie z Czechami i z Portugalią w Lidze Narodów pod koniec 2018 roku. Trener Biało-Czerwonych później, bo w marcu znowu przypomniał sobie o Frankowskim – dał mu szansę w meczach z Austrią (wszedł po przerwie za Milika) i Łotwą (7 minut), zaś ostatnim jego występem w kadrze był czerwcowy pojedynek w Skopje, gdzie gracz Chicago Fire na boisku spędził pierwsze 46 minut, po czym został zmieniony przez Piątka. Jak będzie przy okazji zbliżających się spotkań?

„Frankie”, bo tak jest nazywany w USA, jest w fantastycznej formie, choć tamtejsza liga nie należy do mocnych – w aktualnym rankingu statystyków z IFFHS zajmuje dopiero 68. lokatę między chilijską a albańską (dla porównania Ekstraklasa plasuje się na 55., razem z gruzińską). Tyle, że te dane niewiele nam tak naprawdę mówią. Spójrzmy więc może, jak w ostatnim spotkaniu przeciwko Orlando City (5-2) zagrał Frankowski:

Gole niczego sobie, choć tempo tych akcji… hm, pozostawia faktycznie wiele do życzenia. Tak czy inaczej były to jego trafienia nr 4 i 5 (w 31 meczach) w obecnych rozgrywkach MLS, które dla Chicago Fire nie są udane – drużyna Frankowskiego nie awansowała bowiem do fazy play-off. Czy były skrzydłowy Jagiellonii może okazać się dżokerem w talii Brzęczka? Nawet jeśli, to jego ewentualna dobra gra i tak będzie zapewne dyskredytowana przez kiepski poziom rywali. Ale ok., nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość, po prostu wygrajmy te mecze, choć i nasi reprezentacyjni obrońcy nie są w zniewalającej formie, ale to już temat na inny felieton.

Zbliżające się mecze w eliminacjach do Euro 2020 obstawisz w forBET – sprawdź bogatą ofertę!